Są nieliczne sytuacje, w których rozpędzona lokomotywa pędzi przez parlament, a do kotła dorzucają jej niemal wszyscy, bez względu na sympatie polityczne. Tak było w przypadku projektu nowelizacji ustawy – Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz niektórych innych ustaw.
W piątek, po 2,5 miesiąca od złożenia w Sejmie, ustawa została niemal jednogłośnie przyjęta (po tym, jak wcześniej jednogłośnie przyjął ją Senat). Od momentu, kiedy trafi na biurko prezydenta, Andrzej Duda ma 21 dni na złożenie pod nią podpisu. I nie ma dziś liczącej się siły politycznej czy organizacji pozarządowej, które uważają, że powinien postąpić inaczej. Apel, który poszedł do głowy państwa wraz z ustawą, brzmi, by kropkę nad i postawił jak najszybciej.
Chodzi o akt nazwany ustawą Kamila. Formalnie odpowiadał za niego Marcin Romanowski, wiceminister w resorcie sprawiedliwości. Iskrą, która przyśpieszyła pracę na dokumentem, była śmierć kilkuletniego chłopca. Zmarł na początku maja, a katami byli jego „bliscy”. Tym, co bulwersowało, było to, że dramat dziecka trwał od miesięcy. Padły pytania: jak to możliwe, że nikt go nie przerwał? Oraz gdzie byli dorośli oraz instytucje, które otaczały dziecko i jego „rodzinę”?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.