Doświadczenie błyskawicznej klęski z 1940 roku, gdy Niemcy zajęli Danię w ciągu jednego dnia przy minimalnym oporze, na trwałe wpisało się w duńskie myślenie o bezpieczeństwie. Odpowiedzią było wprowadzenie w 1952 roku jasnych regulacji: w razie agresji wojsko ma reagować automatycznie. Bez oglądania się na procedury i bez politycznych wahań.

Na aktualność tego zapisu zwróciła uwagę na początku stycznia redakcja dziennika „Berlingske”, przypominając go w kontekście deklaracji Donald Trump, który publicznie mówił o przejęciu kontroli nad Grenlandią. Duńskie ministerstwo obrony potwierdziło, że przepis pozostaje w mocy, zaznaczając jednocześnie, że użycie siły jest ostatecznością.

Grenlandia, NATO i wątpliwości co do realnej obrony Arktyki

Sugestie Donalda Trumpa uderzyły w czuły punkt. W jego argumentacji regularnie powracał motyw rzekomej niezdolności Danii do samodzielnej obrony arktycznej wyspy. Niezależnie od politycznego tonu tych wypowiedzi, sama diagnoza ma solidne podstawy.

Przez lata duńskie siły zbrojne były traktowane jako wygodne źródło oszczędności. Jeszcze kilka lat temu wydatki obronne wynosiły około 1,3 proc. PKB. Dopiero od 2024 roku budżet wojskowy rośnie gwałtownie i w ciągu dwóch lat ma przekroczyć 3 proc. PKB. To jednak próba nadrobienia wieloletnich zaniedbań, a nie dowód pełnej gotowości.

Bezpieczeństwo Danii opiera się dziś nie tylko na członkostwie w NATO, którego Kopenhaga jest jednym z założycieli, lecz także na współpracy nordyckiej w ramach NORDEFCO oraz na porozumieniach dwustronnych. W tym kontekście znaczenie ma także umowa o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony podpisana na początku 2024 roku z Polską.

Obrona totalna i obowiązkowy pobór

Filarem duńskiej strategii jest koncepcja obrony totalnej. Zakłada ona zaangażowanie całego państwa – nie tylko armii, lecz także wszystkich obywateli, instytucji rządowych i samorządów. W teorii oznacza to ścisłą współpracę cywilno-wojskową od poziomu centralnego po lokalny.

W praktyce system ten przez lata istniał głównie na papierze. Dopiero w 2024 roku powołano Ministerstwo Bezpieczeństwa Społecznego i Gotowości Kryzysowej, które ma uporządkować kwestie prawne i koordynacyjne.

W czasie pokoju duńska armia liczy około 9 tysięcy żołnierzy zawodowych oraz kilka tysięcy poborowych szkolonych przez 4–12 miesięcy. W kraju liczącym około 6 milionów mieszkańców pobór jest obowiązkowy dla mężczyzn. Kobiety mogą zgłaszać się ochotniczo, choć coraz częściej pojawiają się głosy za wprowadzeniem powszechnego poboru bez względu na płeć.

Po mobilizacji siły zbrojne miałyby osiągnąć liczebność około 40 tysięcy żołnierzy, wspieranych przez ponad 60 tysięcy przeszkolonych rezerwistów.

Siły zbrojne Danii – liczby, które robią wrażenie

Na papierze duńska armia wygląda solidnie. Wojska lądowe, zorganizowane w dwie brygady, dysponują 44 czołgami Leopard 2A7DK, 44 bojowymi wozami piechoty CV9035DK oraz około 400 kołowymi transporterami opancerzonymi Piranha w różnych wersjach. Artylerię tworzy 19 haubic ATMOS 2000, osiem wyrzutni rakiet PULS oraz 15 samobieżnych moździerzy 120 mm na podwoziu Piranha V.

Marynarka wojenna opiera się na dziewięciu fregatach. Realną wartość bojową ma jednak tylko pięć jednostek typu Absalon i Iver Huitfeldt. Cztery starsze okręty typu Thetis, zbudowane w latach 90., to w praktyce duże jednostki patrolowe. Dania nie posiada okrętów podwodnych – ostatni został wycofany w 2004 roku.

Lotnictwo bojowe przechodzi transformację. Trzonem mają być samoloty F-35 – docelowo 43 egzemplarze, dostarczane stopniowo. W służbie pozostają jeszcze F-16, z których część sprzedano Argentynie, a pozostałe przekazano Ukrainie. Kilka maszyn wysłano w połowie stycznia na Grenlandię.

Armia Danii w kryzysie gotowości

Statystyki to jedno, praktyka – drugie. Krytyczne opinie na temat realnej gotowości duńskich sił zbrojnych pojawiają się od lat. Publicystka „Berlingske” ujęła to wprost: „To jest szalone, a wręcz groteskowe, że mamy rząd, który nieustannie i słusznie mówi o wojnie oraz zagrożeniach hybrydowych, a jednocześnie poświęca tak mało uwagi samej gotowości”.

Jak podkreśla Bartłomiej Kucharski z Zespołu Badań i Analiz Militarnych, NATO przewiduje dla Danii realizację 17 różnych zadań, tymczasem realne zdolności pozwalają na wykonanie jedynie trzech. Tę ocenę potwierdził w 2023 roku zastępca dowódcy Królewskich Duńskich Wojsk Lądowych gen. brygady Henrik Lyhne, który w telewizyjnym wywiadzie stwierdził: – Duńskiej armii brakuje żołnierzy i sprzętu, i miną lata, zanim znów będzie gotowa do walki. (…) sytuacja jest krytyczna, zwłaszcza, że armii brakuje ludzi tak bardzo, jak nigdy dotąd.

Broń, która nie działa i kompromitujące awarie

Problemy kadrowe zbiegły się z poważnymi kłopotami sprzętowymi. Dania przekazała Ukrainie całą swoją artylerię lufową – 19 haubic CAESAR – oraz samoloty F-16. W zamian zamówiono izraelskie systemy ATMOS i wyrzutnie PULS. Błędy popełnione przy zakupie sprawiły jednak, że nowa broń przez pewien czas była bezużyteczna.

Jeszcze poważniej wyglądała sytuacja w marynarce wojennej. Po misjach na Bliskim Wschodzie okazało się, że dwie z trzech fregat typu Iver Huitfeldt nie nadają się do walki. Zawiodły systemy obrony przeciwlotniczej, a pociski artyleryjskie eksplodowały krótko po opuszczeniu lufy.

Kulminacją kryzysu był incydent na duńskich wodach terytorialnych, gdy podczas testu wyrzutni przeciwokrętowych Harpoon system uruchomił się samoczynnie i nie dawał się wyłączyć. Doprowadziło to do paraliżu żeglugi i czasowego zamknięcia cieśniny Wielki Bełt. Próby tuszowania problemu zakończyły się dymisją dowódcy sił zbrojnych generała Flemminga Lentfera.

Gorzka diagnoza: ktoś inny musi nas ratować

W wewnętrznych ocenach duńskiego Kolegium Obrony pojawiło się wyjątkowo szczere podsumowanie sytuacji: „Nagle Dania potrzebuje, by ktoś inny nas ratował. To mogą być Nordycy albo inne państwa europejskie (…) Duńscy politycy stwarzali wrażenie, że robią wiele. Fakty są takie, że do niedawna nie robili prawie nic”.

To zdanie dobrze oddaje skalę problemu. Duńska armia formalnie ma obowiązek walczyć natychmiast. Pytanie, czy po latach zaniedbań i kosztownych błędów sprzętowych jest w stanie ten obowiązek wypełnić.