Od wyborów w 2023 r. relacje między Kancelarią Prezydenta a Ministerstwem Spraw Zagranicznych to permanentny kryzys. Po większości oficjalnych kontaktów następowały publiczne zaczepki: na konferencjach lub w mediach społecznościowych. Tym bardziej uderzające, że po trwającej blisko półtorej godziny rozmowie Karola Nawrockiego z Radosławem Sikorskim zapadła cisza.

Spotkanie Nawrocki–Sikorski bez przełomu, ale bez eskalacji

Zamiast oczekiwanych fajerwerków pojawił się jedynie - zachowawczy do granic możliwości - komunikat rzecznika MSZ. Maciej Wewiór poinformował, że spotkanie przebiegało w „dobrej, konstruktywnej atmosferze”, „w duchu porozumienia”, a obie strony „zmierzają w stronę znalezienia rozwiązania”. To język dyplomatyczny w wersji asekuracyjnej: bez nazwisk, bez terminów, bez zobowiązań.

Równie oszczędna w słowach jest Kancelaria Prezydenta. Szef BBN Sławomir Cenckiewicz ocenił w Polsat News, że „jest nadzieja”, iż sprawa ambasadorów zostanie w najbliższym czasie - „dla dobra Polski” - rozwikłana. Ten symetryczny minimalizm trudno uznać za przypadek. Bardziej przypomina on efekt nieformalnego gentlemen’s agreement między Pałacem Prezydenckim a Aleją Szucha. Cisza w dyplomacji zwykle oznacza, że rozmowy wyszły poza fazę wzajemnych oskarżeń i weszły w etap roboczy. Można więc założyć, że choć spektakularnego przełomu wciąż brak, jest odwilż.

Sikorski: jest pole do kompromisu z prezydentem

Potwierdziła to wtorkowa konferencja Radosława Sikorskiego. Szef MSZ przyznał, że widzi „pole do kompromisu z prezydentem w sprawie ambasadorów” i spodziewa się jego zawarcia. Nie omieszkał przy tym przypomnieć, że w tym samym stanie prawnym prezydent Andrzej Duda podpisał 24 nominacje ambasadorskie, podczas gdy Nawrocki - przez ponad pół roku urzędowania - nie podpisał ani jednej. Mimo szpileczki wbitej prezydentowi, Sikorski nie przerwał ciszy wokół poniedziałkowego spotkania. Nie ujawnił żadnych szczegółów rozmów ani ewentualnych ustaleń, pozostawiając wrażenie, że dalszy ciąg negocjacji ma toczyć się poza sferą publiczną.

Sondaże: wyborcy chcą współpracy w polityce zagranicznej

Spór o ambasadorów - ciągnący się od miesięcy i odziedziczony jeszcze po poprzedniej prezydenturze - stał się dla obu stron balastem. Rząd płaci za niego osłabieniem realnego wpływu w kluczowych stolicach, pałac - coraz trudniejszym do obrony wrażeniem, że blokada nominacji służy już nie państwu, lecz demonstracji wpływu. Z najnowszego, opublikowanego przez Rzeczpospolitą badania wynika, że wyborcy po obu stronach sceny politycznej są w tej sprawie zaskakująco zgodni - oczekują, że prezydent i rząd przestaną grać na dwóch fortepianach i zaczną wreszcie prowadzić spójną politykę zagraniczną.

Rada Pokoju Trumpa jako nowy kontekst rozmów

Nowym elementem układanki stało się, bez wątpienia, zaproszenie Polski do Rady Pokoju. Donald Trump skierował je bezpośrednio do prezydenta, ale Nawrocki nie może go przyjąć bez zielonego światła od rządu. A ten nie mówi ani „tak”, ani „nie”, powołując się na konieczność przeprowadzenia głębszych analiz. W praktyce zaproszenie stało się dla rządu kolejnym argumentem, który skłania prezydenta do współpracy. Po spotkaniu Nawrockiego z Sikorskim strony więc milczą, nie dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, lecz dlatego, że w końcu jest o czym rozmawiać.