- Radosław Sikorski kontra Elon Musk. Starlink w kontekście wojny
- Ukraiński rząd potwierdza: Rosjanie instalują Starlinki na dronach
- Doniesienia wywiadowcze i ustalenia „Der Spiegel”
- Dlaczego Rosja sięga po Starlinka zamiast GPS i Galileo
- Presja na Elona Muska i odpowiedzialność biznesu
Sprawa nabrała międzynarodowego wymiaru po potwierdzeniach ze strony ukraińskich władz i zachodnich analityków, że rosyjskie drony bojowe coraz częściej są wyposażane w terminale Starlink.
Radosław Sikorski kontra Elon Musk. Starlink w kontekście wojny
We wtorek wieczorem Radosław Sikorski odniósł się na platformie X do informacji opublikowanych przez amerykański think tank Instytut Studiów nad Wojną (ISW). Oznaczając bezpośrednio Elona Muska, szef MSZ zadał mu pytanie o odpowiedzialność za sposób wykorzystania systemu Starlink przez rosyjskie wojsko.
„Dlaczego nie powstrzymasz Rosjan przed wykorzystaniem Starlinków do atakowania ukraińskich miast? ‘Zarabianie na zbrodniach wojennych może zaszkodzić twojej marce’” – napisał Sikorski.
Wpis szybko został podchwycony przez międzynarodowe media i komentatorów zajmujących się bezpieczeństwem oraz nowymi technologiami w konfliktach zbrojnych.
Ukraiński rząd potwierdza: Rosjanie instalują Starlinki na dronach
Dzień wcześniej minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow potwierdził, że rosyjskie wojsko faktycznie zaczęło wyposażać swoje bezzałogowe statki powietrzne w terminale Starlink.
— Musimy szybko reagować, przewidywać kolejne zagrożenia i zapobiegać sytuacjom, które mogłyby zaszkodzić wojsku — powiedział przedstawiciel władz w Kijowie.
Według informacji ISW rosyjska jednostka systemów bezzałogowych Rubikon zaczęła stosować drony typu Mołnia wyposażone w Starlinki w grudniu 2025 r. Oznacza to, że Rosja nie tylko testuje takie rozwiązania, ale wdraża je w regularnym użyciu bojowym.
Doniesienia wywiadowcze i ustalenia „Der Spiegel”
23 stycznia niemiecki tygodnik „Der Spiegel” poinformował, że w atakach dronowych przeciwko Ukrainie rosyjska armia coraz częściej korzysta ze Starlinków. Gazeta powołała się na ustalenia ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR, który potwierdził instalowanie terminali na rosyjskich dronach bojowych.
W poniedziałek doradca ministra obrony Ukrainy Serhij Beskrestnow przekazał, że rosyjskie drony uderzeniowe BM-35, wyposażone w system Starlink, są już w stanie docierać w okolice miasta Dniepr. Według niego, w przeciwieństwie do dronów typu Mołnia, BM-35 to konstrukcje „paliwowe”, które mogą pokonywać dystanse sięgające nawet 500 km.
Takie parametry znacząco zwiększają potencjał ofensywny rosyjskich sił i pozwalają im prowadzić ataki daleko poza linią frontu.
Dlaczego Rosja sięga po Starlinka zamiast GPS i Galileo
„Der Spiegel” zwraca uwagę, że rosyjska armia coraz częściej poszukuje alternatywy dla globalnych systemów nawigacyjnych, takich jak GPS i europejski Galileo. Systemy te są podatne na zakłócenia i zagłuszanie, które na współczesnym polu walki są powszechnie stosowane.
Starlinki są pod tym względem trudniejsze do zablokowania, co czyni je atrakcyjnym rozwiązaniem dla operatorów dronów. Stałe, szerokopasmowe połączenie satelitarne umożliwia nie tylko precyzyjniejsze naprowadzanie, ale także stabilniejszą transmisję danych w czasie rzeczywistym.
Dla Ukrainy oznacza to konieczność szybkiego opracowywania nowych metod przeciwdziałania, a dla społeczności międzynarodowej – pytanie o odpowiedzialność firm technologicznych za sposób użycia ich produktów.
Presja na Elona Muska i odpowiedzialność biznesu
Wypowiedź Radosława Sikorskiego wpisuje się w rosnącą debatę o roli prywatnych korporacji w nowoczesnych konfliktach zbrojnych. Starlink od początku wojny był kluczowym narzędziem wsparcia dla Ukrainy, zapewniając łączność wojskową i cywilną po rosyjskich atakach na infrastrukturę.
Jednocześnie pojawienie się tych samych systemów po stronie agresora rodzi pytania o mechanizmy kontroli, weryfikacji użytkowników i blokowania nieautoryzowanego wykorzystania.
Nowy etap wojny dronów nad Ukrainą
Rosnące wykorzystanie Starlinków przez Rosję pokazuje, że wojna dronów wchodzi w kolejny etap – oparty nie tylko na tanich platformach powietrznych, ale także na zaawansowanej infrastrukturze satelitarnej.
Dla Ukrainy oznacza to konieczność szybkiej adaptacji i poszukiwania nowych rozwiązań przeciwdziałających, a dla Zachodu – intensyfikację presji na firmy, których technologie mogą decydować o przebiegu działań zbrojnych.
Źródła: Instytut Studiów nad Wojną (ISW), „Der Spiegel”, komunikaty ukraińskiego Ministerstwa Obrony, wypowiedzi Mychajły Fedorowa i Serhija Beskrestnowa, wpis Radosława Sikorskiego w serwisie X.