USA, które za rządów Donalda Trumpa radykalnie zamknęły się na uchodźców (wyznaczono wówczas limit 15 tys. wpuszczanych do kraju azylantów rocznie), teraz znów otwierają się na przybyszów. Biden chce w nowym roku fiskalnym zwiększyć uchodźczą kwotę aż ośmiokrotnie – do 125 tys. Już pierwszego dnia po zaprzysiężeniu przywrócił część mechanizmów relokacji oraz zniósł zakaz podróżowania do USA dla osób z krajów muzułmańskich. W kolejnych tygodniach wycofał też finansowanie dla flagowego przedsięwzięcia swojego poprzednika: ogrodzenia budowanego na granicy z Meksykiem (do momentu ustąpienia Trumpa z urzędu na inwestycję wydano ok. 25 mld dol.). Nowa administracja planuje także ułatwić migrantom, którzy przebywają na terenie USA, legalizację pobytu i ubieganie się o obywatelstwo.

Zmiana kursu w dziedzinie migracji ma też zielony wymiar. Joe Biden zarządził przeprowadzenie analiz wpływu zmian klimatu na ruchy ludności. Pracami pokieruje doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan.
Objęcie migrantów klimatycznych prawem do azylu postulują od lat międzynarodowe organizacje zajmujące się prawami człowieka. Do tej pory jednak wysiłki te spotykały się z barierami politycznymi i prawnymi. Relacja między klimatem a migracjami jest złożona. Trudne jest nawet powiązanie konkretnego kataklizmu z procesami klimatycznymi – naukowcy wolą mówić o większym prawdopodobieństwie i częstotliwości ich występowania. Dlatego w dekrecie Bidena nakazującym rozpoczęcie prac nad strategią w tej sprawie mowa jest o ochronie uciekinierów przed bezpośrednimi i pośrednimi skutkami zmiany klimatu.
Przyjęcie konkretnych przepisów w tej sprawie stanowić może ważny element zielonej ofensywy Waszyngtonu. Dziś w Stanach prawo do ubiegania się o azyl przysługuje osobom, które nie chcą lub nie mogą powrócić do swojego kraju ze względu na uzasadnioną obawę przed prześladowaniami na tle rasowym, narodowościowym, ze względu na przynależność do określonej grupy społecznej lub przekonania polityczne. Według ekspertów na bazie odpowiedniej interpretacji tych przepisów w grę wchodzi jednak także ochrona tych migrantów klimatycznych, którzy zmuszeni są do ratowania się ucieczką na skutek działań lub bezczynności lokalnego rządu, albo tam, gdzie uwarunkowania klimatyczne występują w powiązaniu z konfliktem.
Nowe, konkretne propozycje rozwiązań zaprezentował ostatnio think tank Center for Strategic and International Studies: miałyby one opierać się na rozszerzeniu dostępu ofiar katastrof naturalnych do ochrony tymczasowej. Dziś mogą o nią aplikować tylko osoby, które przedostały się wcześniej do USA. CSIS proponuje, by dać taką możliwość ubiegania się o ochronę spoza amerykańskiego terytorium i rozszerzyć listę krajów, które uczestniczą w programie. Organizacja chce zarazem stworzenia ścieżki dla tymczasowych uchodźców do uzyskania prawa do pobytu stałego. Dodatkową zaletą rekomendowanych przez think tank zmian jest z punktu widzenia administracji Bidena fakt, że nie wymagałyby one poparcia Kongresu.
Objęcie ochroną migrantów klimatycznych będzie nie lada wyzwaniem logistycznym. Jak wynika z danych Internal Displacement Monitoring Centre, w ostatnich 10 latach ekstremalne zdarzenia pogodowe, których częstotliwość rośnie wraz ze zmianą klimatu, zmuszały do zmiany miejsca zamieszkania 21,5 mln ludzi rocznie. To prawie trzy razy więcej niż konflikty zbrojne i dziewięć razy więcej niż obawy przed prześladowaniami, które obecnie stanowią główne przesłanki do uzyskania ochrony międzynarodowej. A oprócz tego do grona klimatycznych migrantów należałoby doliczać tych, których do zmiany miejsca zamieszkania zmuszają procesy o bardziej pełzającym charakterze, takie jak stopniowy wzrost poziomu oceanów, zmiany rozkładu opadów czy wysychanie wód gruntowych. Prognozuje się w dodatku, że liczba tego typu migracji będzie z dekady na dekadę coraz większa. Według szacunków Banku Światowego w perspektywie 2050 r. do przeprowadzki będzie zmuszonych ponad 140 mln osób rocznie, z czego około jedna czwarta opuści granice swojego kraju. Inne prognozy sugerują jednak znacznie większą skalę problemu – nawet miliard ludzi miałby w 2050 r. mieszkać w krajach, które nie są przygotowane na skutki zmian klimatu.
Plany administracji Bidena krytykują republikanie, którzy kwestionują możliwość objęcia migrantów klimatycznych ochroną w ramach obowiązujących ram prawnych.