Reportaż BBC to szokujący zapis bezradności wobec technologii. Poznajemy w nim historię 21-letniej Dilary, która podczas przerwy w pracy padła ofiarą cyfrowego drapieżnika. Mężczyzna, który podszedł do niej pod pretekstem rozmowy, w rzeczywistości prowadził transmisję dla tysięcy widzów za pomocą okularów Meta. Efekt? Telefony o 3 w nocy z obraźliwymi komentarzami i poczucie permanentnego osaczenia.

Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek 56-letniej Kim. Jej wizerunek na plaży, opatrzony detalami o rodzinie i pracy, stał się „materiałem szkoleniowym” dla samozwańczego trenera uwodzenia. 6,9 mln wyświetleń i fala wiadomości z niemoralnymi propozycjami to cena, jaką zapłaciła za to, że ktoś chciał zarobić na wiralowej treści. Obie kobiety łączy jedno: żadna z nich nie widziała diody LED, która miała je ostrzec, że jest nagrywana. I żadna nie wyraziła zgody na bycie częścią czyjegoś biznesu.

Architektura nadużycia: Od gadżetu do nękania

Historie Dilary i Kim nie są odosobnionymi przypadkami niewłaściwego użycia technologii. To logiczna konsekwencja wprowadzenia na rynek narzędzia, które z definicji służy do ukradkowej rejestracji rzeczywistości. Meta właśnie dała możliwość przekształcenia każdego użytkownika w mobilną jednostkę monitoringu.

Problem nie tkwi w urządzeniu, ale w całym ekosystemie nadużycia. Mechanizm jest przerażająco wydajny: nagranie bez zgody w przestrzeni publicznej trafia na platformy takie jak TikTok, gdzie algorytmy promują je jako „porady randkowe”. Twórca zarabia na zasięgach, płatnych subskrypcjach i szkoleniach z randkowania, a ofiara zostaje z traumą i naruszonym poczuciem bezpieczeństwa. To patologiczny model biznesowy, w którym intymność obcych ludzi jest darmowym „contentem”.

Teatr bezpieczeństwa i cynizm gigantów

Odpowiedź korporacji Meta, wskazująca na obecność diody LED informującej o nagrywaniu, jest przejawem cynizmu. W świecie, w którym instrukcje zaklejenia lub wyłączenia tej diody są dostępne po dwóch kliknięciach, taki bezpiecznik jest jedynie listkiem figowym. To klasyczny przykład teatru bezpieczeństwa – mechanizmu, który ma chronić korporację przed odpowiedzialnością, a nie realnie zabezpieczać osoby trzecie.

Inżynierowie Mety to światowej klasy specjaliści; trudno uwierzyć, że nie przewidzieli łatwości obejścia tak prymitywnego zabezpieczenia. Zamiast tego, postawiono na eksternalizację kosztów. Korporacja czerpie zyski ze sprzedaży sprzętu i zbierania danych, a koszty społeczne – utratę prywatności i koszty walki o dobre imię – przerzuca się na jednostkę i systemy prawne państw. A obecne ramy prawne wydają się bezradne. Jeśli prawo nie potrafi zakwalifikować zmasowanego nękania wynikającego z nagrania w miejscu publicznym jako treści nielegalnej, mamy do czynienia z niebezpieczną luką legislacyjną, którą giganci technologiczni bezlitośnie wykorzystują.

Pętla monetyzacji i luka legislacyjna

Mamy do czynienia z „symbiozą patologii”. Meta dostarcza sprzęt, platformy społecznościowe promują, a twórcy monetyzują kontrowersyjny content. Każde ogniwo tego łańcucha czerpie zysk. Jednocześnie obecne ramy prawne, jak Online Safety Act, wydają się bezradne. Jeśli prawo nie potrafi zakwalifikować zmasowanego nękania wynikającego z nagrania w miejscu publicznym jako treści nielegalnej, mamy do czynienia z niebezpieczną luką legislacyjną, którą giganci technologiczni bezlitośnie wykorzystują.

Systemowy paradoks: Dworzec chroniony lepiej niż obywatel

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na rażącą niekonsekwencję polskiego ustawodawcy. W ostatnich latach system prawny został błyskawicznie uszczelniony w zakresie ochrony obiektów strategicznych: za wykonanie zdjęcia mostu czy dworca bez zezwolenia grożą dziś surowe grzywny i konfiskata sprzętu. Państwo udowodniło, że potrafi reagować szybko i bezwzględnie, gdy chodzi o ochronę przed obiektywem smartfona.

Dlaczego zatem wciąż brakuje podobnej determinacji w ochronie godności i prywatności obywateli przed inwigilacją komercyjną? Obecne przepisy prawa autorskiego (Art. 81) dotyczące ochrony wizerunku są w dobie technologii ubieralnej anachronizmem. Pozwalają one twórcom np. wspomnianych „porad randkowych” na żerowanie w szarej strefie, gdzie ofiara jest traktowana jedynie jako „szczegół całości”. W efekcie polskie prawo skuteczniej chroni betonową infrastrukturę niż kobietę przed niechcianym debiutem w serwisie TikTok i idącym za tym masowym nękaniem.

Kierunki koniecznych zmian: Czas na cyfrowy kordon sanitarny

Puszka Pandory została otwarta, ale to nie zwalnia nas z obowiązku budowy cyfrowego kordonu sanitarnego. Konieczne jest przejście od pasywnego przyglądania się technologii do aktywnej ochrony obywatela.

Fundamentem zmian powinna być realna odpowiedzialność projektowa i wprowadzenie dotkliwych sankcji dla producentów, którzy oferują zabezpieczenia możliwe do obejścia w banalny sposób. Równolegle konieczna jest precyzyjna kryminalizacja komercyjnej inwigilacji, rozumianej jako monetyzacja wizerunku osób trzecich bez ich wyraźnej zgody.

Wreszcie, kluczowym elementem musi stać się algorytmiczna odpowiedzialność finansowa platform społecznościowych. To one, promując szkodliwy content dla zasięgów, stają się współsprawcami nękania. Tylko uderzenie w rachunek zysków i strat gigantów technologicznych może sprawić, że prywatność przestanie być traktowana jako zbędny koszt postępu.

Jeśli dziś nie powiemy „stop”, publiczna przestrzeń przestanie należeć do obywateli, a stanie się własnością algorytmów i łowców zasięgów.