Prezydent USA stwierdził, że w operacjach w Iraku i Afganistanie sojusznicy „stali z tyłu, z dala od linii frontu”, dodając, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały ich wsparcia. W europejskich stolicach odebrano to jako podważenie sensu wspólnych operacji wojskowych NATO po 2001 r. W Polsce oprócz oburzenia, słowa Donalda Trumpa wywołały też spór wewnętrzny.

Reakcja polskich władz na wypowiedź Trumpa. Powściągliwe stanowisko Pałacu Prezydenckiego

W centrum krytyki znalazła się powściągliwość Pałacu Prezydenckiego. Prezydent Karol Nawrocki podkreślił bohaterstwo żołnierzy i pamięć o poległych, ale nie odniósł się bezpośrednio do tezy, że udział sojuszników w misjach był zbędny. Dla środowiska wojskowego ta reakcja była niewystarczająca. Gen. Roman Polko wskazuje, że w takich sytuacjach państwo powinno oddzielić troskę o relacje sojusznicze od obrony faktów. – Można dbać o relacje z Amerykanami, ale nie kosztem prawdy o tym, jak wyglądały te misje. Jeżeli ktoś publicznie mówi, że byliśmy niepotrzebni, to trzeba jasno powiedzieć, że to nieprawda – zaznacza generał w rozmowie z DGP.

Gen. Roman Polko o faktach i odpowiedzi państwa. Wskazuje przykład Giorgii Meloni

Polko nie ma wątpliwości, że brak bezpośredniej reakcji państwa nie jest neutralny. – Jeżeli ktoś szermuje hasłem „murem za mundurem”, to w takiej sytuacji nie wystarczy miękki wpis. Trzeba było zrobić dokładnie tak, jak zrobiła premier Włoch Giorgia Meloni. Jest przyjaciółką Donalda Trumpa, a potrafiła powiedzieć mu prosto z mostu: „przyjaźnimy się, zależy nam na relacjach, ale jako przyjacielowi muszę powiedzieć, że w tej sprawie się mylisz” – podkreśla były szef GROM. Gen. Polko zwraca uwagę, że odpowiedź państwa nie musi oznaczać eskalacji. – Nie chodzi o konflikt z sojusznikiem, tylko postawienie granicy. Przyjmowanie w relacjach przyjacielskich strategii strusia, który udaje, że nic się nie dzieje, kiedy plują mu w twarz, jest nieporozumieniem. Meloni pokazała, że można reagować stanowczo i jednocześnie nie palić mostów – mówi.

Morale Wojska Polskiego. Jak brak jednoznacznej reakcji wpływa na żołnierzy?

Jak dodaje, konsekwencją miałkiej reakcji jest niższe morale żołnierzy. – To zachwianie wiary w to, że nasi polityczni przełożeni naprawdę stoją murem za mundurem. Nie wystarczy deklaracja, musi być zgodność słów z czynami. Jeżeli ktoś uwłacza naszej godności, nie możemy udawać, że nas to nie dotyczy. Dopiero jasne postawienie sprawy daje nam pewność, że zwierzchnik sił zbrojnych rzeczywiście pilnuje, by żołnierzy nie obrażano – podkreśla były dowódca GROM. W jego ocenie brak takiego sygnału rodzi długofalowe konsekwencje. – Jeżeli dziś nie reagujemy, jutro ktoś powie: skoro wtedy byli niepotrzebni, to po co dziś ich brać pod uwagę. To nie jest debata historyczna. To pytanie o sens solidarności, na której opiera się bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – ostrzega.

Gen. Leon Komornicki o reakcji państwa. „Stanowczość i etyka odpowiedzialności”

Gen. Leon Komornicki patrzy na sprawę chłodniej, ale równie krytycznie. Jego zdaniem reakcja prezydenta to jedynie „oczywista oczywistość”, która nie wyczerpuje powagi sytuacji. – Nie można przechodzić nad tym do porządku dziennego. To, co u nas w przestrzeni politycznej się zakradło, to zawołanie kibiców po przegranych meczach: „Polacy nic się nie stało”. Otóż stało się bardzo dużo i tu powinno być stanowcze, jednoznaczne stanowisko najwyższych władz państwowych. Nie może być kakofonii: jedni twardo, drudzy miękko albo wcale – mówi. Generał podkreśla przy tym, polska dyplomacja powinna kierować się „etyką odpowiedzialności”. – Trumpa nie zmienimy, ale musimy być twardym negocjatorem. Stanowisko państwa powinno wyrażać sprzeciw wobec kłamstwa i jednocześnie zatroskanie o relacje. Na ogień potrzebna jest woda, a nie oliwa – ocenia.

Bezpieczeństwo Polski i wschodnia flanka NATO. Dlaczego Warszawa jest w innej sytuacji niż Londyn i Rzym?

Generał dodaje, że Polska nie może bezrefleksyjnie kopiować ostrych reakcji Londynu czy Rzymu. – Brytyjczycy czy Włosi są daleko od wojny w Ukrainie. My mamy ją za miedzą, jesteśmy wschodnią flanką NATO i nasze bezpieczeństwo w dużej mierze opiera się na Amerykanach. Nasza sytuacja jest o wiele bardziej delikatna, a gra toczy się o wyższą stawkę niż emocje – tłumaczy. – Wszystko, co zamienia relacje w polityczną burzę, wpisuje się w rosyjską strategię – podkreśla.