Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym pierwszy prezes powoływany jest przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez zgromadzenie ogólne sędziów SN. Ustawa wprowadza jednak precyzyjne wymogi dotyczące kworum.
Przy pierwszym podejściu wymagana jest obecność 84 sędziów. Jeśli taka liczba nie stawi się na zgromadzeniu, zwoływane jest kolejne posiedzenie, na którym próg spada do 75 sędziów. Dopiero trzecia próba pozwala na skuteczny wybór przy obecności co najmniej 32 członków zgromadzenia.
W praktyce oznacza to, że proces może rozciągnąć się na kilka dni. Wśród sędziów krążyły informacje o możliwych terminach obrad 24, 25 i 26 lutego, jednak formalnie potwierdzono dzisiejszy termin. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że podczas pierwszego podejścia nie uda się zebrać wymaganego kworum. Podobny scenariusz jest przewidywany przy drugiej próbie.
Bojkot „starych sędziów” i arytmetyka wyborcza w SN
Część sędziów powołanych przed zmianami w Krajowej Radzie Sądownictwa zapowiada nieobecność na zgromadzeniu. Ich stanowisko sprowadza się do odmowy legitymizowania procedury, którą uważają za obarczoną wadami. Sędzia Bohdan Bieniek z Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wskazywał, że przebieg wyborów sprzed sześciu lat oraz późniejsze orzeczenia trybunałów europejskich podważające elementy procesu nominacyjnego stawiają jego udział „pod dużym znakiem zapytania”. – Nie będzie to święto demokracji” – ocenił w Rozmowie z Rzeczpospolitą.
Podobne stanowisko zajmuje sędzia Michał Laskowski z Izby Karnej, były jej prezes, który zapowiedział, że nie wybiera się na posiedzenie zgromadzenia ogólnego, ponieważ jego udział legitymizowałby nowego pierwszego prezesa.
Jednak nawet masowa nieobecność tzw. starych sędziów nie zablokuje wyboru kandydatów. W Sądzie Najwyższym zasiada obecnie 56 tzw. nowych sędziów. Przy trzecim podejściu wymagane kworum wynosi 32 osoby. Oznacza to, że sama obecność nowych sędziów wystarczy do przeprowadzenia skutecznego głosowania i wyłonienia pięciu nazwisk.
Kto zastąpi Małgorzatę Manowską? Kandydaci na pierwszego prezesa SN
Małgorzata Manowska wykluczyła ubieganie się o kolejną kadencję. W rozmowie prasowej z "RzP" wskazała, że na czele Sądu Najwyższego powinna stanąć nowa osoba, która zagwarantuje kontynuację umiarkowanej, niekonfrontacyjnej linii zarządzania sądem. Jej decyzja ma także wymiar praktyczny – gdyby kandydowała, prezydent musiałby wyznaczyć osobę prowadzącą zgromadzenie, co wymaga kontrasygnaty premiera. Brak takiej zgody mógłby sparaliżować procedurę.
Najczęściej wymienianym kandydatem jest prezes Izby Karnej Zbigniew Kapiński. Zapowiedział on zamiar startu w wyborach na stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.
Zbigniew Kapiński wyjaśnia, że jego priorytetem byłoby zakończenie sporów dotyczących statusu sędziów. Wskazuje dwie możliwe drogi: uchwalenie krótkiej ustawy potwierdzającej nominacje wszystkich sędziów powołanych po 1989 r. albo podjęcie przez pełny skład SN uchwały potwierdzającej ważność wszystkich nominacji wręczonych przez prezydentów III RP.
Drugim kandydatem jest Mariusz Załucki z Izby Cywilnej. W tej izbie przeprowadzono prawybory – rozwiązanie dotąd niespotykane w historii SN. Mariusz Załucki uzyskał 60 proc. poparcia i został jedynym kandydatem Izby Cywilnej. Jest profesorem nauk prawnych, specjalizuje się w prawie cywilnym, prawie własności intelektualnej i prawie międzynarodowym prywatnym. Do SN został powołany w 2022 r., wcześniej wykonywał zawód adwokata i prowadził działalność akademicką m.in. na Uniwersytecie Rzeszowskim oraz Uniwersytecie Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie.
Lista kandydatów zostanie formalnie zamknięta dopiero podczas zgromadzenia ogólnego, które wyłoni pięć nazwisk.
Rola prezydenta: Karol Nawrocki zdecyduje bez terminu
Po wyborze kandydatów przez zgromadzenie ogólne ich nazwiska zostaną przekazane prezydentowi. To on dokonuje ostatecznego wyboru pierwszego prezesa SN i nie jest związany żadnym ustawowym terminem.
W 2020 r. prezydent Andrzej Duda powołał Małgorzatę Manowską dwa dni po otrzymaniu kandydatur. W 2014 r. Bronisław Komorowski potrzebował trzech tygodni na podjęcie decyzji o powołaniu Małgorzaty Gersdorf.