W kampanii poprzedzającej kwietniowe wybory parlamentarne Viktor Orbán sięga po dobrze znaną strategię: przedstawia Brukselę jako większe zagrożenie niż Moskwa. W dorocznym orędziu o stanie państwa, wygłoszonym w miniony weekend, wieloletni premier zapowiedział walkę z „opresyjną machiną” Unii Europejskiej oraz pozbycie się zagranicznych wpływów z kraju, które – jego zdaniem – ograniczają węgierską suwerenność. Rząd prowadzi też kampanie billboardowe oskarżające Brukselę o przedłużanie wojny w Ukrainie poprzez finansowanie i dostawy broni dla Kijowa.
Równocześnie Orbán przekonuje wyborców, że lider opozycji Péter Magyar działa na polecenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Szef węgierskiego rządu regularnie ją atakuje, oskarżając o „niszczenie” Europy poprzez politykę klimatyczną i migracyjną, a w wystąpieniach przedstawia ją jako marionetkę swojego wieloletniego przeciwnika, miliardera George’a Sorosa.
Unia Europejska odblokuje pieniądze dla Węgier?
W tej sytuacji instytucje unijne zdecydowały się na czas kampanii ograniczyć krytykę pod adresem Orbána, także po to, by nie narazić się na zarzuty ingerencji w tamtejsze głosowanie. Z Brukseli płyną nawet sygnały, że przed wyborami UE może odblokować część zamrożonych środków – chodzi o ok. 2,4 mld euro. Z powodu zastrzeżeń dotyczących praworządności i korupcji UE wstrzymała dotąd niemal 20 mld euro funduszy dla Budapesztu.
Na razie nie wiadomo, czy na Węgry trafiłyby środki na obronę z programu SAFE (Security Action for Europe). Budapeszt chce uzyskać w ramach tego funduszu więcej niż pierwotnie przewidziane 16,2 mld euro (pod koniec ubiegłego roku zwiększył wniosek do 17,4 mld euro). Pierwotna pula środków dla Węgier była trzecią co do wielkości w Unii, ex aequo z Francją, po Polsce i Rumunii. Ministerstwo gospodarki tłumaczyło chęć zwiększenia kwoty „realną potrzebą” modernizacji wojska oraz „zaangażowaniem” tego kraju w członkostwo w UE i NATO.
Tylko że pod rządami premiera Viktora Orbána Węgry pozostają wyjątkiem zarówno w UE, jak i w NATO, m.in. ze względu na antyukraińskie i prorosyjskie stanowisko. To m.in. dlatego przeciwnikami przekazywania Orbánowi pieniędzy z SAFE są niektórzy europarlamentarzyści, w tym Michal Wawrynkiewicz z Europejskiej Partii Ludowej.
Amerykanie zarzucają UE podwójne standardy
Obawy UE przed wywołaniem fali oskarżeń o ingerencję w proces wyborczy wydają się o tyle uzasadnione, że przed wyborami prezydenckimi w Polsce w 2025 r. republikanie w USA forsowali narrację, według której Bruksela działa na rzecz zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego. Przewodniczący komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów USA, Brian Mast, skierował – wraz z innymi członkami Izby – list do szefowej KE, aby wyrazić „głębokie zaniepokojenie doniesieniami z Polski, które mogą podważać integralność jej procesów demokratycznych”. Mast oskarżył KE o stosowanie „podwójnych standardów” w zakresie zasad wyborczych, które jego zdaniem mogłyby przechylić szalę na korzyść Trzaskowskiego. „Mimo głośnej krytyki ze strony Komisji Europejskiej oraz decyzji o wstrzymaniu ponad 150 mld dolarów dla Polski z powodu rzekomych naruszeń praworządności za rządów PiS, instytucja ta milczy w sprawie jednoznacznych dowodów naruszeń praworządności za rządów Tuska” – napisano w liście.
Jednocześnie USA wspierały kampanię Karola Nawrockiego, który na krótko przed wyborami odwiedził Donalda Trumpa w Gabinecie Owalnym i relacjonował później, że prezydent USA powiedział mu: „Wygrasz”. W Rzeszowie zorganizowano także Conservative Political Action Conference (CPAC), jedną z najbardziej wpływowych konferencji konserwatywnych na świecie. Podczas wydarzenia sekretarz bezpieczeństwa krajowego USA Kristi Noem wezwała Polaków do głosowania na Nawrockiego. – Donald Trump jest dla nas silnym przywódcą, ale macie szansę mieć równie silnego lidera w Karolu, jeśli uczynicie go przywódcą tego kraju – powiedziała.
Orbán według Trumpa ciężko pracuje
Teraz Amerykanie w podobny sposób wspierają kampanię Orbána. Podczas wizyty w Budapeszcie w tym tygodniu sekretarz stanu Marco Rubio idealnie wpisywał się w narrację mającą pokazać Orbána jako skutecznego lidera. Podkreślał m.in., że Węgry nie są izolowane na arenie międzynarodowej, wskazując na amerykańskie inwestycje w kraju, które jego zdaniem wynikają z „silnego przywództwa” sprzyjającego przyjaznemu biznesowi.
Sam Trump też udzielił poparcia Orbánowi. Na platformie Truth Social nazwał go „naprawdę silnym i potężnym przywódcą”, chwaląc go za „osiąganie fenomenalnych wyników”. „Nieustannie walczy o swój Wielki Kraj i jego Lud, tak jak ja walczę o Stany Zjednoczone Ameryki” – napisał prezydent USA. „Viktor ciężko pracuje, by chronić Węgry, rozwijać gospodarkę, tworzyć miejsca pracy, wspierać handel, powstrzymywać nielegalną imigrację i zapewniać PRAWO I PORZĄDEK!”. ©℗