Nowak dla powrotu do Warszawy porzucił intratne i prestiżowe stanowisko w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Od stycznia do października tego roku był doradcą szefowej MFW Kristaliny Georgiewej oraz wicedyrektorem Departamentu Polityki Monetarnej i Rynków Kapitałowych. Objął tam stanowiska merytoryczne. To ważne, bo nie wynikały z politycznego rozdzielnika, w którym jako członkowie MFW czy innych międzynarodowych instytucji finansowych mamy prawo do obsadzenia w rotacyjnych systemach dyrektorów wykonawczych i ich zastępców czy asystentów.
Piotr Nowak był zaufanym człowiekiem szefowej Funduszu. Jego pozycja u jej boku była silna. Niewielu więc dawało wiarę, że porzuci fuchę, która dawała mu wpływ na politykę MFW w kwestii tematów związanych z rynkami finansowymi, kapitałowymi, bankami centralnymi i stabilnością systemu finansowego oraz polegała na ścisłej współpracy z G7 czy G20.
Kwestia jego powrotu do Warszawy wywoływała też obawy w otoczeniu premiera Mateusza Morawieckiego. Brak wiary, że były wiceminister finansów będzie chciał zostać ministrem, mieszał się z pytaniami, kto stoi za tym, że wraca do Polski. Co należy odczytywać jako narzucenie jego kandydatury szefowi rządu. To zaś można rozumieć jako kolejne osłabienie go w obszarze gospodarczym. Z jednej strony z premierem skutecznie wojuje wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin, który ostatnio odbił największy polski bank PKO BP ze strefy wpływów Morawieckiego. Z drugiej szef rządu nie ustawił w Ministerstwie Rozwoju i Technologii swojego człowieka.
Cała rekonstrukcja zaś wygląda na taką, która zmniejsza obszar w rządzie, na który premier ma wpływ. Koronnym argumentem dla potwierdzenia tej tezy może być fotel wicepremiera i ministra rolnictwa dla Henryka Kowalczyka. To bliski współpracownik Beaty Szydło, gdy ta stała na czele rządu. Obejmuje resort z powodów politycznych, elektoratu wiejskiego, ważnych dla PiS. Zastępuje zaś człowieka Morawieckiego, czyli Grzegorza Pudę. Marnym pocieszeniem dla premiera może być to, że wykroił dla tego ostatniego tekę ministra funduszy i polityki regionalnej.
Nasi rozmówcy z kręgów szefa rządu zwracają jednak uwagę, że Piotr Nowak nie staje na czele silnego i wpływowego resortu, który został, już po odejściu z rządu i koalicji Jarosława Gowina, okrojony. Gdy ministrem był lider Porozumienia, to resort miał pod sobą jeszcze takie działy administracji jak praca (wróciła do Małgorzaty Maląg przed obecnymi zmianami) i turystyka (trafiła do reaktywowanego Ministerstwa Sportu i Turystyki).
Z kręgów rządowych słyszymy jeszcze kilka argumentów, które mają wskazywać, że Piotr Nowak nie jest człowiekiem premiera. Nasi rozmówcy przypominają powoływanie pierwszego rządu Mateusza Morawieckiego w styczniu 2018 r. Wówczas Nowak, wiceminister finansów, miał objąć tekę ministra cyfryzacji. Sprawa wydawała się przesądzona. – Na dwie czy trzy godziny przed powołaniem kancelaria premiera poprosiła resort finansów o przesłanie zdjęć Nowaka, które razem z notą biograficzną miały być zamieszczone na stronie KPRM – mówi nam jeden z urzędników.
W ostatniej chwili Nowak zniknął z listy ministrów, których miał powołać prezydent. W resorcie finansów spekulowano zaś, że wykreślono go na wniosek Morawieckiego.
To, że Nowak i Morawiecki współ pracowali razem w ramach resortu finansów, co premier przypomniał, ogłaszając nazwiska nowych ministrów, wcale nie świadczy, że byli bliskimi współpracownikami. Od momentu rezygnacji Pawła Szałamachy z fotela ministra ten obszar jest pod osobistym nadzorem Morawieckiego. Kilku wiceministrów za swoją pracę w resorcie dostało „nagrody” w postaci intratnych stanowisk prezesów, członków zarządu czy dyrektorów w spółkach Skarbu Państwa. Nowak na stanowisku wiceministra finansów trwał najdłużej, bo pięć lat, i odszedł dopiero do MFW, czyli pracy, którą sam sobie załatwił. Nasi rozmówcy z kręgów rządowych twierdzą, że w pewnym momencie chciał zamienić ministerialny stołek na fotel członka zarządu jednej ze spółek Skarbu Państwa z obszaru instytucji finansowych. – Nie dostał jednak wsparcia w realizacji tego planu – twierdzi informator DGP.
Ludzie, którzy znają Nowaka z czasów, kiedy był wiceministrem finansów, zapewniają, że posiada ważną cechę w polityce – dowozi, czyli realizuje powierzone mu zadania.
Nowy minister rozwoju przez większość swojej kariery zawodowej związany był z rynkami finansowymi w szeregu instytucji. Miał też kilkumiesięczny, ekspercki epizod w Kancelarii Prezydenta, gdy był nim Bronisław Komorowski. Ten fakt wypominało mu często środowisko polityków PiS związanych ze SKOK-ami. Nowak bowiem był zwolennikiem wyczyszczenia problemów, jakie generowały kasy oszczędnościowe. Jako wiceminister był odpowiedzialny za finansowanie budżetu państwa, czyli emisje obligacji oraz regulacje związane z rynkami finansowymi. To obszary, które nie są w powszechnym zainteresowaniu mediów, chyba że ekonomicznych. Nawet w tych jednak udzielał się sporadycznie. Był też przedstawicielem ministra finansów w Komisji Nadzoru Finansowego i tajemnicą poliszynela jest, że miał napięte relacje z jej ówczesnym szefem Markiem Chrzanowskim. Różnica zdań pomiędzy nimi dotyczyła m.in. tego, co dalej robić ze SKOK-ami.
W MF dużo czasu poświęcał na relacje z inwestorami zagranicznymi, którzy pożyczają rządowi pieniądze. Ma też na koncie kilka znaczących sukcesów. Pod jego skrzydłami Polska, jako pierwszy kraj na świecie, przeprowadziła emisję tzw. green bonds, czyli zielonych obligacji na finansowanie projektów związanych z ochroną środowiska. Byliśmy także jednym z pierwszym emitentów, który sprzedał tzw. Panda bonds, czyli obligacje denominowane w chińskim juanie. To Piotr Nowak wynegocjował nam rotacyjne stanowisko wiceprezesa w Europejskim Banku Inwestycyjnym, które objęła jego była szefowa w ministerstwie Teresa Czerwińska. Za sukces może sobie też zapisać stworzenie Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego, która kontroluje pracę firm audytorskich i biegłych rewidentów, czy zmianę sposobu finansowania Komisji Nadzoru Finansowego.
Dzisiaj wejście Piotra Nowaka do rządu może być czytane jako kolejny element strategii salami, ćwiczonej na szefie rządu, w której sukcesywnie odcinane są mu mniejsze lub większe plasterki władzy. ©℗