Z danych NFZ, które niedawno analizowaliśmy, wynika, że w trakcie pandemii, a szczególnie w 2020 r., istotnie spadła liczba wizyt lekarskich. Z jednej strony powodem było wprowadzone odgórnie ograniczenie dostępności, z drugiej - sami pacjenci bali się iść do lekarza w obawie, że właśnie tam mogą narazić się na zakażenie COVID-19. Efekt, jak mówią eksperci, jest obecnie widoczny w gabinetach - u wielu pacjentów choroba była rozpoznana z opóźnieniem, zwiększa się też liczba chorych oczekujących na przyjęcie.
To tzw. dług zdrowotny, który jest zaliczany do jednego z efektów pandemii. Zapytaliśmy o jego ocenę mierzoną dostępnością do lekarza oraz stanem zdrowia ankietowanych. Ponad jedna piąta deklaruje, że stan zdrowia ich lub ich najbliższych pogorszył się w związku z brakiem dostępności do lekarza w trakcie pandemii. Ocena tej sytuacji różni się w zależności od wieku pytanych. Najgorzej oceniają ją badani z grupy 40-latków - aż 46 proc. z nich deklaruje, że w związku z ograniczeniami do opieki medycznej albo im samym, albo komuś z najbliższego otoczenia stan zdrowia się pogorszył. To również grupa, która z powodu kolejek w państwowym systemie najczęściej korzystała w ostatnim roku z prywatnej służby zdrowia. Różnice widać też w podziale na płeć: kobiety częściej korzystają z prywatnych wizyt i gorzej oceniają jej stan niż mężczyźni.
Reklama
Jak przekonuje dr Jerzy Gryglewicz z Uczelni Łazarskiego, ekspert ds. ochrony zdrowia, pandemia na całym świecie spowodowała drastyczne ograniczenie dostępności pacjentów do leczenia w przypadku praktycznie wszystkich schorzeń. Jak tłumaczy, spadek liczby hospitalizacji oraz liczby porad specjalistycznych w szczególności dotyczył pacjentów z chorobami przewlekłymi, co w wielu przypadkach spowodowało pogorszenie ich stanu zdrowia i zostało odnotowane w postaci tzw. nadmiarowych zgonów. - Według danych GUS w 2020 r. odnotowana liczba zgonów była wyższa od tej, jakiej można było oczekiwać na podstawie umieralności w okresie 2017-2019 r. o 12,7 proc., co oznacza bezwzględną nadwyżkę liczby zmarłych o 53,9 tys. osób - podsumowuje ekspert. ©℗
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe