Zwykle, gdy mowa o strategicznej autonomii Europy, słyszymy o konieczności zwiększenia potencjału europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Weekendowa konferencja bezpieczeństwa w Monachium przyniosła jednak zmianę: na większą niż dotąd skalę dyskutowano też o pogłębionej samodzielności w obszarze odstraszania nuklearnego, który dotąd był zarezerwowany niemal wyłącznie dla Amerykanów.

Tegorocznej edycji monachijskiej konferencji towarzyszyła premiera raportu przygotowanego przez Europejską Grupę Studiów Nuklearnych. Autorzy analizy alarmują, że Stary Kontynent stoi przed ryzykiem wystąpienia „niebezpiecznej luki w odstraszaniu, jeśli pilnie nie przemyśli swojej strategii nuklearnej”.

„Era, w której Europa mogła sobie pozwolić na strategiczne samozadowolenie, dobiegła końca. Niezależnie od tego, jak niewygodna może być ta debata, nowe środowisko bezpieczeństwa wymaga od europejskich decydentów bezpośredniego i niezwłocznego zajęcia się kwestią roli broni jądrowej w obronie kontynentu” – czytamy w raporcie.

Niemcy i Francuzi rozmawiają o odstraszaniu nuklearnym. Inne kraje nie mówią „nie”

Raport był jedynie wstępem. W ubiegły piątek kanclerz Niemiec Friedrich Merz poinformował, że jego rząd rozpocznie wkrótce „strategiczne rozmowy” z Francją na temat możliwej współpracy w zakresie odstraszania nuklearnego. Zastępca rzecznika gabinetu Merza Sebastian Hille powiedział później dziennikarzom, że celem Berlina nie jest zastąpienie amerykańskiego parasola nuklearnego nad Europą, a jedynie jego uzupełnienie i wzmocnienie. – USA odgrywają kluczową rolę w nuklearnym odstraszaniu NATO. Tak jest teraz i powinno pozostać w przyszłości – zaznaczył Hille.

Francja i Wielka Brytania to jedyne kraje Europy Zachodniej dysponujące własnym arsenałem nuklearnym. W lipcu 2025 r. Emmanuel Macron i Keir Starmer podpisali deklarację o zacieśnieniu współpracy w obszarze odstraszania nuklearnego, które, zgodnie z dokumentem, pozostaje niezależne, ale może być koordynowane. Paryż, w przeciwieństwie do Londynu, nie uczestniczy natomiast w pracach Grupy Planowania Nuklearnego NATO.

Za kontynuowaniem debaty o europejskim parasolu nuklearnym zbudowanym na bazie zdolności francusko-brytyjskich opowiadają się ponadto przedstawiciele rządów Szwecji, Łotwy i Estonii. Podobnie jak Niemcy, również i te państwa wykluczają scenariusz całkowitego zrzeczenia się ochrony zapewnianej przez Amerykanów, mówiąc raczej o komplementarności obu systemów.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte podkreśla na każdym kroku, że w kontekście odstraszania nuklearnego Europa jeszcze długo będzie całkowicie zależna od USA. Mimo że Holendra trudno posądzać o asertywność wobec Trumpa, liczby w tym wypadku zdają się go bronić. Z wyliczeń szwedzkiego instytutu SIPRI wynika, że Wielka Brytania ma obecnie 225 głowic jądrowych, a Francja – 290. Tymczasem USA mają ich prawie 5,2 tys., a Rosja niemal 5,5 tys. szt. W ramach NATO-wskiego programu Nuclear Sharing głowice jądrowe w liczbie ok. 100 składowane są także na terenie sześciu europejskich państw, w tym Niemiec.

Nawrocki: Polska powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej

Wiceszef Pentagonu Elbridge Colby zapewnił w Monachium, że administracja Trumpa nadal będzie zapewniać europejskim partnerom „rozszerzone odstraszanie nuklearne”. W niedawnym wywiadzie dla Polsat News prezydent Karol Nawrocki powiedział, że jest „wielkim zwolennikiem” przystąpienia Polski do projektu jądrowego, dodając, że „Polska powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej z poszanowaniem wszystkich międzynarodowych regulacji”. W 1969 r. Warszawa ratyfikowała układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, zobowiązujący państwa, które nie mają tego typu broni, do zaprzestania prób jej pozyskania. ©℗