Bruksela pracuje nad strategią w sprawie konkurencyjności, co oznacza, że możliwa jest zmiana podejścia do wspólnego długu. Jednym z pomysłów jest to, by był on instrumentem stosowanym tylko do wąskiej puli uzgodnionych wydatków, przede wszystkim tych na wojsko.
– Nie widzę, jak mielibyśmy sfinansować to wszystko standardowymi narzędziami. Patrząc z punktu widzenia Europy, nie mam wątpliwości, że musimy inwestować, bo inaczej stracimy szansę na utrzymanie pozycji konkurencyjnej i naszych globalnych wpływów. Z tych właśnie względów jesteśmy dziś w procesie – także jako duński rząd – zmiany postrzegania pomocy publicznej i wspólnego długu – ta wypowiedź Mette Frederiksen, premier Danii, znacznie zamieszała w tradycyjnym układzie sił na arenie Unii Europejskiej. Kopenhaga coraz częściej wprost deklaruje zerwanie z europejskim „klubem skąpców”.
To nieformalne stronnictwo skupiające przede wszystkim kraje unijnej Północy. Wspólnym mianownikiem jest sprzeciw wobec zwiększania wydatków i zobowiązań finansowych na poziomie UE. Te kraje niechętnie spoglądają w szczególności na emisję wspólnego długu. Ten z kolei mógłby pozwolić Unii sfinansować kolejne programy inwestycyjne na wzór uruchomionego po pandemii Funduszu Odbudowy. Trzon sojuszu stanowiły dotąd cztery kraje: Holandia, Szwecja, Austria i właśnie Dania. Kluczowe było jednak wsparcie ze strony podobnie myślącego Berlina.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.