Kolejny rok z rzędu w Polsce odnotowano spadek liczby samobójstw: w 2023 r. było ich 5233, w 2024 r. - 4845, a w 2025 r. - 4776. Jednocześnie liczba prób samobójczych utrzymuje się na zbliżonym poziomie (10 154 w 2024 r., 10 159 w 2025 r.). Co na to wpłynęło?

Z pewnością 5-letnia realizacja Krajowego Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-25. Obecnie jest zawieszony, ale trwają rozmowy z Ministerstwem Zdrowia w sprawie jego jak najszybszego wznowienia. Program obejmował przede wszystkim działania edukacyjne skierowane m.in. do grup zawodowych mogących przeciwdziałać zachowaniom samobójczym oraz działania informacyjne adresowane do osób w kryzysie i ich bliskich, zachęcające do korzystania z dostępnej pomocy. Szczególny nacisk położono na podnoszenie wiedzy i kompetencji w zakresie rozpoznawania i reagowania na kryzysy samobójcze m.in. nauczycieli, policjantów czy lekarzy, którzy nie otrzymują odpowiedniego przygotowania w tym zakresie podczas kształcenia na uczelniach.

Co dziś najbardziej ogranicza skuteczną prewencję?

Odpowiadając na pytanie o spadek liczby zachowań samobójczych można dziś formułować jedynie hipotezy, ponieważ w Polsce nie funkcjonuje pełny rejestr tych zdarzeń. Jego stworzenie pozwoliłoby ocenić skuteczność poszczególnych strategii i wskazać luki w systemie wsparcia. Wciąż działamy równolegle na dwóch poziomach: interwencyjnym, bo skala problemu nadal jest wysoka, oraz prewencyjnym - projektując działania, które zapobiegną eskalacji kryzysu do momentu pojawienia się myśli samobójczych. Kluczowe jest zrozumienie, dlaczego ludzie zbyt długo pozostają sami ze swoimi problemami oraz co sprawia, że sięgają po pomoc na wcześniejszym etapie kryzysu. Takich osób mamy dziesiątki tysięcy w Polsce i niewiele o nich wiemy.

Lucyna Kicińska z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, wiceprezeska Fundacji Życie Warte Jest Rozmowy;
ikona lupy />
Lucyna Kicińska z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, wiceprezeska Fundacji Życie Warte Jest Rozmowy; / Materiały prasowe / fot. Materiały prasowe
W 2025 r. liczba samobójstw wśród osób poniżej 19. roku życia wzrosła do 161, wobec 127 w 2024 r. i 145 w 2023 r. O czym to świadczy?

Przede wszystkim kryzys u dzieci i nastolatków często wynika z poczucia samotności i braku wsparcia, które może mieć źródło w zaniedbaniu emocjonalnym lub w tzw. parentyfikacji – przekonaniu dziecka, że nie powinno obciążać rodziców swoimi problemami. Często dzieje się to nie wprost, poprzez codzienne komunikaty dorosłych, np. narzekania czy sygnały o przeciążeniu obowiązkami, które dziecko odbiera jako brak przestrzeni na ujawnienie własnych trudności.

Większość rodziców chciałaby pomóc swojemu dziecku, gdyby tylko wiedziała o jego problemach, jednak często brakuje im wiedzy o objawach kryzysu czy umiejętności rozmowy z dzieckiem w kryzysie. To ważne, by rodzice mieli możliwość rozwijania kompetencji wychowawczych - często słyszymy, jak bardzo czują się bezradni i jak bardzo boją się, że ich dziecko może być w kryzysie. Psychiatrzy od lat alarmują, że wiele dzieci po próbach samobójczych to osoby, które gdyby zostały zauważone i wysłuchane, nigdy nie wpadłyby w spiralę kryzysu samobójczego.

Na jakie sygnały rodzice i nauczyciele powinni zwracać szczególną uwagę?

Kryzys u nastolatków często objawia się w sposób trudny do rozpoznania przez dorosłych, np. agresją czy wycofaniem, które bywają błędnie interpretowane jako oznaki mitycznego buntu nastoletniego. Kara czy próba zdyscyplinowania „krnąbrnego nastolatka” zamiast wsparcia tylko pogłębia poczucie niezrozumienia i bezsilności. Dzieci rzadko mówią o swoich trudnościach wprost, a niepełne ujawnienie problemu sprawia, że pomoc bywa nieskuteczna.

Mamy rozwiązania systemowe, które mogłyby wesprzeć psychiczne dzieci i młodzież?

Jeśli chodzi o system pomocy, sytuacja nie jest tak zła, jak często się ją przedstawia. Od 2020 r. w Polsce rozwijana jest reforma psychiatrii dzieci i młodzieży oparta na trójpoziomowym modelu wsparcia. Pierwszy poziom to ośrodki środowiskowe opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej (na chwilę obecną: ponad 530 placówek). Pomoc otrzymuje w nich nie tylko dziecko, ale także jego rodzice. Ośrodki współpracują ze szkołami i innymi instytucjami, które mogą wspierać dziecko w kryzysie i jego rodzinę. Jeśli ta pomoc okazuje się niewystarczająca, jest drugi poziom - Centra Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży (blisko 200 placówek). W ponad połowie z nich działają oddziały dzienne, do których można zostać przyjętym nawet w ciągu tygodnia po konsultacji psychiatrycznej. Możliwa jest pomoc ambulatoryjna, psychoterapia oraz farmakoterapia. Trzeci poziom to całodobowe oddziały psychiatryczne, przeznaczone wyłącznie dla dzieci w bezpośrednim zagrożeniu życia - z myślami samobójczymi z tendencją do realizacji lub po próbach samobójczych. Ich liczba w ostatnim czasie wzrosła z 34 do 37. Żaden oddział nie został zamknięty.

Skąd więc bierze się przekonanie o niewydolności systemu?

Głównym problemem jest niezrozumienie zasad jego działania. Dla przykładu: rodzice, których dziecko nie zostaje przyjęte na oddział całodobowy, często odbierają to jako "brak pomocy", a w rzeczywistości oznacza to, że powinni skorzystać z leczenia ambulatoryjnego. Zasady funkcjonowania w obszarze zdrowia fizycznego są dobrze uporządkowane i powszechnie znane, natomiast w zdrowiu psychicznym wciąż brakuje klarownej komunikacji społecznej, która dawałaby pacjentom poczucie bezpieczeństwa. Problemem nie jest więc dziś brak lub krańcowa niewydolność systemu, o której niekiedy informują media, a niewystarczająca wiedza, jak z niego skutecznie korzystać. A chaotyczne informacje w debacie publicznej często potęgują lęk zamiast go zmniejszać.

Wśród osób w wieku 65+ w 2025 r. liczba samobójstw spadła do 943 z 996 w 2024 r., natomiast liczba prób samobójczych pozostała niemalże na tym samym poziomie (545 wobec 540). Seniorzy są grupą rzadziej uwzględnianą w debacie publicznej o kryzysach psychicznych. Dlaczego?

To temat, który budzi wyrzuty sumienia. Bo przecież to my, dorośli w średnim wieku, powinniśmy budować więzi ze starszymi osobami, co mogłoby zmniejszyć ich poczucie izolacji. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że samotność wśród osób starszych narasta - z biegiem lat tracą przyjaciół i rodzinę, często nie wychodzą z domu. Nawet przy wsparciu bliskich pojawia się poczucie, że obciążają innych, co potęguje izolację i zwiększa ryzyko kryzysu psychicznego. Starość niesie też zmiany poznawcze i emocjonalne - koncentrację na własnych potrzebach, poczucie końca życia oraz wspomnienia niepowodzeń. Brak kontaktu czy niedostrzeganie obecności innych może pogłębiać depresję i myśli samobójcze.

Dlatego tak ważne jest, by polityka senioralna obejmowała również działania wobec młodszego pokolenia - ważne są systematyczne kontakty, wsparcie w codziennych aktywnościach i budowanie więzi, dzięki którym osoby starsze czują się widziane i potrzebne, a ryzyko kryzysów psychicznych i myśli samobójczych jest mniejsze.

Rozmawiała: Karina Strzelińska