Lewestam: Szariat w Kentucky

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet WarszawskiDziennik Gazeta Prawna
25 września 2015

Kim Davis to urzędniczka z USA. Jej historia jest dziś niezwykle ważna – może bowiem pomóc nam zrozumieć głębokie zagrożenie, jakie stanowi szariat dla polskiego państwa prawa.

Davis była sympatyczną osobą w średnim wieku, wybraną demokratycznie do lokalnych władz w hrabstwie Rowan w stanie Kentucky. Osobom przychylnym jej brak makijażu, zaczesane niecierpliwie do tyłu długie włosy i pewna tusza mogły sugerować, że Davis jest osobą poważną i nie przejmuje się tak zwanymi pierdołami. Jej życie byłoby zwyczajnym życiem urzędnika (kawa ze Starbucksa o poranku, spacer do urzędu miasta, robota głównie papierkowa, jednak niepozbawiona istotności), gdyby nie Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. Zupełnie niedawno sąd ten bowiem, w słynnej sprawie Obergefell vs Hodges, ponad wszelką wątpliwość ustalił, co następuje: pary tej samej płci mają prawo do zawierania małżeństw. Decyzja ta została uzasadniona 14. poprawką do konstytucji Stanów Zjednoczonych, która między innymi zastrzega, iż państwo ma obowiązek równego traktowania swoich obywateli. Tak się stało i już. Tu trzeba zaznaczyć, że Sąd Najwyższy nie produkuje ciastek, nie ociera łez sierotom, nie zajmuje się próbami udoskonalenia procesu wiązania butów metodą kokardkową. Nie żeby nie były to zajęcia szczytne, ale Sąd Najwyższy nimi się po prostu nie para. Dlaczego? Bo rozstrzyga kwestie prawne. Co powie, to w prawie jest święte. I koniec, kropka, no.

Davis słyszy o tej decyzji i stwierdza, że są instancje od Sądu Najwyższego o wiele wyższe. Mowa o Bogu, który wedle Davis homoseksualistów nie znosi, więc takiego prawa pewnie by nie poparł. Urzędniczka wypowiada więc posłuszeństwo prawu w imię wiary i przestaje wydawać licencje małżeńskie – najpierw tylko parom jednopłciowym, a potem już wszystkim, jak leci, bo taka Sodoma i Gomora wymaga środków drastycznych. Bez licencji nie ma ślubu, do sądu pozywają ją więc i pary jednopłciowe, i te skomponowane według wskazań boskich. Davis, z której część prawicy amerykańskiej momentalnie robi medialną bohaterkę, staje się agresywna, obraża sąd, spędza kilka dni w więzieniu, ale powraca na stanowisko. Nie ugina się jednak. Owszem, może się zgodzić, żeby jej podwładni wydawali licencje, ale ona sama niczego nie podpisze. „Umieścić moje imię czy tytuł na certyfikacie autoryzującym małżeństwo, które stoi w konflikcie z definicją boską [...], gwałci moje głębokie przekonania religijne i sumienie” – mówi reporterom. „Dla mnie byłby to akt nieposłuszeństwa Bogu”.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png