Donald Trump grozi władzom w Teheranie „bardzo zdecydowanymi” działaniami militarnymi w odpowiedzi na brutalne tłumienie antyreżimowych protestów. Według amerykańskiej organizacji Human Rights Activists News Agency, od wybuchu demonstracji w Iranie pod koniec grudnia zginęło co najmniej 538 osób, natomiast aresztowanych zostało ponad 10,6 tys. Szacunki te uznawane są za zaniżone, ponieważ instytucje działające na rzecz praw człowieka mają utrudniony dostęp do informacji ze względu na blokadę internetu w tym kraju.
Władze uznają demonstracje za najcięższe przestępstwo. Prokurator generalny Iranu Mohammad Movahedi Azad oświadczył, że każdy uczestnik protestów będzie traktowany jak „wróg Boga”, co grozi karą śmierci. Najwyższy przywódca kraju Ali Chamenei nazwał zaś demonstrantów „bandą wandali” próbujących „zadowolić” Trumpa.
Uderzymy tam, gdzie boli
Protesty, które wybuchły w reakcji na gwałtownie rosnącą inflację, przerodziły się w ruch domagający się zakończenia rządów ajatollahów. To drugi tak masowy zryw Irańczyków w ostatnich latach. W 2022 r. ludzie wyszli na ulice po śmierci 22-letniej Mahsy Amini, która zmarła w areszcie za rzekome nieprzestrzeganie obowiązku noszenia hidżabu.
Brutalne represje zwiększyły prawdopodobieństwo interwencji Stanów Zjednoczonych. Już w piątek podczas spotkania z przedstawicielami sektora naftowego Trump mówił, że „jeśli władze w Teheranie zaczną zabijać ludzi, tak jak robiły to w przeszłości, zaangażujemy się”. - Uderzymy w nich bardzo mocno tam, gdzie ich to boli. Nie oznacza to użycia wojsk lądowych, lecz bardzo, bardzo silne uderzenie w newralgiczne miejsca. Nie chcemy, aby do tego doszło - przekonywał.
W sobotnią noc ponownie zagroził interwencją. „Iran spogląda na WOLNOŚĆ, być może jak nigdy dotąd. USA są gotowe pomóc!!!” - napisał na platformie Truth Social. Waszyngton rozważa również działania inne niż bezpośrednia interwencja zbrojna, w tym cyberataki, ułatwienie dostępu do internetu oraz wprowadzenie kolejnych sankcji.
Według doniesień amerykańskich mediów prezydentowi przedstawiono szereg opcji wojskowych, w tym możliwość uderzeń w niemilitarne cele w Teheranie. Na razie nie doszło do żadnego znaczącego przemieszczenia amerykańskich sił, a wielu bliskich partnerów USA na Bliskim Wschodzie, takich jak Katar, apeluje o powściągliwość. Gęstość zaludnienia Teheranu, zamieszkiwanego przez ok. 12 mln osób, sprawia, że przeprowadzenie precyzyjnej operacji powietrznej bez ryzyka dużej liczby ofiar cywilnych jest wyjątkowo trudne.
Biały Dom obawia się z kolei, że ewentualny atak przyniósłby odwrotny od oczekiwanego skutek, jednocząc irańskie społeczeństwo wokół rządu. Niewykluczone, że mogłoby to doprowadzić również do eskalacji przemocy w i tak już niestabilnym regionie. Takiemu rozwiązaniu sprzeciwić mogą się zwolennicy ruchu MAGA, którzy w ostatnim czasie wyrażali zaniepokojenie nadmiernym skupianiem się swojego przywódcy na sprawach międzynarodowych.
Chcą negocjować
Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf ostrzegł Waszyngton przed „błędną kalkulacją”, zaznaczając, że interesy Izraela i USA na Bliskim Wschodzie stałyby się „uprawnionymi celami”. - W przypadku ataku na Iran terytoria okupowane (Palestyna - red.), a także wszystkie amerykańskie bazy i okręty w regionie będą naszymi uprawnionymi celami - powiedział Qalibaf, były dowódca elitarnej Gwardii Rewolucyjnej Iranu.
Trump rozważa kolejny atak na Iran niewiele ponad sześć miesięcy po tym, jak w czerwcu ubiegłego roku nakazał uderzenia w irańskie obiekty nuklearne w Natanz, Fordo i Isfahanie w ramach krótkiej, dwunastodniowej wojny izraelsko-irańskiej, która pogrążyła Bliski Wschód w chaosie.
Od tego czasu republikanin kilkukrotnie sugerował możliwość ataku na Iran, nie tylko w kontekście protestów. Pod koniec ubiegłego miesiąca spotkał się z premierem Izraela Binjaminem Netanjahu w swojej rezydencji w Mar‑a‑Lago na Florydzie, gdzie rozmawiali m.in. o irańskim programie nuklearnym i balistycznym. Netanjahu wielokrotnie podkreślał, że nie dopuści do dalszego rozwoju tych zdolności przez Teheran, starając się jednocześnie przekonać swojego kluczowego sojusznika do kolejnej operacji przeciwko reżimowi ajatollahów. Po spotkaniu Trump powiedział reporterom, że słyszał, iż Iran „źle się zachowuje”, i zaznaczył, że poparłby izraelskie ataki na ten kraj, jeśli irańskie władze będą kontynuować rozbudowę obu programów.
W minioną niedzielę poinformował, że irańscy przywódcy kontaktowali się z nim i „chcą negocjować”. Dodał jednak, że Stany Zjednoczone „mogą być zmuszone do działania, zanim dojdzie do spotkania”. Od momentu, gdy Trump 3 stycznia nakazał amerykańskiemu wojsku uderzyć na Wenezuelę i schwytać jej przywódcę Nicolása Maduro wraz z żoną Cilią Flores, administracja w licznych publicznych oświadczeniach podkreślała, że prezydent jest gotów do zdecydowanych działań także w innych państwach.
Od początku swojej drugiej kadencji niemal rok temu Trump zarządzał naloty i uderzenia w różnych częściach świata. Oprócz ataku na Iran i operacji w Wenezueli, amerykańskie siły zbrojne przeprowadzały bombardowania lub wystrzeliwały pociski w Syrii, Jemenie czy Nigerii.