– Tam, gdzie społeczeństwa wcześniej popadały w ubóstwo ze względu na m.in. rosnącą inflację i dewaluację waluty, jedno polityczne rozwiązanie nie załatwi sprawy. Problemy są bardziej złożone – mówi w rozmowie z DGP Rasha Abou Dargham ze Światowego Programu Żywnościowego.
Kryzys został wzmocniony w poprzednich latach przez zmiany klimatyczne, słabe zbiory i pandemię koronawirusa. Wojna postawiła kropkę nad i. Ceny żywności rosły jeszcze przed 24 lutego, bijąc w październiku 2021 r. rekord z grudnia 2010 r. Inwazja na Ukrainę dodatkowo pogorszyła sytuację na rynkach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej – regionów, które w dużej mierze opierają się na imporcie rosyjskiego i ukraińskiego zboża. W Libanie ceny od rozpoczęcia ataku, czyli od końca lutego, wzrosły o 47 proc., a w Egipcie coraz droższe pieczywo skłoniło rząd do interwencji na rynku chleba, by zapobiec niezadowoleniu społecznemu. Według Światowego Programu Żywnościowego (WFP), który połowę pszenicy przeznaczonej na pomoc humanitarną kupuje w Ukrainie, rekordowe 323 mln ludzi jest obecnie dotkniętych lub narażonych na ryzyko braku bezpieczeństwa żywnościowego. Inwazja na Ukrainę może zepchnąć w „ostry głód” dodatkowe 47 mln ludzi na świecie. To znaczy, że żywność będzie dla nich albo niedostępna, albo nie będzie mogła być odpowiednio wykorzystana. Dargham przypomina też, że kwestia zboża pozostaje tylko jednym z czynników. – Trzeba pamiętać, że wojna doprowadziła nie tylko do podwyżek cen zboża, ale i oleju czy cukru – komentuje.
Przydatność wynegocjowanego korytarza na Morzu Czarnym będzie uzależniona także od tego, jak szybko i skutecznie umowa zostanie zrealizowana. Rosja musiałaby spełnić obietnicę, zgodnie z którą nie będzie atakować statków handlowych ani portów objętych umową. Po sobotnim uderzeniu rakietowym na port w Odessie Kijów i jego zachodni sojusznicy pozostają sceptyczni. „Jak zapewnione zostanie bezpieczeństwo statków w porcie, jeśli Rosja będzie kontynuować ostrzał?” – pisał na Telegramie doradca w ministerstwie spraw wewnętrznych Ukrainy Anton Heraszczenko. Ataki na miasta portowe lub ich okolice mogą osłabić także gotowość firm żeglugowych do wysyłania statków na Morze Czarne, a firm ubezpieczeniowych do ich ubezpieczania. Składki dla statków pływających tą trasą wzrosły gwałtownie w ostatnich miesiącach.
Reklama
Ukraina oczekuje spadku opłat ubezpieczeniowych jako reakcji na „pierwsze udane rejsy naszych statków” – przekazał wiceminister infrastruktury Ukrainy Jurij Waskow. Nie wiadomo też, które firmy zaryzykują podróż korytarzem. Kraj mimo to przygotowuje się do eksportu zboża. – Miejmy nadzieję, że w ciągu tego tygodnia wysłany zostanie pierwszy transport – powiedział dziennikarzom w poniedziałek Waskow. Władze planują najpierw transport zboża państwowymi okrętami, licząc, że w ślad za nimi pójdą właściciele prywatnych korporacji. Wznowienie eksportu z ukraińskich portów „w pewnym stopniu złagodziłoby skrajny głód, z którym zmaga się ponad 18 mln ludzi w Afryce Wschodniej” – napisał w oświadczeniu dyrektor ds. sytuacji kryzysowych w Afryce Wschodniej organizacji International Rescue Committee, Shashwat Saraf. Przewiduje jednak, że wysokie ceny żywności i paliw się utrzymają. Saraf podkreślał, że kluczowe jest, by kraje takie jak Indie, które ograniczyły eksport pszenicy w związku z niestabilnością rynku, przywróciły dostawy. W projekt nie wierzy ekspert International Food Policy Research Institute David Laborde. „Czy będzie to game changer w zakresie globalnego bezpieczeństwa żywnościowego? Na dzień dzisiejszy, nie sądzę” – przekonywał w piątek.
Ukraina nie traci jednak wiary w porozumienie. Minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba stwierdził, że wznowienie eksportu „jest niezwykle ważne dla Ukrainy i całego świata”. Prezydent Wołodymyr Zełenski przekonywał z kolei, że umożliwi ono wywóz ok. 22 mln t zboża, które utknęły w ukraińskich portach. Jeśli strony dotrzymają swoich zobowiązań, wznowienie transportu przez Morze Czarne zwiększy dochody ukraińskich rolników i zwolni miejsce w silosach na następne zbiory. Skorzysta także Turcja, na terytorium której powstanie centrum koordynujące transport przez morze. To sukces prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana, spełniającego się w roli mediatora.