Kierowana przez Mariana Banasia Najwyższa Izba Kontroli w lipcu ub.r. poinformowała o rozpoczęciu doraźnej kontroli „działań wybranych podmiotów w związku z przygotowaniem wyborów na Prezydenta RP zarządzonych na dzień 10 maja 2020 roku z wykorzystaniem głosowania korespondencyjnego”. Dotąd nie poznaliśmy ustaleń kontrolerów. Portal Onet.pl poinformował, że raport ma zostać opublikowany w najbliższych dniach, zaś jego dziennikarze dotarli do dokumentów pokontrolnych.

„Z ich lektury wynika, że Izba ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym obecnego szefa rządu Mateusza Morawieckiego oraz kierującego jego kancelarią min. Michała Dworczyka” – pisze portal.

Ustalenia NIK mają wskazywać, że to Kancelaria Prezesa Rady Ministrów – a nie Ministerstwo Aktywów Państwowych, jak pisały wcześniej media – była głównym ośrodkiem decyzyjnym jeśli chodzi o wybory korespondencyjne. Premier Mateusz Morawiecki i szef KPRM Michał Dworczyk przed podjęciem decyzji otrzymali dwie nieformalne opinie prawne na ten temat. Szczególnie wymowna miała być ta autorstwa Magdaleny Przybysz, do niedawna szefowej departamentu prawnego KPRM.

Reklama

„W wielkim skrócie: Przybysz w siedmiostronicowej analizie stwierdza, że premier nie może nakazać Pocznie Polskiej organizowania wyborów, a jeśli podejmie taką decyzję, to musi liczyć się z odpowiedzialnością karną, odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, upadkiem rządu i osobistą odpowiedzialnością finansową” – pisze Onet.

Dwroczyk i Morawiecki dysponowali tą wiedzą 13 kwietnia 2020 r. Dzień później miało dojść do ich spotkania z Jarosławem Kaczyńskim, przerwanego na skutek fałszywego alarmu bombowego. Premier i szef jego kancelarii mieli znaleźć się pod presją PiS. Kancelaria Premiera zamówiła kolejną ekspertyzę, tym razem u prawnika Krzysztofa Wąsowskiego. Ten w piśmie datowanym na 16 kwietnia uznał, że Morawiecki może zlecić Poczcie Polskiej organizację wyborów. Tego samego dnia Morawiecki wydał Poczcie takie polecenie.

Już po fakcie KPRM zamówiła pięć kolejnych ekspertyz, które potwierdzały, że mógł wydać taką decyzję. Ich autorami są: prof. Marek Szydło, dr Adam Szafrański, wspólnie Tymoteusz Zych oraz Jerzy Kwaśniewski (obaj z Ordo Iuris), Łukasz Bernaciński, a także Jan Sakławski z kancelarii Brysiewicz&Wspólnicy oraz trzej prawnicy z kancelarii RKKW: Radosław Kwaśnicki, Krzysztof Wróbel oraz Łukasz Sieczka.

„Na zamówionych ekspertyzach prawnych suchej nitki nie zostawił jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny” - pisze jednak Onet. Zwraca też uwagę, że wnioski NIK co do Morawieckiego i Dworczyka „są wygładzone i zepchnięte do spraw wręcz drugorzędnych”.

W piśmie do KPRM NIK napisała wręcz, że "Mając na uwadze fakt, że działania objęte kontrolą dotyczyły sytuacji ekstraordynaryjnej, która ma znikome szanse na powtórzenie się, Najwyższa Izba Kontroli odstępuje od formułowania wniosków pokontrolnych w zakresie nieprawidłowości przedstawionych w niniejszym wystąpieniu".

Onet zastanawia się, czy „prezes NIK nie chce dawać prokuraturze Zbigniewa Ziobry narzędzia, którym mógłby uderzyć w premiera, z którym szef Solidarnej Polski jest na wojennej ścieżce”.