Plan podpisania strategicznego traktatu polsko-norweskiego ujrzał światło dzienne podczas wizyty, którą w poniedziałek złożył w Warszawie premier Norwegii Jonas Gahr Støre. Ma to być kolejne bilateralne porozumienie obronne po traktacie z Francją oraz przygotowywanych obecnie układach z Niemcami i Wielką Brytanią. – Rzeczą bardzo ważną jest natychmiastowe przystąpienie do pracy nad pogłębieniem, także formalnym, współpracy między Polską a Norwegią – zapewnił premier Donald Tusk.

Norwegia inwestuje w Polsce

Podpisanie dokumentu byłoby zwieńczeniem współpracy obronnej, która zaczęła się rozwijać po rosyjskiej napaści na Ukrainę. Jednym z jej elementów było podpisanie w listopadzie 2025 r. porozumienia z norweską firmą Kongsberg, która zobowiązała się zainwestować na Pomorzu do 1 mld euro w produkcję uzbrojenia. Na terenie naszego kraju powstawać będą bezzałogowe wieże MTC-30, które mają się stać częścią wyposażenia budowanego przez Polskę systemu San, służącego do obrony przeciwko dronom. Norwegowie rozpoczną w Polsce także produkcję dronów morskich Seawolf, wzorowanych na ukraińskiej Magurze. To właśnie te jednostki odpowiadają za zatopienie rosyjskich okrętów „Iwanowiec”, „Cezar Kunikow” i „Siergiej Kotow”. Norweskiej granicy z Rosją strzegą zaś produkowane przez Polską Grupę Zbrojeniową wyrzutnie Piorun.

Polski zwrot w stronę Skandynawii stał się wyraźnie widoczny w 2024 r. Polska i Szwecja zawarły wtedy porozumienie o strategicznym partnerstwie. Rok później podpisano plan współpracy międzynarodowej, którego celem jest zacieśnienie kooperacji między przemysłami obronnymi obu państw. W ślad za politykami poszły wojskowe zakupy. Polska nabyła dwa szwedzkie samoloty rozpoznawcze AWACS Saab 340 AEW, a nieco wcześniej – kilka tysięcy granatników przeciwpancernych Carl-Gustaf M4 za 6,5 mld zł. Szwedzi zbudują nam też trzy nowe okręty podwodne A26 w ramach programu Orka. W drugą stronę znów powędrują warte w sumie 1,1 mld zł wyrzutnie Piorun.

Finowie zbudują nam schrony dla cywili

W połowie 2025 r. oczy polskich polityków zwróciły się też w stronę Finlandii, która razem ze Szwecją dołączyła do Sojuszu Północnoatlantyckiego dopiero po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W jedną z pierwszych wizyt między narodowych do Helsinek wybrał się prezydent Karol Nawrocki, nieco później w Warszawie odbyło się spotkanie przedstawicieli armii obu krajów. Finowie zaproponowali Polsce i Holandii wspólne korzystanie z systemów satelitarnych firmy Iceye, a w styczniu przybyli do Warszawy z misją obronną. Minister handlu zagranicznego i rozwoju Ville Tavio zaproponował naszemu krajowi skorzystanie z fińskich doświadczeń w kwestii budowy schronów przeciwlotniczych. Fińskie firmy Nordic Ren-Gas, VolagHy Kuopio SPV i ABO Energy Suomi podpisały też z Orlenem memorandum w sprawie produkcji i dostaw odnawialnego wodoru.

Polski zwrot na północ obejmuje również państwa bałtyckie. Razem z nimi budujemy linię umocnień na granicach z Rosją, której elementem jest polska Tarcza Wschód. Wspólnie mamy też rozpocząć produkcję min przeciwpiechotnych. Jednym z elementów, który jednoczy wszystkie współpracujące państwa, jest bezpieczeństwo Morza Bałtyckiego. To na jego dnie biegną liczne kable energetyczne, komunikacyjne i rurociągi, które już znalazły się na celowniku Rosji. Jak zauważa poseł Andrzej Grzyb z Polskiego Stronnictwa Ludowego, szef sejmowej komisji obrony narodowej, w odpowiedzi powinniśmy zweryfikować wcześniejsze plany strategiczne.

Rosja nie odpuści. Na Bałtyku jest wciąż mocna

– Po wejściu Szwecji i Finlandii do NATO zaczęto mówić, że Bałtyk stał się morzem wewnętrznym Sojuszu. To nieprawda. Rosja nigdy tego nie potwierdzi. Będziemy świadkami wielkiej konfrontacji. Bezpieczeństwo takiej infrastruktury, jak Baltic Pipe, gazoport, porty służące wyładunkowi dostaw dla wojska, porty serwisowe, jest kluczowe. Trzeba będzie też jakoś przesyłać energię z offshore i zadbać o bezpieczeństwo elektrowni atomowej – mówi poseł Grzyb. Częściowo za ochronę infrastruktury na Bałtyku zabrało się już NATO. Ogłoszona w styczniu 2025 r. operacja morska Baltic Sentry ma pilnować, czy Rosjanie nie niszczą ułożonych na dnie instalacji. Polska zaś rozpoczęła budowę Centrum Bezpieczeństwa Morskiego.

Jednak w ocenie Sebastiana Kalitowskiego, prezesa Maritime Safety & Security, to wciąż za mało. – Błądzimy we mgle. Wychodzimy z założenia, że bezpieczeństwo polega na monitorowaniu, a ono polega też na budowaniu świadomości w domenie morskiej, przewidywaniu i budowaniu odporności. Po stronie Rosji mamy GUGI (Główny Zarząd Badań Głębinowych Ministerstwa Obrony), wywiad wojskowy marynarki wojennej i wywiad wojskowy resortu obrony. Te organy od 1963 r. zastanawiają się, co robić na morzu i jak nam przeszkadzać – mówi Kalitowski. ©℗