W KPRM jest pan od października.
Udało się stworzyć departament zajmujący się prawami obywatelskimi, co mnie bardzo cieszy. Drugi człon tego departamentu to szeroko rozumiana tożsamość europejska. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, ale za dwa‒trzy tygodnie przedstawimy projekty trzech inicjatyw.
Reklama
Zdradzi pan, czego mają dotyczyć?
Jako poseł bezpośrednio pracuję nad kwestią hospicjów perinatalnych. Wielokrotnie angażowałem się w ten temat, chciałbym, by wreszcie projekt ujrzał światło dzienne. Nie chodzi o rozstrzyganie kwestii życia i śmierci, lecz o pomoc państwa dla ludzi, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Mam nadzieję, że panie wychodzące dziś na ulice nie będą przeciwko niemu protestować. Projekt ma dotyczyć wsparcia ze strony państwa dla rodziców dzieci, u których stwierdzono wady letalne (śmiertelne). Chodzi o to, żeby przeprowadzić przez ten czas tych ludzi, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji życiowej.

Reklama
Jakie są najważniejsze propozycje zawarte w pana projekcie?
Jest to uregulowanie kompleksowe. Przede wszystkim oczekujemy, że lekarze będą kierowali kobiety, u których stwierdzono wady letalne do hospicjów perinatalnych. Kobieta będzie miała prawo, a nie obowiązek, skorzystać z tej propozycji. W hospicjach kobiety te uzyskają kompleksową pomoc lekarską i psychologiczną. Powstaną stanowiska koordynatorów opieki hospicyjnej w szpitalach oraz będą przeprowadzane konsylia z udziałem rodziców dziecka. Kobiety będą miały zagwarantowane godne warunki urodzenia dziecka, możliwość pożegnania się przez najbliższych, wzięcia pamiątek, a także ustawową gwarancję pochówku takiego dziecka.
To ma być swoiste działanie osłonowe w kontekście opublikowanego orzeczenia TK w sprawie aborcji?
Nie, to zupełnie niezależny projekt, dla którego nie ma znaczenia, czy dopuszczone są dwie, czy trzy przesłanki dla legalnego przerywania ciąży. Chodzi o to, by państwo zrobiło to, co powinno było zrobić już wiele lat temu. Dziecko z wadą letalną to dramat dla rodziców. Państwo musi im pomóc, dlatego chciałbym przeprowadzić tę ustawę w atmosferze konsensusu politycznego. Widać, że temat jest ważny, na ulicach pojawiły się billboardy z napisem „hospicja perinatalne”. Żeby było jasne ‒ my nie mamy nic wspólnego z tą kampanią.
A czy publikacja orzeczenia w środku pandemii z wizją rozpalenia ulicznych emocji to dobry ruch?
Byłoby to nie na miejscu, gdyby politycy wskazywali Trybunałowi Konstytucyjnemu, kiedy mają publikować swoje orzeczenia. Jest to organ niezależny od rządu, sam decyduje o publikacji orzeczeń.
Zapowiedział pan łącznie ok. 20 propozycji legislacyjnych, które w tej kadencji chce zaproponować jako minister ds. tożsamości europejskiej. Czego mają dotyczyć?
Rozkładam to sobie na trzy kadencje.
Musi pan uważać, bo Leszek Miller kiedyś też tak sobie kalkulował.
Mówiąc poważnie, to nie są tylko inicjatywy legislacyjne, do których mam prawo jako minister konstytucyjny. O jednej już powiedziałem, inna, mam nadzieję, zostanie zgłoszona jako projekt rządowy, a jeszcze inna nie będzie miała charakteru inicjatywy legislacyjnej, ale pewnych działań. Jedno jest pewne – dzięki zajmowanemu stanowisku dziś mam więcej możliwości niż wcześniej, gdy pełniłem urząd wiceministra sprawiedliwości.
W ramach pana kompetencji jest też „monitorowanie dobrych praktyk i rozwiązań dotyczących przeciwdziałania naruszaniu praw obywatelskich, w szczególności w innych państwach UE”. To jaki kraj wskazałby pan dzisiaj za wzór?
Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, był raport KE sprzed kilku miesięcy, przedstawiający stan praworządności we wszystkich państwach UE. Ten raport może być złudny i prowadzić do nieprawdziwych wniosków. Przykładowo Holandia jest pokazywane jako wzorcowy kraj praworządny, z dobrze funkcjonującym wymiarem sprawiedliwości i w którym przestrzega się trójpodziału władzy. Potem przeczytałem inny raport, holenderskiego parlamentu, który dotyczył niesłusznego odbierania rodzinom świadczeń na dzieci. Proceder trwał latami, a ujawnienie raportu doprowadziło do dymisji rządu. To prowadzi do smutnej tezy, że treści zawarte w raportach KE są po prostu nieprawdziwe.
Zajmuje się pan też kwestią obrony praw obywatelskich. Gdzie pan widzi w Polsce deficyty tych praw i konieczność ich bronienia?
Przez kilka lat zajmowałem się w Ministerstwie Sprawiedliwości ochroną dzieci, myślę, że tu jest jeszcze sporo do zrobienia. Mamy rzecznika praw obywatelskich, w KPRM są odpowiednie departamenty, jest parlament, rząd czy rzecznik praw dziecka. Nie jestem od tego, by zastąpić te organy, tylko by je wesprzeć swoją wiedzą i doświadczeniem. Za wcześnie jest jednak, by wskazać panom konkretne obszary deficytowe.
Pana druga rola w kancelarii premiera to obrona tożsamości europejskiej. Co to ma oznaczać?
W pojęciu tożsamości europejskiej mieści się chociażby kwestia praworządności.
No to chyba akurat z tym mamy kłopoty, sprawy przed TSUE, postanowienia zabezpieczające, spory z Komisją itp.
Jak przejęliśmy władzę pięć lat temu, to się okazało, że wszystko, co proponujemy, jest złe. Wrócę do przykładu Holandii: pan Timmermans i Rutte stawiali nas do pionu, a okazuje się, że kłopoty z praworządnością są w ich kraju. To pokazuje, że nie można stawiać żadnego kraju do kąta i wskazywać, że jest niepraworządny. To z Holandii i innych krajów rodziny uciekają do Polski. Urzędnicy UE, w tym pani Jourová, która straszyła Polskę i Węgry, powinni bardziej zważać na słowa.
Czy rząd rozważa wniesienie kwestii praworządnościowych dotyczących Holandii na forum unijne?
Rozmawiałem z naszymi europosłami, m.in. Beatą Kempą, i taka debata powinna się odbyć na forum Parlamentu Europejskiego. Przecież w tym kraju dochodziło do zmowy urzędników z sędziami na szkodę obywateli.
Niedługo w Sejmie będzie głosowana zgoda na finansowanie funduszu odbudowy, czemu jesteście przeciwni. A jednocześnie resort sprawiedliwości wniósł dużo projektów, które mają być sfinansowane z tego funduszu, np. informatyzację sądów czy prokuratury. Czy to znaczy, że nie będziecie wdrażać tych pomysłów?
Na szali trzeba położyć dwie kwestie. Z jednej strony pieniądze, i to ważna sprawa, ale z drugiej suwerenność, która jest ważniejsza. Walczyli o nią i ginęli nasi przodkowie, i to nie jest populizm. Dziś trzeba prowadzić debatę na ten temat. Ja nie oskarżam innych polityków naszego obozu, którzy mają inne zdanie, o złe intencje. Chcą chronić interes Polski najlepiej, jak się da. My staramy się przekonać, że ci w UE, którzy starają się narzucić ten mechanizm, nie zawsze mają dobre intencje. Widzieliśmy to po reakcjach europejskich przywódców po lipcowym szczycie.
Jeśli w tak ważnej kwestii jedno z ugrupowań obozu rządowego zagłosuje inaczej niż inni, to czy nie osłabia to spoistości Zjednoczonej Prawicy?
Nie, w naszym obozie słychać różne głosy. Przecież jeszcze inaczej postrzega to ugrupowanie Jarosława Gowina. Naszym zdaniem wydarzenia ostatnich tygodni, np. wypowiedź komisarz Jourovej, pokazują, że to my mamy rację. Dla niej konkluzje nie mają charakteru wiążącego. Ci politycy dążą do zbudowania zupełnie nowej UE z akceptacją małżeństw jednopłciowych czy adopcją dzieci przez pary homoseksualne. Komisarz Dalli już dziś oczekuje uznawania w Polsce małżeństw jednopłciowych zawieranych w innych krajach. My na to mówimy „nie”. Nie wolno niszczyć naszych wartości, które mają oparcie w naszej konstytucji.
A co jeśli będzie rosła ze strony UE presja np. na uznawanie małżeństw jednopłciowych zawartych w innych krajach?
W tym konkretnym przypadku taka próba powinna być zastopowana na drodze ustawowej. Powinniśmy się także bronić przed adopcją dzieci przez pary jednopłciowe. Wprowadziliśmy ustawę o nielegalnych adopcjach, co zmniejszyło te możliwości, ale one nadal istnieją.
Jak to jest być ambasadorem Solidarnej Polski w kancelarii premiera?
Fajnie, bardzo ubogacam się służbą w KPRM. Myślę, że kolejna kadencja, w której będziemy rządzić, jest możliwa. Bardzo by nam na tym zależało.
Czyli do wyborów w 2023 r. pójdziecie razem?
Dalsza realizacja programu, który zapowiadamy od pięciu lat, byłaby dla Polski najlepsza. Tym bardziej że opozycję mamy fatalną, bez pomysłu na siebie. W zasadzie nie można od niej usłyszeć nic innego jak „nie”.