Nowy prezes obniżył stopy procentowe, ale nie tak bardzo, jak oczekiwał rząd, co daje nadzieję na to, że pozostanie niezależny od władzy wykonawczej.
To, że nowy gubernator banku centralnego Turcji już w pierwszym dniu urzędowania obniżył stopy procentowe – na co od dawna naciskał prezydent Recep Tayyip Erdogan – może sugerować koniec niezależności tej instytucji. Sama obniżka jednak niekoniecznie tego dowodzi, choć to, czy Murat Çetinkaya będzie potrafił jej bronić równie skutecznie, co poprzednik, dopiero się okaże.
Nie bez przyczyny funkcja gubernatora TCMB jest określana jako jedna z najtrudniejszych spośród wszystkich szefów banków centralnych na świecie. Przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi Erdem Başçi nie tylko musiał odpierać naciski Erdogana, który chciał, by bank obniżył stopy, co wzmocniłoby wzrost gospodarczy, a tym samym ułatwiło rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) wygraną w wyborach, ale także słyszał, że wszyscy, którzy chcą ich utrzymania na wysokim poziomie, służą interesom obcego kapitału, a nie narodowi. Başçemu udało się obronić niezależność TCMB, choć inflacja – której powstrzymywanie jest głównym zadaniem każdego banku centralnego – pozostała znacznie powyżej celu. Nie było jednak zaskoczeniem, że nie został pozostawiony na drugą kadencję.
Reklama
Nowym gubernatorem został w zeszłym tygodniu jego dotychczasowy zastępca, 40-letni Çetinkaya. Ta nominacja przyniosła ulgę, że rząd nie zdecydował się na nominację czysto polityczną. – Sądzę, że rynek doceni, iż jest to osoba z wewnątrz, a nie ktoś niewiadomy z zewnątrz, o nieortodoksyjnych poglądach i bliższy prezydentowi – ocenił Timothy Ash, analityk od rynków wschodzących w banku Nomura. Wątpliwości budzi jednak mniejsze w porównaniu z poprzednikiem doświadczenie Çetinkayi, słabsze wykształcenie w dziedzinie ekonomii, a także to, czy zdoła oprzeć się presji politycznej.
– Bank centralny istnieje po to, by wspierać stabilność gospodarki. Najbardziej efektywnym środkiem do tego jest wiarygodność – oświadczył nowy prezes po objęciu stanowiska. Po czym następnego dnia na pierwszym posiedzeniu zdecydował o obniżce głównej stopy procentowej z 10,5 do 10 proc. Nie licząc 25-punktowej obniżki miesiąc wcześniej, był to pierwszy taki ruch banku centralnego od roku. Ten krok nie oznacza jednak, że Çetinkaya będzie bezwolnym wykonawcą poleceń prezydenta czy rządu. Obniżka była powszechnie spodziewana przez analityków, bo w ostatnim czasie poprawiły się wskaźniki gospodarcze i miała już ona jakieś uzasadnienie.

Reklama
Inflacja w marcu wyniosła 7,5 proc., czyli nadal była sporo powyżej 5-proc. celu, ale zarazem znacznie spadła w porównaniu ze styczniem, gdy było to 9,6 proc. Na dodatek lira, która w zeszłym roku mocno traciła na wartości, od początku tego roku zyskała w stosunku do dolara już 7 proc., a na całym świecie stopniowo wraca zainteresowanie rynkami wschodzącymi. Co więcej, zarówno analitycy, jak i rząd spodziewali się, że obniżka będzie bardziej znacząca niż te 50 punktów bazowych, a minister gospodarki wyraził nawet z tego powodu swoje niezadowolenie. – Miałem nadzieję, że bank centralny zrobi coś, żeby podsycić zainteresowanie i zwiększyć inwestycje, ale te oczekiwania nie zostały w pełni zrealizowane – oświadczył Mustafa Elitaş.
Większość analityków spodziewa się, że w maju Çetinkaya zdecyduje się na obniżkę stóp o kolejne 50 punktów, co samo w sobie nie będzie złe, o ile nie przekształci się w pasmo obniżek, które nie mają uzasadnienia ekonomicznego, lecz są przeprowadzane z powodu presji politycznej. Zbyt szybkie obniżki spowodują, że nie uda się sprowadzić inflacji do pożądanego poziomu (analitycy i tak przewidują, że na koniec roku wyniesie ona 7,9 proc.), a na dodatek Turcja może się stać ofiarą ataku spekulacyjnego. Przez większość rządów AKP, czyli od 2002 r., turecka gospodarka dynamicznie się rozwijała, notując w niektórych latach wzrost przekraczający nawet 9 proc. Jednak od 2012 r. tempo wyraźnie spadło, wahając się w okolicach 3–4 proc., co było związane ze spowolnieniem na większości rynków wschodzących. Ale są też optymistyczne sygnały: ostatni kwartał, ze wzrostem 5,7 proc. rok do roku, był najlepszy od czterech lat.