Nie będzie 500 HIMARS-ów, czyli granaty PR-owskie ministrów [OPINIA]

Maciej Miłosz
Maciej MiłoszMateriały prasowe
9 lutego 2023

Komunikaty ministra i resortu obrony warto czytać ze zrozumieniem, będąc uzbrojonym w narzędzia do deszyfracji. To, że administracja amerykańska wyraziła zgodę na sprzedaż nam sprzętu, wcale nie oznacza jego zakupu. 

 Przystępujemy do negocjacji cenowych – poinformował minister obrony Mariusz Błaszczak. To doskonała wiadomość. Fakt, że po latach mówienia o zakupach zbrojeniowych wreszcie przeszliśmy do fazy realizacji, powinien cieszyć. Nawet jeśli trzeba za to płacić w dolarach. Czy wręcz miliardach dolarów.

Ale komunikaty ministra i resortu obrony warto czytać ze zrozumieniem, będąc uzbrojonym w narzędzia do deszyfracji. To, że administracja amerykańska wyraziła zgodę na sprzedaż nam sprzętu, wcale nie oznacza jego zakupu. W uproszczeniu procedura Foreign Military Sales, zgodnie z którą działamy, wygląda tak: polska strona mówi: „chcemy kupić tyle tego i tego”, Amerykanie odpowiadają: „to kosztuje x mln czy mld dol.”, a wtedy polski MON mówi: „ojej, strasznie dużo, no to poprosimy to i to”. I dopiero wówczas podpisujemy wiążącą umowę. To, że Amerykanie teraz ogłosili, że za 10 mld dol. mogą nam sprzedać prawie 500 wyrzutni i tysiące pocisków mogących razić przeciwnika na odległość od kilkudziesięciu do 300 km, nie oznacza, że my je kupimy. My teraz myślimy, co faktycznie nabędziemy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.