W efekcie krwawego stłumienia protestu w tym strajkującym zakładzie na początku stanu wojennego zginęło 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych.

"Nie poszła tamta krew na marne - trzeba powiedzieć, patrząc na dzisiejszą Polskę wolną, niepodległą, suwerenną, która rośnie w siłę z roku na rok" - podkreślił prezydent podczas uroczystości pod Krzyżem-Pomnikiem przy kopalni Wujek.

Wskazał, że protestujący 40 lat temu górnicy polegli za wolną Polskę. "Tamten strajk przeciwko stanowi wojennemu, przeciwko zniewoleniu Polaków przez władze, która stanęła przeciwko całemu narodowi, przeciwko komunistom, nie był tylko strajkiem robotników, którzy oczekiwali lepszych warunków pracy, płacy i godnego życia. To był strajk o wolną Polskę, która będzie rzeczywiście niepodległa, suwerenna" – powiedział prezydent RP.

Reklama

"Oni chcieli wolności, solidarności, gwarancji swoich praw i ich przestrzegania. Chcieli godnego życia w dużo szerszym tego słowa znaczeniu, niż tylko kwestia materialna. I za to polegli" – dodał. Podkreślił, że uczestnicy czwartkowej uroczystości – rodziny poległych, przedstawiciele władz, NSZZ "S" i młodzież – przychodzą pod Krzyż-Pomnik, by uczcić bohaterów tamtych dni. Prezydent powiedział też, że rany wielu rodzin górników, którzy polegli za wolną Polskę, nie zostały zabliźnione, a ich żony i dzieci nie zapomną nigdy, że im ich odebrano. "Zwłaszcza te (dzieci), które ojca pamiętają jak przez mgłę, czasem jakiś jeden, dwa obrazki, jak ktoś miał pięć lat czy trzy" - mówił.

Reklama

Oddał też hołd uczestnikom innego górniczego protestu z grudnia 1981 r. – w kopalni Piast w Bieruniu górnicy przez dwa tygodnie strajkowali pod ziemią w proteście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Uroczystość w bieruńskiej kopalni rozpoczęła czwartkową wizytę głowy państwa na Górnym Śląsku. W kopalnianej cechowni prezydent złożył wieniec przed tablicą upamiętniającą uczestników tego najdłuższego w powojennej historii górnictwa podziemnego strajku.

"Byłem dzisiaj rano także w kopalni Piast po to, by przed tamtym pomnikiem, przed tamtą organizacją związkową, przed ludźmi tamtych dni pochylić głowę z szacunkiem i powiedzieć, że trzeba było mieć wielką odwagę, aby od 14 grudnia do 28 nieprzerwanie trwać w akcji strajkowej na dole w kopalni" – wspomniał Andrzej Duda.

W przemówieniu pod kopalnią Wujek prezydent Duda poruszył też kwestię odpowiedzialności za wydarzenia 1981 r. "Dziś wiemy, kto był odpowiedzialny za tamte wydarzenia, tylko wymiar sprawiedliwości Rzeczypospolitej po 1989 r. nie potrafił sobie z tym problemem poradzić. Pierwsze wyroki skazujące zapadły 18 lat po 1989 roku. Można z tego punktu widzenia zapytać, na ile ta Polska była już wolna. Z pewnością nie była wolna od postkomunistycznego uwikłania" – ocenił prezydent.

"To, że dzisiaj mamy problem z tym, by na szczytach wymiaru sprawiedliwości nie było już ludzi tamtego systemu jest najlepszym dowodem, jak bardzo trudno jest odciąć tak dramatyczny, tak trudny dla nas czas komunistycznego zniewolenia. Jeżeli pomiędzy elitami nadal są ludzie tamtego aparatu - a wszyscy doskonale wiemy, że są i nie mają żadnej refleksji nad tym, że cały czas zasiadają w Sądzie Najwyższym i żądają, by ich nazywać elitą stanu sędziowskiego w Polsce" - dodał Andrzej Duda.

Jednocześnie dodał, że "jest nadzieja, że prawda będzie mówiona także i w tym środowisku, także i w wymiarze sprawiedliwości w wymiarze oficjalnym".

Prezydent nawiązał też do tego, że trzech sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego uchyliło wcześniejsze postanowienie innego sędziego tej Izby wskazując, że był on powołany na sędziego w 1987 r. jeszcze przez Radę Państwa PRL. Wskazano, że sędzia ten nie gwarantował niezawisłości wymaganej przez TSUE. Postanowienie z 13 grudnia br. zapadło - jak wynika z wokandy sądu - w składzie trzech sędziów powołanych do SN po wyłonieniu w procedurze przed Krajową Radą Sądownictwa obecnej kadencji: Marka Siwka, Antoniego Bojańczyka i Igora Zgolińskiego. Zażalenie dotyczyło wrześniowego postanowienia wydanego jednoosobowo przez - jak wynika z wokandy SN - sędziego Marka Pietruszyńskiego.

Andrzej Duda zauważył, że trzech sędziów "wreszcie odważyło się po ponad 30 latach wolnej Polski wydać takie postanowienie i wyjaśnili, że sędzia, który został w latach 80. powołany przez komunistyczną Radę Państwa, który należał do PZPR, w której statucie był obowiązek wykonywania zadań i poleceń partyjnych, nie był i nie jest sędzią, o którym można powiedzieć, że jest obiektywny i niezawisły".

Prezydent dziękował też sędziom, że "się wreszcie wobec tego przesiąknięcia postkomunistycznym aparatem dzisiejszej elity sędziowskiej cały czas jeszcze, mimo być może ostracyzmu, który w tym środowisku ich spotka i różnych prześladowań, odważyli się takie postanowienie wydać". "W którym powiedzieli prawdę, że to był aparat komunistycznego systemu zniewolenia, tamten komunistyczny wymiar sprawiedliwości i ci, którzy w nim zasiadali i wydawali wtedy wyroki, zwłaszcza wyroki karne w stanie wojennym, zwłaszcza w sądach wojskowych" - mówił. "Dawno nie powinno ich już być w polskim wymiarze sprawiedliwości" - podkreślił prezydent.

Wyraził także nadzieję, że polski wymiar sprawiedliwości "zdobędzie się na tę przyzwoitość, by powiedzieć prawdę o tamtych wydarzeniach i o tym, kto rzeczywiście był za nie odpowiedzialny, nawet jeżeli będzie to miało tylko historyczne i symboliczne znaczenie". "Nawet jeśli nikt już kary nie odbędzie, to chcę z całą mocą podkreślić, że dla wolnej Polski jest to ważne - symboliczne, ale ważne" – podsumował prezydent.

Uczestnik strajku w kopalni Wujek Krzysztof Pluszczyk wspominał, jak 40 lat temu ciała górników leżały w punkcie sanitarnym kopalni. "Rozpoczyna się wywożenie, ewakuacja rannych, postrzelonych zatrutych gazami górników. Karetki pogotowia, które przyjeżdżają w to miejsce, żeby ich stąd zawieźć do naszych, katowickich szpitali zostają zatrzymane, bito lekarzy, pielęgniarki, nawet kierowców za to, że przyjechali ratować górników z kopalni Wujek" – powiedział.

W Uniwersyteckim Centrum Klinicznym im. prof. Kornela Gibińskiego w Katowicach – gdzie po pacyfikacji leczono rannych górników i zacierano ślady ich uczestnictwa w proteście - uczczono również w czwartek pamięć pracowników służby zdrowia, którzy 16 grudnia 1981 r. podjęli się ratowania życia i zdrowia protestujących.

Pacyfikacja Wujka była największą tragedią stanu wojennego. Protest w tej kopalni rozpoczął się na wieść o zatrzymaniu szefa zakładowej Solidarności Jana Ludwiczaka. 16 grudnia czołgi sforsowały kopalniany mur, a uzbrojone oddziały ZOMO wkroczyły na teren zakładu. Po tym do akcji wprowadzony został pluton specjalny ZOMO, padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, jeden umarł kilka godzin po operacji, dwóch kolejnych na początku stycznia 1982 r. (PAP)

autorzy: Anna Gumułka, Krzysztof Konopka