Na początku tygodnia media opisały listę z 55 nazwiskami polityków PiS zasiadających w rządzie w okresie, gdy premierem była Beata Szydło, którzy otrzymali z tego tytułu wysokie nagrody. Lista ta został opublikowana w internecie - ma ona pochodzić z wycieku ze skrzynki mailowej szefa KPRM Michała Dworczyka.

Poseł Arkadiusz Myrcha (KO) na konferencji prasowej w Sejmie ocenił, że rząd PiS jest "pazerny na pieniądze Polaków". Według niego jedną z największych afer rządów PiS było to, kiedy "rząd premier Beaty Szydło sam sobie wypłacał hojne nagrody". Myrcha przypomniał, że w maju 2018 r., by "przeciąć" tę aferę prezes PiS Jarosław Kaczyński zadeklarował "za swoich polityków, zwroty tych pieniędzy na cele charytatywne".

Jak dodał Myrcha z wycieków korespondencji mailowej Dworczyka wynika, że w okresie kiedy Kaczyński podjął decyzję o zwrocie nagród "za jego plecami rozgrywała się prawdziwa akcja". "Minister Dworczyk potajemnie przesyłał do ówczesnego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego pełną listę 55 funkcjonariuszy władzy, którzy otrzymali wysokie nagrody" - zauważył poseł.

"Dziś dowiadujemy się, że te nagrody nie były wypłacane tylko przez jeden rok, jak wówczas twierdzono. Były wypłacane co najmniej przez dwa lata" - dodał Myrcha. Ocenił też, że kwoty nagród były znacznie wyższe niż wtedy publicznie podawano. "To nie były kwoty po 20 - 30 tys. zł. Rekordziści jak minister Beata Kempa, premier Mateusz Morawiecki, minister Mariusz Błaszczak otrzymali nagrody na rękę nagrody w kwocie 70 - 80 tys. zł. To sumy, które są wielokrotnie wyższe niż roczne zarobki ciężko pracujących Polaków" - podkreślił poseł.

Powołując się na wycieki korespondencji Dworczyka zaznaczył, że złożona wtedy przez prezesa PiS deklaracja przekazania nagród na cele charytatywne "była wielką ściemą, oszustwem i jedną wielką akcją PR-ową". "Pan minister Jaki, który deklarował, że zwrócił całość otrzymanych nagród, nie zwrócił nawet połowy. Więc jaka może być sytuacja w przypadku pozostałych nagrodzonych osób?" - pytał poseł KO.

Poseł Wojciech Król (KO) także ocenił, że ujawnione maile dowodzą "skali korupcji i złodziejstwa". "Ci ludzie nie mają nic wspólnego ani z prawem, ani ze sprawiedliwością. Wszędzie tam gdzie pojawiają się pieniądze kończą się zasady prawa. Funkcjonariusze PiS pobierali bardzo wysokie nagrody. Kiedy oburzyło to opinię publiczną, prezes Kaczyński kazał zwrócić te nielegalnie pobrane nagrody, ale jak okazuje się z maili, oszukani zostali wszyscy" - stwierdził Król.

Wezwał "wszystkich ministrów, którzy nielegalnie pobrali pieniądze z budżetu do ich zwrotu i rozliczenia się z Polakami". "Niech pokażą przelewy, którymi zwrócili pieniądze z nagród" - powiedział poseł. Zapowiedział też, że klub KO będzie oczekiwał rozliczeń w tej sprawie od samych ministrów oraz zwróci się też do rządu z pytaniem, "jaka była prawdziwa skala wyprowadzania pieniędzy w ramach tzw. nagród".

Europoseł Patryk Jaki w czwartek, po wystąpieniu posłów KO, na Twitterze przedstawił kopie potwierdzeń swoich przelewów bankowych na konta organizacji charytatywnych z kwietnia i maja 2018 r. Przelewy mają dotyczyć właśnie przekazania otrzymanych przez niego nagród. "Dziś Posłowie PO za Onetem oskarżyli mnie, że nie oddałem +nawet połowy nagrody+. Tymczasem z ujawnionego maila (prawdziwego) M. Dworczyka wynika, że otrzymałem w sumie 49 tys. Wszystko oddałem potrzebującym. Posłowie PO i Onet zostaną pozwani i znów będą środki dla chorych dzieci" - napisał Jaki.

12 października - o czym informowały media - w internecie pojawiła się lista 55 osób - członków rządu, którzy mieli w latach 2016-2017 otrzymywać nagrody. Lista pochodzi z maila, który miał zostać wysłany ze skrzynki e-mailowej Michała Dworczyka 15 maja 2018 roku do posła Patryka Jakiego.

W grudniu 2017 roku w odpowiedzi na interpelację PO ws. nagród przyznanych członkom Rady Ministrów ówczesny wiceszef kancelarii premiera Paweł Szrot przedstawił tabelę z łącznymi kwotami nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Według tabeli nagrody otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów - od 65 tys. zł do ponad 80 tys. zł rocznie; 12 ministrów w KPRM od blisko 37 tys. do prawie 60 tys. zł rocznie oraz ówczesna premier Beata Szydło (65 100 zł).

Informacja o przyznanych nagrodach wywołała oburzenie opozycji, która wielokrotnie apelowała do rządzących o ich zwrot. W marcu 2018 r. decyzji o przyznaniu nagród w Sejmie broniła b. premier Beata Szydło. Powiedziała wówczas, że "ministrowie, wiceministrowie w rządzie PiS, otrzymywali nagrody za ciężką uczciwą pracę". "I te pieniądze się im po prostu należały" - oświadczyła. Jak mówiła, "to były nagrody oficjalne, które zostały przyznane w ramach budżetu uchwalonego w tej Izbie, a nie zegarki od kolegów-biznesmenów".

W kwietniu 2018 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński publicznie obiecał, że nagrody zostaną przekazane przez polityków PiS na cele charytatywne, w tym na działalność Caritasu. Tych, którzy ich nie zwrócą miały spotkać "konsekwencje".

W odpowiedzi na publikowane w internecie maile mające pochodzić ze skrzynki Dworczyka pod koniec września tego roku rzecznik rządu Piotr Müller oświadczył, że zgodnie z zaleceniami ekspertów informacje takie nie będą komentowane. Dodał, że pojawiają się one na kanałach wykorzystywanych przez grupę hakerską i są one przedmiotem walki dezinformacyjnej.