Kolejne kraje zapowiadają wykorzystanie brytyjskiego mechanizmu pozwalającego wziąć pod uwagę różnice w kosztach życia.
Reklama
Nie tylko Wielka Brytania ograniczy zasiłki na dzieci wewnątrzunijnych imigrantów, które pozostały w kraju pochodzenia. Z tej możliwości, dopuszczonej w ramach wypracowanego z Londynem kompromisu, skorzysta prawdopodobnie większość państw zachodniej Europy, co dotknie głównie pracowników z nowych krajów członkowskich. Z tym że ta sprawa dotyczy dość niewielkiej liczby osób, a oszczędności z tego tytułu będą znikome.

Reklama
Ograniczenie świadczeń socjalnych dla imigrantów z pozostałych państw Unii Europejskiej było podczas zeszłotygodniowego szczytu w Brukseli najbardziej spornym punktem – zwłaszcza dla Londynu i Warszawy. Stanęło na tym, że tzw. hamulec bezpieczeństwa, czyli mechanizm pozwalający na ograniczenie świadczeń dla imigrantów, będzie mógł być użyty tylko przez Wielką Brytanię, ale zmiany w zasiłkach na dzieci – przez wszystkie kraje członkowskie. Obecnie jest tak, że wewnątrzunijnym imigrantom, którzy zostawili dzieci w ojczyźnie, przysługują takie same zasiłki na dzieci jak obywatelom danego kraju – nawet jeśli to dziecko nigdy nie było w Wielkiej Brytanii czy Holandii. Bruksela stała na stanowisku, że w przeciwnym wypadku byłaby to dyskryminacja. Jednak najpierw Brytyjczycy, a później kilka innych państw zaczęło kwestionować, czy właściwe jest, by wysyłać zasiłki do innych państw. Na szczycie zdecydowano, że zasiłki nie zostaną zniesione, ale ich wysokość będzie zależna od poziomu życia tych dzieci.
Na zapowiedzi wprowadzenia takich rozwiązań przez następne, oprócz Wielkiej Brytanii, kraje nie trzeba było długo czekać. – W Niemczech też zajmujemy się problemem nadużyć w korzystaniu ze świadczeń socjalnych. Wyobrażam sobie, że Niemcy też będą mogły skorzystać z tej możliwości – oświadczyła już w nocy z piątku na sobotę kanclerz Angela Merkel. Z kolei w niedzielę mówiła o tym minister rodziny i spraw społecznych Manuela Schwesig.
Niemcy na zagraniczne zasiłki wydają znacznie więcej niż Brytyjczycy, bo więcej jest uprawnionych imigranckich rodzin (ok. 40 tys. w Niemczech wobec 20 tys. w Wielkiej Brytanii) i wyższe są świadczenia (w Niemczech wynoszą one 184 euro miesięcznie na dziecko, a od czwartego 215 euro, podczas gdy w Wielkiej Brytanii 20,7 funtów tygodniowo w przypadku pierwszego dziecka i 13,7 funtów na następne).
W całej Unii Europejskiej sprawa dotyczy nieco ponad 100 tys. imigrantów, ale część z nich ma więcej niż jedno dziecko. Według RMF24 zasiłki z zagranicy dostaje ok. 100 tys. polskich dzieci, z czego 46 tys. z Niemiec.
Ale nie tylko Niemcy mają plany, by skorzystać z brytyjskiego kompromisu. Pośrednio zapowiedział to też premier Danii. – Popieram wszystkie elementy (porozumienia) dotyczące świadczeń socjalnych. Będą one służyć nie tylko Wielkiej Brytanii, ale też Danii i innym państwom – oświadczył Lars Lokke Rasmussen. Jeszcze przed rozpoczęciem unijnego szczytu o takiej możliwości wspomniał też irlandzki minister ds. wydatków publicznych Brendan Howlin. Liczbę Polaków pracujących w Irlandii szacuje się na ok. 100 tys., choć bardzo niewielu z nich pozostawiło dzieci w Polsce. Na razie oficjalnego stanowiska w sprawie zmian w systemie zasiłków na dzieci nie zajęła Holandia, która też jest jednym z najpopularniejszych kierunków migracji zarobkowej Polaków, ale ponieważ rząd tego kraju od początku popierał brytyjską inicjatywę zmiany systemu, jest niemal pewne, że i on zdecyduje się na ograniczenie wysokości świadczeń. To samo dotyczy Austrii, choć zmiany w tym kraju w większym stopniu dotkną Czechów, Słowaków czy Węgrów.
Natomiast sprzeczne sygnały płyną ze Szwecji. Premier tego kraju Stefan Loefven powiedział, że jego rząd nie będzie proponował żadnych zmian w istniejącym systemie zasiłków na dzieci, ale minister finansów Magdalena Andersson nie wykluczyła tego, że jeśli kolejne kraje będą się na to decydować, Szwecja może pójść ich śladem. Zwróciła jednak uwagę na fakt, który w tej dyskusji jest często pomijany – że nie przyniesie to wielkich oszczędności. – W stosunku do całości wydatków na zasiłki na dzieci mówimy o bardzo małych kwotach. A równocześnie te zmiany byłyby dużym obciążeniem administracyjnym – powiedziała.
Wielka bitwa o zasiłki, czyli spór o drobne
Wypłacanie zasiłków na dzieci pozostawione przez imigrantów w ojczyźnie, o co toczono na szczycie zawzięty spór, ma dla Wielkiej Brytanii charakter przede wszystkim symboliczny, bo oszczędności z tego tytułu będą znikome. Według danych HM Revenue and Customs, czyli brytyjskiego urzędu skarbowego, spośród całkowitej kwoty wypłaconej w 2013 r. na zasiłki na dzieci do pozostałych krajów Unii Europejskiej trafiło tylko... 0,26 proc., a na dodatek ten odsetek w ostatnich latach spada.
W 2013 r. z brytyjskiego budżetu wypłacono 11,5 mld funtów zasiłków dla 7,5 mln rodzin mających 13,1 mln dzieci. Z czego tylko 20 288 rodzin pobierało zasiłki na dzieci przebywające w innym kraju członkowskim UE, a łączna liczba takich dzieci otrzymujących zasiłki wyniosła 34 052. W 2009 r. liczba rodzin uprawnionych do pobierania zasiłków wynosiła niespełna 30 tys., zaś liczba dzieci otrzymujących świadczenia nieco przekraczała 50 tys. Jeszcze skromniej wygląda wykorzystywanie ulg podatkowych przysługujących na dzieci przez imigrantów, którzy pozostawili je w kraju pochodzenia. Wartość ulg podatkowych uzyskanych z tego tytułu przez imigrantów w stosunku do wartości wszystkich ulg podatkowych na dzieci wyniosła 0,09 proc.
Faktem jest natomiast, że to Polacy stanowią zdecydowanie największy odsetek pobierających zasiłki na dzieci pozostawione w kraju, bo wynosił on 64,9 proc. Na kolejnych miejscach byli Irlandczycy (6 proc.) i Litwini (5,9 proc.). Ogólnie zasiłki z Wielkiej Brytanii dostało w 2013 r. 13 172 tys. polskich dzieci (przy emigracji polskiej szacowanej na ok. 800 tys. osób). Na drugim miejscu pod tym względem były dzieci irlandzkie (1231), ale zasiłki z Wielkiej Brytanii dostało też 283 dzieci niemieckich.