PAP: W środę w Wielkopolsce i w woj. dolnośląskim usunięto kolejne trzy pomniki upamiętniające Armię Czerwoną. Także w środę wicepremier Piotr Gliński poinformował, że Federacja Rosyjska blokuje remont cmentarza w Katyniu i budowę pomnika w miejscu katastrofy smoleńskiej. Kilka dni temu pod pomnik zbrodni w Katyniu podjechały spychacze i wywrotki z flagami Rosji. Nie obawia się pan, jakie będą kolejne działania Rosjan w tym miejscu?

Karol Nawrocki: Instytut Pamięci Narodowej, wykonując wolę polskiego parlamentu, nie narusza przestrzeni cmentarzy i grobów, miejsc wiecznego spoczynku. Ewentualna odpowiedź strony rosyjskiej w takim miejscu byłaby nieadekwatna. Jako instytut funkcjonujący w wolnej, demokratycznej Polsce wykonujemy polskie prawo z 2016 roku. Mimo gróźb płynących z Federacji Rosyjskiej musimy dokończyć dekomunizację.

Cmentarz w Katyniu jest bardzo ważnym miejscem prawdy historycznej o polskich żołnierzach zamordowanych przez Związek Sowiecki, ale ta rosyjska prowokacja w żaden sposób nie może powstrzymać procesu dekomunizacji. Pomnik sowieckiego żołnierza, który gwałcił i mordował polskie kobiety nie ma prawa stać w przestrzeni publicznej w naszym kraju.

Reklama

PAP: Demontowane w Polsce w ostatnich tygodniach pomniki upamiętniające Armię Czerwoną usuwane są z przestrzeni publicznej w świetle kamer, dużo się o tym mówi i pisze. Czy to nie jest dodatkowe prowokowanie Rosji do reakcji, w tym wręcz do niszczenia w tym kraju ważnych dla nas miejsc?

Karol Nawrocki: Wiemy, że po Rosji, która dokonuje aktów ludobójstwa na Ukrainie, możemy spodziewać się wszystkiego. Nasze działania to nie prowokacja, raczej próba zdeterminowania pozostałych samorządów, na których terenie stoją jeszcze podobne pomniki i gdzie dekomunizacja nie została ukończona. Celem Instytutu Pamięci Narodowej jest to, aby w końcu te pomniki zniknęły. Zapewne potrwa to lata.

Reklama

Powtórzę: nie mogę, mimo prowokacji Federacji Rosyjskiej, przestać realizować fundamentalnej misji Instytutu Pamięci Narodowej. Na Ukrainie nikt nie wzywa prezydenta kraju do tego, by w obliczu popełnianych przez Rosjan zbrodni, mordów przestać walczyć. Tam walczy się o zasadnicze sprawy, o wolność narodu ukraińskiego.

PAP: Jak to możliwe, że tyle lat po przyjęciu ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego dopiero teraz w Wielkopolsce usuwany jest pomnik czerwonoarmisty?

Karol Nawrocki: W tej ustawie zapisano obowiązek spoczywający na samorządach. Jednak za jego niewypełnienie nie grozi żadna sankcja prawna. Tylko przy współpracy z IPN, przy naszej próbie przekonania samorządowców, którzy nadal chcą bronić symboli sowieckich, możemy dokonać ostatecznej dekomunizacji. Ja też się dziwię, że w 2022 roku stoją jeszcze takie pomniki. Cieszę się, że znacząca część samorządów przystępuje do akcji dekomunizacji w sposób zdeterminowany, zdecydowany i otwarty na działania Instytutu.

PAP: Według szacunków IPN, w kraju jest jeszcze ok. 60 pomników upamiętniających Armię Czerwoną, które należałoby zdemontować. Jakie informacje Instytut otrzymuje od tych samorządów, które wstrzemięźliwie podchodzą do apeli o ich usunięcie?

Karol Nawrocki: Tłumaczenia są różne. Czasem dostajemy informacje o próbach przenoszenia tych pomników na cmentarze. Nie jest też tajemnicą, że Polska była przez długi czas państwem postkomunistycznym. Do dziś mamy samorządy, które są przywiązane do postkomunistycznego dziedzictwa. Większość samorządowców odpowiada na nasz apel pozytywnie - nie spotkaliśmy się z twardą obroną sowieckich pomników. Liczę na to, że ci samorządowcy, którzy będą upierać się przy propagowaniu systemu totalitarnego w przestrzeniach swoich miast i gmin, zgodzą się na spotkanie ze mną i na wysłuchanie moich argumentów.

PAP: Zawsze jest grupa osób, która nazywa usuwanie pomników barbarzyństwem - jakichkolwiek pomników, także takich, jak ten w Siedlcu. I wcale nie muszą to być miłośnicy Armii Czerwonej.

Karol Nawrocki: Nie spotkałem się z osobą, która miałaby sentyment do upamiętnień niemieckiego nazizmu. To ciekawe, że ci, którzy nazywają barbarzyństwem usuwanie pomników, zazwyczaj noszą w sobie pewien sentyment postkomunistyczny. Tym, którzy chcieliby utrzymywać w przestrzeni publicznej takie symbole, jak pomnik czerwonoarmisty zadaję pytanie, czy byliby gotowi do tego, aby w tej przestrzeni utrzymywać niemieckie swastyki, czy pomniki żołnierzy Wehrmachtu.

Pomnik zawsze jest wyrazem szacunku dla pewnych wartości, dla systemu postępowania. Podobnie jest z nazwami ulic. W takim miejscu, jak w Siedlcu nie ma możliwości kształcenia młodych pokoleń w prawdzie historycznej, póki przy budynku lokalnych władz stoi pomnik czerwonoarmisty wyzwalającego, jak głosi tablica, Polskę w 1945 r. To fałsz historyczny, który wlewa się w kolejne pokolenia Polaków.

PAP: Rozebrany także w środę pomnik w Międzybłociu upamiętniał dziewięciu żołnierzy Armii Radzieckiej, ale i 99 żołnierzy I Armii WP, którzy, jak zapisano na tablicy, "życie poświęcili za ojczyznę"…

Karol Nawrocki: Niech Pan Bóg ma ich w swojej opiece. Wielu żołnierzy I Armii WP często miało w sercu miłość do Polski, chęć powrotu do ojczyzny. Ale perspektywa historyczna jest oczywista: cały pochód Armii Czerwonej zniewolił Polskę na 40 lat. Likwidacja takiego upamiętnienia, potępienie Armii Czerwonej, rezygnacja z nazywania roku 1945 wyzwoleniem nie jest próbą osądzania tych polskich żołnierzy, którzy przez lata byli przedmiotem sowieckiej propagandy, którzy służyli, nawet z dobrem w sercu, złej sprawie.

PAP: Jakie pomniki powinny stanąć w miejscu tych usuniętych?

Karol Nawrocki: Oczywiście to nie IPN będzie o tym decydował. Ale deklarujemy, że jesteśmy gotowi w każdym samorządzie, w którym demontujemy pomnik sowiecki postawić pomnik prawdziwym bohaterom wolności.

rozmawiał: Rafał Pogrzebny (PAP)