Poprawę widać w liczbie zgonów. Jak wynika z danych urzędów stanu cywilnego, w pierwszych 11 tygodniach tego roku zmarło 94,2 tys. Polaków.

To drugi najlepszy wynik, i to od 2017 r., co pokazuje, że konsekwencje COVID-19 są już coraz mniej odczuwalne. W analogicznym okresie rok temu i dwa lata temu zmarło odpowiednio o 17,5 tys. i o 22 tys. osób więcej. Czyli na początku obecnego roku odeszło od 15 do 20 proc. Polaków mniej.

Spadek liczby zgonów z roku na rok pozytywnie wpływa na średnią długość życia. Wczoraj GUS opublikował tablice średniego dalszego trwania życia. W przeciwieństwie do poprzednich lat, w których średnie życie się skracało, najnowsze tablice pokazują, że wydłużyło się od półtora roku w przypadku 30-latków do roku dla 70-latków. – Ta poprawa to efekt wyjścia z pandemii, ale to nadal gorsze wyniki niż przed nią. Mam obawy, że powrót do wartości przedpandemicznych będzie trudny, bo mamy cały czas do czynienia z kryzysem zdrowotnym – podkreśla demograf prof. Irena Kotowska. Dodaje, że ten efekt był dla demografów oczywisty ze względu na to, że Polska należała do niechlubnej czołówki w ostatnich latach w liczbie zgonów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców oraz relatywnie złych danych dotyczących długości życia.

Tablice opublikowane przez GUS mają wpływ na wysokość nowo obliczanych emerytur. – Będą one mniej korzystne, bo zgromadzony kapitał będzie dzielony przez większą liczbę miesięcy średniego dalszego trwania życia. Świadczenia wyliczone z tej samej składki na podstawie nowych tablic będą o ok. 6 proc. niższe, niż gdyby zastosowano dotychczasowe – ocenia Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy HRK Payroll Consulting (więcej piszemy o tym na B11).

Nieco gorzej przedstawiają się dane dotyczące urodzeń. Tutaj zmiany trendu nie ma. Dane, które otrzymaliśmy z Cyfryzacji KPRM, pokazują, że w styczniu i lutym tego roku urodziło się o 1 tys. dzieci mniej niż rok temu. 46,89 tys. wobec 47,9 tys. w dwóch pierwszych miesiącach 2022 r. Czy to dużo, czy mało? Zdaniem prof. Kotowskiej trudno ocenić liczbowo, jednak jej zdaniem ten trend będzie trudny do odwrócenia dlatego, że maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym, ale także z badań wynika, że atmosfera nie sprzyja zwiększeniu dzietności – m.in. z powodu rygorystycznego zakazu aborcji czy braku dofinansowania in vitro. – Refundacja in vitro akurat mogłaby realnie poprawić statystyki. Ze względu na to, że byłaby skierowana do osób, które są zdecydowane na posiadanie dzieci, tylko mają z tym problem – mówi prof. Kotowska.

Mogłoby nas umrzeć mniej

Zbyt duża liczba zgonów, a także coraz krótsze trwanie życia to jedne z kluczowych problemów, które pojawiły się jako kwestia do rozwiązania w krajowym planie reform (KPR są co roku aktualizowane i w kwietniu przekazywane do Komisji Europejskiej razem z aktualizacją programów stabilności lub programów konwergencji). Jak piszą autorzy, KE podkreśliła, że średnie trwanie życia w Polsce jest niższe od unijnej średniej, a w 2020 r. dodatkowo spadło o 1,5 roku (drugi najwyższy spadek w UE) z powodu pandemii COVID-19. W dokumencie zwracają także uwagę, że gdyby wprowadzić zmiany, to Polaków umierałoby mniej. „Zarówno liczba zgonów możliwych do uniknięcia dzięki profilaktyce, tj. śmiertelność, której można uniknąć głównie poprzez interwencje w zakresie zdrowia publicznego i profilaktyki pierwotnej, jak i liczba zgonów możliwych do uniknięcia dzięki interwencji medycznej były w 2019 r. znacznie wyższe niż średnia unijna” – piszą autorzy w KPR. To, że da się to zrobić, podają na przykładzie kardiologii: „poprawa wskaźników zgonów możliwych do uniknięcia dzięki interwencji medycznej w ostatnim dziesięcioleciu co najmniej częściowo odzwierciedla inwestycje w opiekę kardiologiczną”. Jednak wśród zaplanowanych działań, które miałyby poprawić sytuację i zwiększyć dostępność do leczenia, jest m.in. ustawa o jakości czy modernizacji szpitali. Obie są pod presją polityczną – pierwsza jest w trakcie prac w parlamencie, choć z problemami. Druga została – pod naciskiem wewnętrznym polityków również z partii rządzącej – odrzucona. Trwają prace nad projektem, który by chociaż częściowo zastąpił wstępną propozycję mającą poprawić sytuację szpitali w Polsce.

Cofnęliśmy się o dekadę

I faktycznie dane europejskie pokazują, że jest problem, który w dużo większym stopniu dotyczy państw naszego regionu. Oczekiwana długość życia powróciła do poziomów obserwowanych około dekady temu. W Polsce jest jeszcze gorzej – wróciliśmy do poziomu z 2009 r.

Nie ma jeszcze danych za 2022 r., aby zobaczyć, co się dzieje w kolejnym roku po pandemii. Ale z danych Eurostatu opublikowanych w połowie marca za 2021 r. wynika, że drugi rok z rzędu utrzymała się tendencja spadkowa, jeśli chodzi o spodziewaną długość życia. A Polska znalazła się na 10. miejscu od końca w grupie 35 państw.

W 2019 r. średnia długość życia w Europie osiągnęła wysoki poziom 81,3 roku. Rok później spadła do 80,4 roku; w 2021 r. wynosiła 80,1 roku.

W Polsce to odpowiednio 78 lat w 2019 r. i 75,5 roku w 2021 r. Najgorzej jest w Bułgarii (71,4 roku) i Rumunii (72,8). Analiza danych jednoznacznie pokazuje różnicę między państwami starej i nowej Europy. W państwach lepiej rozwiniętych gospodarczo nie tylko długość życia jest większa, ale także jej spadek był mniejszy. A w krajach takich jak Dania, Norwegia czy Szwecja dane pokazują, że pandemia nie miała wpływu na ten aspekt.

Rośnie też różnica między kobietami i mężczyznami: odpowiednio żyć będą 82,9 roku i 77,2 roku. W Polsce ta różnica wynosiła w 2021 r. aż 8 lat (panowie 71,6 roku, kobiety 79,6 roku). ©℗

W styczniu i lutym znów urodziło się mniej dzieci niż rok wcześniej

Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Czytaj też B11