Reklama
Testem dla nowej większości PiS miał być projekt lex TVN. Zdaniem politologa prof. Rafała Matyi, w przypadku porażki Jarosław Kaczyński mógłby zacząć grozić wcześniejszymi wyborami. Ten sprawdzian PiS zdał, noga podwinęła mu się na wcześniejszym etapie. Najpierw przegrał głosowania dotyczące uzupełnienia porządku obrad o informację szefa NIK na temat tzw. wyborów kopertowych, informację ministra zdrowia na temat programu szczepień oraz informację premiera o ostatecznym kształcie Krajowego Planu Odbudowy. Potem niespodziewanie przeszedł wniosek opozycji o odroczenie obrad do września.
PiS musiał się ratować wnioskiem o reasumpcję głosowania. Na konwencie seniorów marszałek Sejmu Elżbieta Witek miała tłumaczyć, że przed głosowaniem mogło nie być jasne dla wszystkich parlamentarzystów, że odroczenie miałoby być aż do 2 września. Równolegle wskazywano, że w głosowaniu pomylili się nie posłowie PiS, lecz… Kukiz’15. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że kukizowcy – w zamian za wzięcie na siebie winy za nieudane dla PiS głosowanie – mieli zażądać stanowiska marszałka Sejmu w miejsce Piotra Zgorzelskiego z PSL. Od sprawy odciął się jeden z kukizowców – Stanisław Tyszka, który stwierdził, że jego głosowanie za odroczeniem obrad wcale nie było błędem.
W kolejnym podejściu PiS udało się odrzucić wniosek o odroczenie posiedzenia większością 229 głosów (w tym z trzema głosami kukizowców). – To, co pani robi, jest absolutnie nielegalne – grzmiał z mównicy szef klubu PO Borys Budka. Mimo to obrady były kontynuowane, a partii rządzącej udało się przeforsować najbardziej kontrowersyjny projekt, czyli lex TVN (więcej o tym piszemy w tekście obok). PiS zapowiedział jednak poprawki na etapie prac w Senacie, które mają oddalić zarzuty o chęć zamknięcia stacji TVN24.
Przed tą zapowiedzią dla senatorów opozycji, mających większość w izbie wyższej, bazowym scenariuszem było odrzucenie ustawy w całości, choć niektórzy senatorowie rozważają wprowadzenie poprawek, np. liberalizujących propozycję dopuszczania kapitału zagranicznego na polski rynek medialny (rozszerzenie z państw należących do EOG na kraje OECD lub NATO). Senatorowie, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę, że przy odrzucaniu weta lub poprawek senackich w Sejmie potrzebna jest większość bezwzględna (więcej głosów „za” niż „przeciw” i wstrzymujących się łącznie). – Czy PiS to uzbiera? Szanse oceniam na 50 proc. To będzie dopiero za miesiąc, więc wiele może się wydarzyć – ocenia senator KO. Pewny działań Senatu jest senator niezależny Krzysztof Kwiatkowski. – Zapewniam, że w razie czego Senat ten projekt odrzuci. Jestem przekonany, że Sejm tego weta nie będzie w stanie przełamać i dzięki temu dalej wszyscy będziemy mogli oglądać stację taką, którą sami wybierzemy, a nie taką, którą wybierze nam rząd – mówi senator.

Reklama
A co z większością?
Profesor Rafał Chwedoruk, politolog z UW, uważa, że PiS pewnie dalej jest w stanie znaleźć większość przy wybranych głosowaniach, ale widać, że sytuacja nie jest i nie będzie już stabilna. – Myślę jednak, że wcześniejsze wybory nie są prawdopodobne. Trudno będzie w tym Sejmie znaleźć 307 posłów do skrócenia kadencji Sejmu. Z kolei droga budżetowa, wbrew pozorom, nie jest prosta, a opozycja ma tam możliwości reagowania. Natomiast droga z niepowoływaniem premiera jest praktycznie niemożliwa, gdy istnieje możliwość zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności przez opozycję – wskazuje profesor.
Problemy w Sejmie to m.in. efekt rozwodu PiS z Porozumieniem, co wymusi zmiany w rządzie. Jeszcze przed wczorajszym posiedzeniem Sejmu zarząd Porozumienia zdecydował o opuszczeniu Zjednoczonej Prawicy. W ślad za tym poszła seria dymisji rządowych: wiceszefa MON Marcina Ociepy, wiceministrów rozwoju: Iwony Michałek, Andrzeja Gut-Mostowego i Grzegorza Piechowiaka oraz wiceszefa MEiN Wojciecha Murdzka. Po południu prezydent odwołał samego Gowina.
Wyrzuceni z koalicji działacze Porozumienia dziś mają ogłosić stworzenie odrębnego koła poselskiego. Jak licznego? – Osiem osób, łącznie z Gowinem – stwierdził nasz rozmówca z tej partii. Inny działacz ocenia, że w optymistycznym wariancie nowe koło będzie liczyło więcej niż 10 osób, jeśli uda się połączyć z czteroosobowym kołem Polskie Sprawy Agnieszki Ścigaj. – Nie wykluczam, że jeśli Gowin dogada się z ludowcami, ci wypożyczą mu kilku posłów, by mógł stworzyć klub – dodaje polityk opozycji. Ale sytuacja jest dynamiczna i pojawiają się przeciwstawne opinie, że koło będzie mniej niż ośmioosobowe. – Andrzej Gut-Mostowy zagłosował razem z PiS przy wniosku o odroczenie obrad. Ponoć jest też kuszony przez PiS – twierdzi nasz rozmówca zbliżony do obozu rządzącego.
Nie jest wykluczone, że jeszcze inni współpracownicy Gowina zdecydują się na współpracę z PiS. – Niepewni są Ociepa, Murdzek i Piechowiak – ocenia działacz Porozumienia. Do republikanów, ściśle współpracujących z PiS, już wczoraj dołączył poseł związany z Gowinem – Mieczysław Baszko. Z kolei Marcin Ociepa zrezygnował z członkostwa w Porozumieniu.
Tak liczne przetasowania personalne wzmagają presję na rekonstrukcję rządu. Patrząc na układ resortów i potencjalny nowy podział wpływów w koalicji rządzącej, największą niewiadomą jest to, co stanie się z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii (MRPiT). – Krążą różne plotki – przyznaje osoba z resortu.
Jeden z wariantów zakłada przekazanie sterów w ministerstwie Marcinowi Ociepie, który – jeśli wierzyć kuluarowym doniesieniom – nie palił się do wyjścia z klubu PiS. Ten jednak wczoraj zaprzeczył, by dostał jakąkolwiek propozycję. – Skoro scenariusz z Ociepą wypłynął, to znaczy, że ktoś chciał go spalić – ocenia jeden z naszych rozmówców.
Inny dyskutowany scenariusz to podział resortu na dwie lub więcej części. A jest co dzielić, bo aktualnie są tam cztery działy: gospodarka, budownictwo, turystyka i praca. Część mógłby przypaść działaczowi Porozumienia, który zdecyduje się na dalszą współpracę z PiS, a inna mogłaby być przeznaczona republikanom, czyli ugrupowaniu Adama Bielana ściśle współpracującego z PiS. Choć w przypadku działu praca spekuluje się, że może on jeszcze wrócić do resortu rodziny, z kolei zdaniem niektórych budownictwo może trafić do kancelarii premiera.
Jak słyszymy, nic jeszcze nie jest przesądzone, a nasi rozmówcy zbliżeni do obozu rządowego radzą ostrożnie podchodzić do pojawiających się doniesień. – W tej chwili jest zbyt wiele wariantów w głowach różnych ludzi. I niekoniecznie są dyskutowane poza tymi głowami. Wypuszczane są balony próbne, rzeczy będą się rozstrzygały po urlopie prezesa Kaczyńskiego, czyli we wrześniu – przekonuje nasz rozmówca.
Polowanie na szable
Wczoraj Jarosław Gowin stwierdził w RMF FM, że trwa „korupcja polityczna”, polegająca na proponowaniu posłom Porozumienia stanowisk rządowych czy obietnicach większego wsparcia finansowego dla samorządów z okręgu wyborczego danego posła. Z naszych rozmów wynika, że Grzegorz Piechowiak może być przymierzany na ambasadora we Włoszech. Z kolei Kamil Bortniczuk (były działacz Porozumienia, który odszedł do Partii Republikańskiej Adama Bielana po konflikcie z Gowinem) wskazywany jest jako potencjalny minister sportu. Taki scenariusz oznaczałby, że nastąpi wyodrębnienie tego działu z resortu kultury, dziedzictwa narodowego i sportu, podlegającego Piotrowi Glińskiemu, o czym pisaliśmy wczoraj. – Na pewno jeśli Ociepa ostatecznie trafi do resortu rozwoju, to nie powinien tam trafić Bortniczuk, bo obaj panowie się nie znoszą – przekonuje działacz Porozumienia.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński z mównicy sejmowej dementował te informacje. – Nie było propozycji rządowych dla członków tej grupy, która odeszła – zapewnił.
Profesor Rafał Matyja zwraca uwagę, że od momentu wyrzucenia gowinowców z rządu bardzo wzrasta waga drugiego koalicjanta, czyli Solidarnej Polski. – A to może być duży problem dla PiS, który od momentu rozstania z Gowinem stał się zakładnikiem ziobrystów, mimo że w żadnym sondażu Solidarna Polska indywidualnie nie przekroczyłaby progu wyborczego. Ziobro jest pretendentem do przejęcia dużej części schedy po Kaczyńskim, ma też wokół siebie grono lojalnych polityków. Poza tym dla PiS nadciąga bardzo niebezpieczny nurt społeczny związany z antyszczepionkowymi nastrojami. W tym kontekście czwarta fala może wygenerować zupełnie nową polityczną jakość – tłumaczy Rafał Matyja.