Gazprom poinformował o zatrzymaniu dostaw kontraktowych gazu dla Polski i Bułgarii po tym, jak kraje te nie podporządkowały się dekretowi Władimira Putina narzucającemu kontrahentom obowiązek prowadzenia rachunków rozliczeniowych w Gazprombanku i realizowania ostatecznej płatności za gaz w rublach.
Według Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa warunki te były sprzeczne z obowiązującymi postanowieniami kontraktu jamalskiego. Jak informuje gazowa spółka, po gruntownej analizie prawnej zdecydowano o dalszym regulowaniu płatności za rosyjski gaz na dotychczasowych zasadach. „PGNiG zastrzega sobie prawo do dochodzenia roszczeń z tytułu wstrzymania dostaw i skorzysta w tym celu ze wszystkich przysługujących spółce uprawnień kontraktowych oraz uprawnień wynikających z przepisów prawa” - oświadczył koncern we wczorajszym komunikacie. Zaznaczył jednocześnie, że jego zobowiązania wobec klientów są realizowane bez zakłóceń dzięki wcześniejszemu zagwarantowaniu surowca z alternatywnych źródeł.
W zdecydowanie trudniejszej pozycji niż Polska jest Bułgaria. Pokrywała ona dotąd z kierunku wschodniego ponad 90 proc. swojego zapotrzebowania na gaz. Równocześnie dysponuje bardzo skromnymi zapasami surowca (ok. 100 mln m sześc., co stanowi niecałe 18 proc. bułgarskich mocy magazynowych).
Reklama
Testowanie jedności

Reklama
Z komunikatów Gazpromu wynika, że koncern zamierza jednocześnie nadal korzystać z biegnących przez Polskę i Bułgarię szlaków przesyłowych. Rosyjska firma przestrzega jednocześnie, że odbiór gazu przez klientów w tych krajach będzie ciągnął za sobą ograniczanie tłoczonych tymi trasami wolumenów.
Utrzymanie dostaw gazociągiem jamalskim na Zachód potwierdzają dane europejskich operatorów. Przesył surowca notowany na punkcie granicznym w Kondratkach spadł do zera w nocy z poniedziałku na wtorek i pozostał zatrzymany przez około dobę. Tłoczenie gazu wznowiono nad ranem w środę i według ostatnich danych dostępnych w momencie zamknięcia tego wydania DGP przesył sięgał ponad 600 tys. m sześc. na godzinę.
Bruksela poszukuje nowych dostawców gazu do Europy
Nie wiadomo, czy odcięcie od dostaw kontraktowych gazu akurat Bułgarii i Polski wynika tylko z terminów płatności, czy także z wyrażanego publicznie pryncypialnego stanowiska tych państw w sprawie przejścia na opłaty w rublach. Jak zauważa dr Szymon Kardaś z Ośrodka Studiów Wschodnich, Warszawę i Sofię łączy również bliskość terminu wygaśnięcia umów z Gazpromem i brak zainteresowania ich przedłużaniem.
Gotowość do podporządkowania się dekretowi Putina i realizację płatności za gaz w ramach nowej procedury wyraziły Węgry. Założenie przez Budapeszt odpowiedniego konta w Gazprombanku potwierdził wczoraj szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto. Podobną gotowość deklarował wcześniej minister gospodarki Słowacji Richard Sulik, ale później jego słowa dementował szef słowackiego rządu Eduard Heger.
Według niepotwierdzonych dotąd informacji Bloomberga ze źródeł zbliżonych do Gazpromu płatności w rublach dokonały jednak cztery europejskie firmy, a 10 otworzyło rachunki walutowe w Gazprombanku zgodnie z wytycznymi z marcowego dekretu.
Przejścia na nowy system płatności nie wyklucza niemiecki Uniper, który na razie prowadzi jeszcze rozmowy z Gazpromem na temat płatności za gaz, ale podkreśla, że narzucona przez Kreml procedura nie narusza unijnych sankcji. Pojawiły się też doniesienia, że jedną z firm, które przeszły na system płatności w rublach, jest austriackie OMV. Zaprzeczył temu jednak kanclerz Karl Nehammer, który zapewnił wczoraj, że koncern nadal będzie płacić za dostawy rosyjskiego gazu w euro.
- Moskwa po raz kolejny testuje jedność państw europejskich. Decyzja o tym, żeby zrealizować ultimatum wobec kilku tylko państw UE, jest obliczona na wywołanie podziałów. Do pewnego stopnia Władimirowi Putinowi już się to udało: widzimy, że nie ma jednolitego stanowiska Unii w sprawie płatności za gaz. Kraje, które - jak Polska i Bułgaria - pryncypialnie odrzuciły nowe warunki opłat za gaz, należą do mniejszości. Otwarcie wyłamały się Węgry, które zgodziły się na procedurę opisaną w dekrecie rosyjskiego prezydenta - mówi Szymon Kardaś. Jak dodaje, ostateczny układ sił dotyczący dostaw gazu wyklaruje się w ciągu najbliższego miesiąca, kiedy będą mijać kolejne terminy regulowania opłat przez europejskich klientów Gazpromu. Ekspert zastrzega jednocześnie, że na dłuższą metę Rosjanie stracą na decyzjach o zatrzymaniu kontraktowych dostaw gazu. - Determinacja krajów UE, by uwalniać się z zależności od tak niepewnego dostawcy, wzrośnie - ocenia.
Na wstrzymanie dostaw gazu przez Rosję do Polski i Bułgarii zareagowała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która we wczorajszym oświadczeniu stwierdziła, że decyzja Gazpromu to kolejna próba wykorzystania surowców energetycznych jako narzędzia szantażu. Von der Leyen zapewniła, że UE jest przygotowana na taki scenariusz i od pewnego czasu pracuje nad zapewnieniem dostaw z innych kierunków.
Bruksela poszukuje nowych dostawców głównie w rejonie Zatoki Perskiej, szczególnie w Katarze oraz Kuwejcie. To dla obywateli tych dwóch państw Unia zaproponowała wczoraj zniesienie obowiązku wizowego pod warunkiem posiadania paszportu biometrycznego. Von der Leyen wskazywała wczoraj także na opracowanie przez państwa członkowskie - przy wsparciu KE - planów awaryjnych na wypadek scenariusza, który Gazprom zrealizował we wtorek. Szefowa Komisji zapewniła, że działania Rosji nie pozostaną bez odpowiedzi, a Unia będzie solidarna ze wszystkimi państwami, którym zostały wstrzymane dostawy rosyjskiego gazu.
- To stanowisko daje nadzieję na bardziej zdecydowaną niż dotąd politykę KE. Do tej pory wytyczne wprawdzie były, ale niezbyt jednoznaczne, pozostawiające poszczególnym stolicom sporo przestrzeni na to, żeby same podejmowały decyzje - uważa Kardaś. Zdaniem eksperta to brak klarownego stanowiska Brukseli stworzył przestrzeń dla pojawienia się wyłomu w unijnej jedności wobec Rosji. - Lepiej późno niż wcale, ale byłoby dużo korzystniej, gdyby jasność w tej kwestii nastąpiła, zanim zaczęły upływać pierwsze terminy płatności za gaz - dodaje rozmówca DGP.
Nowe sankcje nie tak szybko
W czasie obrad grupy koordynacyjnej ds. gazu trwały także rozmowy ambasadorów państw członkowskich, którzy rozpoczęli prace nad kolejnym, szóstym już pakietem sankcji. Choć był on zapowiadany jeszcze przed Wielkanocą, nadal go nie przyjęto. Osią sporu jest najważniejszy element: zakaz importu rosyjskiej ropy. Kraje UE na skutek sprzeciwu Niemiec, Austrii i Węgier nie były dotąd w stanie dojść do porozumienia ani co do terminu wejścia w życie embarga, ani co do ewentualnych odstępstw od niego. KE wciąż nie przedstawiła nawet wstępnej kompletnej propozycji szóstego pakietu z uwagi na znaczące różnice wśród państw członkowskich. Wkrótce może to jednak się zmienić. Jak mówi nam jeden z dyplomatów, z Berlina, który był dotąd głównym blokującym w sprawie embarga, zaczęły płynąć bardziej pozytywne sygnały.
Koresponduje to z oficjalnymi wypowiedziami ministra klimatu i gospodarki Niemiec Roberta Habecka. We wtorek wprost sugerował on, że jego kraj może zakończyć swoją zależność od rosyjskiego surowca „w ciągu dni”. Podczas konferencji prasowej w Warszawie Habeck wyraźnie zapewnił, że Berlin mógłby poradzić sobie gospodarczo z wprowadzeniem embarga na ropę. Kluczem do zaopatrzenia najbardziej zależnych od rosyjskiej ropy wschodnioniemieckich rafinerii może być współpraca z Polską i wykorzystanie naftoportu w Gdańsku. Unijni dyplomaci nie spodziewają się jednak, żeby sankcje zostały zaprezentowane jeszcze w tym tygodniu. Ambasadorowie oraz ministrowie państw członkowskich będą kontynuować swoje rozmowy o szóstym pakiecie najpewniej w przyszłym tygodniu.
Zdaniem Bena McWilliamsa z Instytutu Bruegla, jeśli impas na poziomie unijnym się przedłuży, w grę może wchodzić zaostrzenie polityk poszczególnych rządów krajowych. Jak wskazuje ekspert, już dziś kolejne państwa członkowskie zapowiadają wygaszenie dostaw ropy z Rosji z końcem roku. Szczególnie znacząca może być decyzja w tej sprawie Holandii, która stanowi obecnie kluczowy hub dla surowca ze Wschodu. ©℗
Wszystkie filary gazowego bezpieczeństwa Polski / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe