Fala pożarów w Polsce. ABW ściga sprawców

osp, straż pożarna
osp, straż pożarnaShutterstock
7 lipca 2025

Fala pożarów, która w ostatnich dniach zalała Polskę, spowodowała zaangażowanie do pracy nie tylko strażaków i policjantów. Jak przyznają przedstawiciele rządu, do akcji wkroczyć musiała także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by sprawdzić, czy nie doszło do sabotażu. Jak wyjawia były oficer wywiadu, taka decyzja to dla Rosjan wspaniała wiadomość.

Fala pożarów w Polsce. Służby patrzą na nie podejrzliwie

Kiedy przyczyny warszawskiego pożaru jeszcze badali śledczy, Polską wstrząsnęła kolejna, wielka tragedia, tym razem w Ząbkach. W ogniu stanęły dwa wielorodzinne budynki. Żywioł rozprzestrzeniał się w zaskakująco szybkim tempie, co w ocenie niektórych ekspertów mogło sugerować podpalenie w nawet kilku miejscach. Dwa dni później, 6 lipca, w Kędzierzynie-Koźlu ogień pojawił się w halach magazynowych z rowerami elektrycznymi, a dzień później pożar wybuchł w niedaleko Kalisza w zakładzie zajmującym się obróbką drewna. Jak poinformowali przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej, pogoda sprzyjała takim zdarzeniom, a tylko jednego dnia, gdy płonęły bloki w Ząbkach, na terenie kraju wybuchło aż 600 pożarów.

Okazuje się jednak, że państwowe służby czujniej zaczęły przyglądać się niektórym z tych pożarów, a do akcji zaangażowano nawet Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co potwierdził rzecznik służb, Jacek Dobrzyński mówiąc, że „funkcjonariusze ABW przez cały czas zbierają informacje na temat takich zdarzeń, analizują je i weryfikują pod kątem ewentualnej dywersji”. Obcej dywersji nie wykluczył też jego szef, minister spraw wewnętrznych i administracji, Tomasz Siemoniak.

- Straż pożarna typuje te, co do których uważa, że mogą być związane z aktem dywersji – przyznał w rozmowie na antenie TVN24 szef MSWiA.

Pożary w Polsce i rosyjski trop. Ekspert ujawnia, cel takich akcji

Zaangażowaniu służb nie dziwią się specjaliści, szczególnie po tym, jak w dwóch przypadkach udowodniono udział służb rosyjskich. Tak stało się, chociażby w przypadku Marywilskiej 44, ale rosyjski wywiad planował więcej podobnych akcji. Jedną z nich, na terenie Wrocławia, udało się powstrzymać, a niedoszły sprawca już usłyszał zarzuty. I wydawać by się mogło, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, zaś informacje ministra o działaniu służb nas uspokoją, jednak specjaliści widzą lukę w tym rozumowaniu. W ocenie Roberta Chedy, byłego oficera Agencji Wywiadu przez lata pracującego w Rosji, angażowanie ABW w sprawdzanie jak największej liczby pożarów jest jak najbardziej na rękę wschodniemu wywiadowi państwo, które już toczy z Polską wojnę hybrydową.

- To jest też rosyjski cel, aby obciążyć nasze służby jak największą liczbą takich zdarzeń. Niech służby zasuwają do każdego pożaru transformatora, metra, a w tym czasie Rosjanie mogą robić coś ważniejszego. To jest podstawowa idea dywersji – odciągnięcie sił przeciwnika od rzeczywistej operacji – mówi Gazecie Prawnej Robert Cheda.

Nie ma on też wątpliwości, że ABW wie o wiele więcej o wschodnich śladach w niejednym pożarze, ale ma nie informować o tym opinii publicznej. Dzieje się tak nie tylko z obawy o niepotrzebne wzniecanie paniki, ale – paradoksalnie – ujawnienie takich wiadomości byłoby Rosjanom jak najbardziej na rękę.

- Rosjan takie działania kosztują grosze, szczególnie, gdy działają poprzez grupy przestępcze, to dla nich wartość dodana. A co ciekawe, każda potwierdzona dywersja to jest cel ich operacji. Chodzi o to, aby po prostu podważyć zaufanie do państwa. Dla nich nawet jest lepiej, jak to się wyda. A jestem pewien, że ABW wielu rzeczy nie podaje do wiadomości, aby nie wzbudzać paniki, a taka wiadomość kiedyś wymsknie się jakiemuś politykowi, jak będzie taka polityczna potrzeba – mówi ekspert.

Rosjanie chcą oglądać filmy z pożarów w Polsce

Mimo podobnych obaw ABW postanowiła poważnie potraktować przynajmniej kilka większych pożarów, ze szczególnym uwzględnieniem tych, zagrażających infrastrukturze oraz dużej liczbie osób. Jak informuje „Rzeczpospolita”, po akcji gaśniczej w Ząbkach sprawdzane są między innymi media społecznościowe, by przekonać się, gdzie poza granice Polski wypływały filmy z akcji gaśniczej. Najwyraźniej jest to lekcja wyniesiona po pożarze Marywilskiej 44, kiedy jeden z podejrzanych udokumentował cały pożar, a nagranie to stało się pożywką dla rosyjskich portali propagandowych. Jak jednak twierdzi Robert Cheda, sprawdzanie post factum to jedno, ale w pierwszej kolejności powinniśmy się zabezpieczyć, aby podobnych wątpliwości i spekulacji nie było w przyszłości.

- Państwo nie ma sił i środków, aby zabezpieczyć wszystko. W takich dziedzinach powinna być kooperacja publiczno-prywatna. My nie mamy też systemu technicznego monitorowania. Nie mówię, aby zrobić u nas takiego Wielkiego Brata, jak w Chinach, ale system monitorowania powinniśmy już teraz uzupełniać w tempie bardzo szybkim – mówi specjalista. Przyznaje on jednocześnie, że przy temperaturach, jakie panowały w ostatnich dniach, pożary nie są niczym nadzwyczajnym, ale uprzedza, iż „warunki atmosferyczne są zawsze czynnikiem dodatkowym i wartością dodaną do sabotażu, bo bardzo dobrze maskują, zwiększają prawdopodobieństwo przyczyn naturalnych”.

- Wszystko, co jest związane z komunikacją, łącznością, dostawami mediów, powinno być nadzwyczajnie pilnowane. My jesteśmy dobrzy w szarżach, zaostrzaniu prawa, które wylewa dziecko z kąpielą, ale nie w pracy systematycznej przez długie lata – radzi Robert Cheda.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.