Uchodźcy szturmują Europę. Dla jej obywateli od lat 40 w dół, rozpieszczonych tak upragnionym przez szturmujących dobrobytem, to pierwszy moment, kiedy debata moralna ma tak głęboko rzeczywisty charakter; kiedy jej wynik stanowi o ludzkim życiu lub śmierci i może nieodwołalnie zmienić oblicze ich świata. 

Po raz pierwszy moralne poglądy, wykształcone przy rodzinnych stołach, wśród przyjaciół i w zaciszach uniwersytetów, obnoszone z dumą lub półgębkiem na debatach prywatnych i publicznych mają realną szansę się zmierzyć z rzeczywistością i pokazać, ile są warte. Dla moralisty, tak domorosłego, jak i zawodowego – bo polityka, nauczanie i komentarz społeczny to w pewnym sensie zawodowy moralizm – to rzadki w swej radykalności test na sensowność, zakres i utrzymywalność jego teorii. I jak sobie radzą te nasze przekonania i idee? Słabo. Mene, tekel, fares. Wszystkie są zbyt lekkie. I cokolwiek by się stało w kwestii uchodźców, to ich napływ nauczy nas przynajmniej jednej rzeczy – moralnej pokory. Bo wygląda na to, że „robić” w moralności można tylko brudnymi rękami i że teoria nie jest najlepsza w wyprzedzaniu rzeczywistości.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.