Reklama
DGP poznał argumenty, jakie polski rząd będzie przedstawiał przed Trybunałem Sprawiedliwości UE przeciwko rozporządzeniu wprowadzającemu „ogólny system warunkowości służący ochronie budżetu Unii”. Skargi Polski i Węgier trafiły do TSUE w miniony czwartek. Zapowiedź takiego działania padła jeszcze w trakcie grudniowego szczytu UE, a sama Komisja Europejska w ramach przyjętych wtedy konkluzji oświadczyła, że nie będzie sięgać po instrumenty przewidziane w spornym rozporządzeniu do czasu zbadania tego aktu przez TSUE.
W lutym opisywaliśmy, jakiego rodzaju treść skargi proponują ziobryści. Teraz dotarliśmy do dokumentów pokazujących punkt widzenia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jest on zbliżony do propozycji resortu sprawiedliwości, choć sformułowania mają nieco mniej dosadny charakter.
Ministerstwo Sprawiedliwości zarzucało „arbitralne obranie błędnej podstawy prawnej rozporządzenia”. Rząd wniesie zarzut „braku ważnej podstawy prawnej rozporządzenia”. Ziobryści wprost zarzucali naruszenie traktatów. W rządowym dokumencie, który widzieliśmy, takich zarzutów nie ma. Resort Zbigniewa Ziobry pisał, że rozporządzenie pozbawia „rzeczywistego znaczenia zasadę kompetencji przyznanych” instytucjom europejskim oraz „zasadę poszanowania podstawowych funkcji państwa”. Rząd pisze, że rozporządzenie będzie prowadziło „w sposób nieunikniony” do wykroczenia poza zakres uprawnień nadanych organom UE.
W ostatnim czasie dochodzi do potężnych napięć między PiS a Solidarną Polską. Ale kwestia skargi do TSUE łączy obie partie. Ziobryści są zadowoleni, że skarga i argumenty KPRM są zbieżne z tym, co oni sami proponowali w lutym. Także osoba z otoczenia premiera Morawieckiego potwierdza, że współpraca układała się dobrze. ‒ Przygotowaliśmy to wspólnie od A do Z ‒ zapewnia nasz rozmówca.
W ramach przygotowań do złożenia skargi KPRM dopatrzył się 11 punktów mogących stanowić przedmiot zaskarżenia. Dwa wchodzą w grę, gdyby TSUE „uznał kompetencję ustawodawcy Unii do przyjęcia rozporządzenia”.
Polska będzie podnosić przed trybunałem zarzut niewystarczającego uzasadnienia konieczności przyjęcia rozporządzenia, bo projektodawca nie przedstawił problemów, których nie były w stanie rozwiązać obowiązujące obecnie mechanizmy warunkowości ani nie wyjaśnił, w jaki sposób sporne rozporządzenie miałoby efektywnie przyczynić się do lepszej ochrony interesów finansowych Unii. Jeden z zarzutów dotyczy nadużycia władzy poprzez „ustanowienie mechanizmu, którego rzeczywistym celem nie jest ochrona budżetu Unii, lecz obejście wymogów formalnych uruchomienia procedury określonej w art. 7 TUE”.
Polska będzie też wskazywać, że w traktatach nie zostało zdefiniowane pojęcie „państwa prawnego”, a wprowadzono je właśnie spornym rozporządzeniem. Na mocy traktatów jedynym mechanizmem w sprawie praworządności jest ten zapisany w art. 7. Rząd zarzuca ponadto, że mechanizm ustanowiono z nadużyciem władzy, obchodząc formalną procedurę przewidzianą w art. 7. Taka pozatraktatowa i równoległa do przewidzianej w traktacie procedura narusza art. 7 UE.
Przed TSUE rozporządzenia bronić będą Parlament Europejski i Rada (organ decyzyjny krajów członkowskich), bo to ich decyzją formalnie przyjęte zostało rozporządzenie. Europarlament zamierza wnioskować o tryb przyspieszony, co w izbie zapowiedział fiński europoseł Petri Sarvamaa, członek Europejskiej Partii Ludowej. ‒ Wiemy, że poprze nas w tym kilka krajów członkowskich ‒ mówił.
Konkluzje z grudniowego szczytu do dziś dzielą obóz rządzący. PiS uważa, że deklaracje polityczne złożone na szczycie zabezpieczają polskie interesy. Ziobryści zarzucają premierowi, że zgodził się na wdrożenie mechanizmu, który pozwoli na arbitralnie odbieranie Polsce eurofunduszy. Ale konflikt widać także pomiędzy organami UE w Brukseli: Parlamentem a Komisją. Ta ostatnia zgodnie z ustaleniami grudniowego szczytu wstrzymuje się z użyciem rozporządzenia do wydania wyroku. Według europosłów jest to niezgodne z rozporządzeniem, które obowiązuje od 1 stycznia. ©℗