Duża część rolników uważa dziś, że PiS przestał ich reprezentować. To Agrounia kanalizuje niezadowolenie na wsi - uważa Michał Wenzel, doktor habilitowany nauk społecznych, prof. Uniwersytetu SWPS.

z Michałem Wenzelem rozmawia Kacper Leśniewicz
Od kilku lat jako socjolog bada pan wiejskie ruchy społeczne i polityczne. Czy rację mają ci, którzy twierdzą, że rozczarowanie rolników i mieszkańców wsi rządami PiS może się przyczynić do oddania przez tę partię władzy w jesiennych wyborach?

Obecnie nie widać na horyzoncie znaków potwierdzających tezę, że wieś obali rządy PiS, ale nie można wykluczyć, że jej słabsze poparcie utrudni partii rządzącej utrzymanie władzy. Kluczowe znaczenie w tym kontekście ma dynamika procesów społecznych.

Wydawało się, że wraz z dojściem do władzy PiS i wprowadzeniem programu 500+ niezadowolenie na wsi zmalało.

Program ten odegrał ważną rolę, bo oprócz świadczenia pieniężnego, które przełożyło się na poprawę jakości życia i ocenę własnej sytuacji, miał również wymiar symboliczny. PiS konsekwentnie prezentował się w tym czasie jako partia, która rozumie potrzeby mieszkańców wsi i rolników. Warto jednak pamiętać, że okres względnego spokoju to czas od 2015 r. do 2017 r. Ale już od 2018 r. obserwujemy wzrost protestów, których kulminacja nastąpiła w ostatnich dwóch latach.

Czyli PiS wygrywa drugą kadencję, ale w tym czasie…

…na wsi rośnie niezadowolenie, co widać na przykładzie rosnącej aktywności politycznej rolników.

Skąd to niezadowolenie rolników z partii, która
umieściła ich na swoich sztandarach?

Z jednej strony obiektywnie pogorszyła się sytuacja ekonomiczna rolników, co jest spowodowane polityką rządzących. Z drugiej duże znaczenie mają czynniki związane z sytuacją międzynarodową, która od dłuższego czasu jest niestabilna. Rosja już w 2014 r. wprowadziła zakaz importu produktów rolnych, a w 2022 r., po wybuchu wojny, masowo zwiększono import żywności do Polski z Ukrainy. Te zmiany rolnicy odczuli w swoich kieszeniach szczególnie mocno.

Czyli wątki ekonomiczne mają kluczowe znaczenie?

Widać to również po tym, jakie postulaty tworzą rdzeń agendy politycznej Agrounii, na której czele stoi Michał Kołodziejczak. Istnieją teorie ruchów społecznych, które zwracają uwagę na to, jak ważnym katalizatorem w procesie kształtowania się społecznego oporu jest związek między obiektywnymi warunkami – w tym przypadku pogarszającą się sytuacją ekonomiczną rolników – a rosnącym poczuciem krzywdy.

Krzywdy, za którą rolnicy obwiniają PiS?

Wśród dużej części rolników rośnie świadomość tego, kto jest odpowiedzialny. W pewnym momencie ci ludzie – również rolnicy skupieni wokół Agrounii – uznali, że PiS, którego po 2015 r. utożsamiano z interesami polskiej wsi, przestał ich reprezentować. Partia rządząca traci poparcie nie tylko osób zajmujących się produkcją rolną, lecz także członków rodzin, których gospodarstwa lub wykonywana praca pozycjonuje jako podwykonawców w szeroko rozumianym ekosystemie.

„Ci, którzy próbują się od wsi odcinać, którzy próbują wieś lekceważyć, są śmieszni i niemądrzy” – mówił Jarosław Kaczyński podczas prezentacji Nowego Ładu. Podkreślał, że żadne inne ugrupowanie nie zrobiło tyle dla wsi, co PiS. Taką opowieść powtarzają w terenie jego politycy. Czy można wskazać jakieś konkretne wydarzenie, które spowodowało, że PiS zaczął tracić poparcie rolników?

Z moich analiz wynika, że katalizatorem, który wyznaczył nową dynamikę niezadowolenia, była próba nowelizacji przez PiS ustawy o ochronie zwierząt, czyli tzw. piątka dla zwierząt. Wtedy coś w rolnikach pękło. Część miała poczucie, że zwierzęta są ważniejsze od ludzi – w

Michał Wenzel, doktor habilitowany nauk społecznych, prof. Uniwersytetu SWPS. Prowadzi projekt badawczy „Od Samoobrony do Agrounii. Wiejskie ruchy społeczne po 1989 r. w polskim życiu politycznym”. Zajmuje się m.in. postawami politycznymi i metodami badań społecznych / Materiały prasowe / Fot. mat. prasowe

tym przypadku od nich samych. To była reakcja emocjonalna. Choć również wcześniej rolnicy byli niezadowoleni np. z tempa wypłacanych odszkodowań z powodu kryzysu wywołanego przez ASF, to właśnie piątka przelała czarę goryczy.

Dlaczego?

Piątka Kaczyńskiego miała wymiar symboliczny. Całe zamieszanie z planowanymi zmianami nie było wynikiem niefrasobliwości jednego z ministrów. Na drodze rolnikom stanęła wtedy partia i jej prezes. Osobiste zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego było mocnym i zupełnie nieoczekiwanym ciosem, zwłaszcza na tle wielokrotnie powtarzanych przez niego słów o tym, jak bardzo jego partii zależy na losie polskiej wsi. Podczas protestów przeciwko planowanej ustawie na transparentach widniały takie hasła jak „Obronimy polską wieś” czy „Piątka Kaczyńskiego zamorduje rolnika każdego”.

Jakie były tego konsekwencje?

Podziały polityczne uległy całkowitemu odwróceniu. Zablokowanie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt jest przykładem nietypowej restrukturyzacji sojuszy: po jednej stronie konfliktu była większość PiS, PO i Lewicy (wspierana przez ekologiczne organizacje pozarządowe), a po drugiej Agrounia, PSL, Konfederacja i mniejszość PiS, a także Solidarność Rolników Indywidualnych oraz rolne OPZZ. W ten sposób została zakwestionowana pozycja samego prezesa PiS. Okazało się, że jest w stanie zawrzeć sojusz ze swoimi politycznymi wrogami w celu osłabienia pozycji rolników. A wydawało się, że partia, której udało się wytworzyć z nimi polityczną więź, nie może czegoś takiego zrobić.

PiS szybko wycofał się z projektu.

Tak, ale było już za późno, część rolników straciła wiarę w prezesa i jego partię.

Niedługo potem wybucha wojna w Ukrainie.

To kolejny trudny okres w relacjach PiS z rolnikami. Wojna i niekontrolowany napływ żywności, w tym tak strategicznego produktu jak zboże, wzmocniły tylko niechęć rolników do PiS. Pomimo organizowanych przez wiele miesięcy protestów rządzący długo bagatelizowali ten temat, zwlekając z podjęciem realnych działań. Rolnicy mogli odnieść wrażenie, że politycy wyżej niż interesy wsi stawiają pomoc sojusznikom z Ukrainy.

Kto stanowi dzisiaj najpoważniejszą opozycję na wsi dla PiS?

Politycznie jest to ciągle PSL, ale jeśli popatrzymy na aktywność społeczną – od kilku lat jest nią Agrounia. To ona organizuje protesty przeciwko polityce rządu. I wydaje się, że jej lider Michał Kołodziejczak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w polskiej polityce.

Kołodziejczak bywa porównywany przez publicystów i ekspertów z Andrzejem Lepperem.

Na pewno w wielu wypowiedziach powiela on pewne retoryczne schematy Andrzeja Leppera. Podobnie jak lider Samoobrony wychodzi też poza organizujący scenę polityczną rozłam ideologiczno-kulturowy.

Czyli?

Nie interesują go w ogóle sprawy świato- poglądowe. Cały przekaz Agrounii jest oparty na kwestiach materialnych.

W tym właśnie przypomina byłego lidera Samoobrony.

Pamiętajmy jednak, że Andrzej Lepper działał w zupełnie innych warunkach ekonomicznych i społecznych. Za najtrudniejszy okres dla polskich rolników uznaje się lata 1988–1992. W tym okresie nastąpił znaczny spadek realnych dochodów rodzin rolniczych. Wprowadzenie mechanizmów wolnorynkowych spowodowało też radykalny wzrost oprocentowania kredytów, co doprowadziło do obniżenia poziomu życia rolników. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło. Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, rolnicy otrzymali dopłaty, mamy całkiem inne okoliczności. Poziom życia znacząco się podniósł. Jednocześnie mniej osób żyje z rolnictwa. Mniejszy jest więc potencjał masowych protestów rolniczych. Z tych powodów nie należy wyolbrzymiać analogii między Agrounią i Samoobroną.

Jakie są podobieństwa między tymi ruchami?

Rozwój Agrounii jest podobny do rozwoju Samoobrony: od oddolnych wydarzeń lokalnych przez instytucjonalizację interesów jako Unia Warzywno-Ziemniaczana po partię polityczną.

Jak poczytamy relacje z protestów w latach 90. i 2023 r., czasem trudno dostrzec różnicę. Powtarzają się choćby takie wydarzenia jak blokowanie pociągów przywożących zboże. W 1998 r. rolnicy blokowali węgierskie zboże, a w 2023 r. oprotestowali import zboża z Ukrainy. Nie bez znaczenia jest również to, że ich wystąpieniom towarzyszą odwołania do symboliki narodowej.

Lider Agrounii często łączy ze sobą wątki ekonomicznej deprywacji i transformacji, wskazując na ogromną cenę, jaką zapłaciła polska wieś, ale też ciężką pracę, bez której już dawno nie byłoby u nas rolnictwa.

To jest pewien paradoks, ale rolnicy wciąż mogą mieć poczucie wykluczenia symbolicznego. Ostatnie trzy dekady to czas, kiedy wieś w oczach szeroko rozumianych elit była ziemią jałową pod względem społecznego i politycznego zaangażowania oraz świadomości. Przy okazji piątki dla zwierząt uprzedzenia wobec mieszkańców wsi wybrzmiały w ostrej formie ze strony zarówno opozycji demokratycznej, jak i PiS.

O co walczą rolnicy działający w Agrounii i dlaczego mogą stanowić zagrożenie dla PiS?

Większość protestów początkowo dotyczyła spraw lokalnych. Agrounia stała się znaczącym ogólnokrajowym ruchem w czasie wystąpień przeciwko polityce uderzającej w hodowców mięsa i zwierząt futerkowych. Ważne wydaje się również to, jak dużą wagę Michał Kołodziejczak przywiązuje do suwerenności żywnościowej, a więc tematu, który nie jest obcy partii rządzącej.

Od kilku lat Kołodziejczak odwiedza sklepy wielkich sieci handlowych i zwraca uwagę na żywnościowe oszustwa znanych marek.

Tak, ale odwołuje się nie tylko do rolników. W retoryce Agrounii sklepy tych sieci zabierają pracę właścicielom małych warzywniaków i sklepikom spożywczym, szczególnie w mniejszych miasteczkach i na wsi. To jest bardzo ciekawy i wciąż dobrze nierozpoznany wątek – w tym kontekście Agrounia upomina się o interes rolników w szerokiej, międzynarodowej perspektywie. Jednocześnie walka z dyskontami kłóci się z interesami najuboższych, a do tej grupy też zwraca się Agrounia. Pojawiają się więc nierozwiązywalne sprzeczności – jak zawsze, kiedy w grę wchodzą złożone problemy społeczno-gospodarcze.

Co pan na myśli?

Rolnicy odwołują się do protestów i strategii oporu rolników z Holandii czy Francji. Mamy zatem do czynienia z perspektywą antyglobalistyczną. Przywódca Agrounii próbuje połączyć protesty przeciwko inwestycjom zagranicznych korporacji w rolnictwie i duży nacisk na suwerenność żywnościową z sytuacją ekonomiczną i życiową zwykłego człowieka. Liderzy protestujących rolników – również np. hodowcy zwierząt futerkowych – tworzą sieci ponadnarodowe z działaczami m.in. w Holandii. Wspólną cechą nowo powstałych ruchów protestu jest występowanie przeciwko politycznemu konsensusowi.

Jak Agrounia pozycjonuje się na scenie politycznej?

Realizacji celów ekonomicznych służy neutralność w sferze kulturowo-symbolicznej, która od początku III RP wyznaczała główne osi rozłamów socjopolitycznych. Agrounia nie jest ani sojusznikiem PiS, ani anty-PiS. Nasuwa się analogia z Samoobroną, która współpracowała zarówno z SLD, jak i z PiS. Najstarsza partia ludowa, PSL, obecnie jako Trzecia Droga, również unika sytuowania się na głównej osi sporu politycznego. Proszę także zwrócić uwagę na to, że przy okazji batalii o piątkę dla zwierząt swoją pozycję jako partii broniącej interesów rolników podkreślała Konfederacja. Politycy tej partii też byli obecni na demonstracjach, na których zdecydowanie krytykowali rządzących.

Co takiego może przekonać rolników do Konfederacji?

Oczywiście ma ona bardziej zróżnicowany elektorat niż Agrounia, ale w tym kontekście nie jest to kluczowe. Konfederacja jest w wielu kwestiach jedyną konsekwentną opozycją wobec PiS, szczególnie w sytuacjach ostrych kryzysów. Jej politycy dali temu wyraz np. w czasie trwania lockdownów, które silnie odczuli drobni przedsiębiorcy, w tym mieszkańcy wsi. Konfederacja – a przynajmniej jej część – wykorzystała też politycznie wojnę w Ukrainie, pozycjonując się w opozycji do wszystkich głównych sił parlamentarnych. Pamiętajmy, że już Andrzej Lepper tworzył Ruch Ludowo-Narodowy. Sukcesem Agrounii i Konfederacji jest wprowadzenie do kampanii dwóch ważnych i kontrowersyjnych kwestii. Jedna to rynek żywności – tu przede wszystkim widać aktywność Agrounii. Druga to sprawy migracji, którymi zajmuje się Konfederacja. PiS próbował wykorzystać w kampanii ten drugi temat, ale stracił na niego monopol. Także partie sytuujące się w centrum i po lewej stronie sceny politycznej modyfikują swoje stanowiska w obu sprawach – jak choćby KO, która zakłada AgroKluby i zaostrza swoje stanowisko wobec migracji. Może to być reakcja na protesty rolników i rosnące notowania Konfederacji.

Wieś to jednak nie tylko rolnicy.

W badanym przeze mnie okresie roczna liczba protestów na wsi stopniowo rosła – od 40–60 w latach 2012–2015 r. do 80–100 w latach 2019–2022. Odsetek protestów, w których uczestniczyli rolnicy, wynosił nieco mniej niż połowę w latach 2012–2022. Ale protesty na wsi nie mają wyłącznie charakteru ekonomicznego.

Kto jeszcze protestuje i przeciwko czemu?

Około połowa wydarzeń wyrażała różne skargi ekonomiczne, ale ok. jedna czwarta była skupiona wokół kwestii ekologicznych. Prawie jedna piąta dotyczyła podziałów światopoglądowych w społeczeństwie. Można zatem powiedzieć, że na wsi obserwujemy mozaikę społecznego oporu. Wystarczy wspomnieć obronę Puszczy Białowieskiej czy protesty związane ze spalarniami śmieci. Większość takich inicjatyw jest związana z lokalnymi interesami. Natomiast od pojawienia się Agrounii jest więcej protestów wiejskich dotyczących sytuacji ekonomicznej. Partia ta jest najważniejszą siłą kanalizującą niezadowolenie na wsi. ©Ⓟ