Czy grozi nam "policja ciepłownicza"?
Obecne przepisy, w tym dyrektywa EPBD (Energy Performance of Buildings Directive), kładą ogromny nacisk na redukcję zużycia energii. Choć w przestrzeni publicznej pojawiają się wizje kontrolerów wchodzących do mieszkań z termometrami, rzeczywistość prawna jest bardziej złożona.
Zgodnie z polskim Prawem budowlanym, obowiązkowe kontrole dotyczą przede wszystkim:
- Systemów ogrzewania (kotłów, pomp ciepła) o określonej mocy.
- Systemów klimatyzacji.
- Efektywności energetycznej całego budynku.
Kontroler ma prawo sprawdzić, czy system jest sprawny i czy parametry są ustawione optymalnie, co pośrednio wpływa na temperaturę w pomieszczeniach. Nie jest to jednak tożsame z nakazem utrzymywania konkretnej liczby stopni w sypialni.
Budynki publiczne na celowniku
Znacznie surowsze zasady dotyczą budynków użyteczności publicznej oraz biurowców. Tutaj rygory dotyczące temperatury (np. limit 19°C zimą) są już stosowane w wielu krajach UE jako element walki z kryzysem energetycznym. W przypadku budynków mieszkalnych prawo skupia się na instalowaniu inteligentnych liczników i podzielników, które mają motywować mieszkańców do oszczędzania poprzez precyzyjne rozliczanie kosztów.
Kiedy kontroler może wejść do mieszkania?
Właściciele mieszkań w blokach muszą liczyć się z wizytami serwisantów i kontrolerów instalacji gazowych czy kominiarskich, co wynika z przepisów bezpieczeństwa. Nowoczesne systemy zarządzania energią (BMS) pozwalają jednak na monitorowanie zużycia ciepła zdalnie.
Eksperci wskazują, że "kontrola temperatury" będzie odbywać się raczej poprzez:
- Audyty energetyczne niezbędne przy sprzedaży lub wynajmie nieruchomości.
- Obowiązkową certyfikację budynków (świadectwa charakterystyki energetycznej).
- Modernizację węzłów cieplnych, które automatycznie dostosowują parametry grzania do pogody.
Unia naciska na oszczędności
Dyrektywa o efektywności energetycznej zakłada, że do 2050 roku budynki w UE mają być zeroemisyjne. Oznacza to, że standardy dotyczące izolacji i systemów grzewczych będą coraz wyższe. Choć bezpośrednie kary za zbyt ciepłe mieszkanie obecnie nie istnieją, to wysokie rachunki za ogrzewanie stają się naturalnym "kontrolerem", wymuszającym na Polakach przykręcanie kurków w grzejnikach.