Reklama
Demokraci przygotowują się w Izbie Reprezentantów do głosowania nad przepisami, które mają być pierwszym krokiem strategii migracyjnej Joego Bidena. Plan, dzięki któremu nielegalni imigranci mieliby otrzymać szansę na uzyskanie amerykańskiego obywatelstwa, to ważny test dla nowej administracji.
Choć z danych opublikowanych przez amerykańską straż graniczną wynika, że 70 proc. osób przyłapanych na nielegalnym przekraczaniu granicy ze Stanami Zjednoczonymi wciąż jest zawracanych, liczba osób podejmujących taką próbę jest rekordowo wysoka. W lutym było ich ponad 100 tys., o 28 proc. więcej niż w miesiącu poprzednim. To najwyższy taki wynik od historycznego rekordu, który odnotowano w połowie 2019 r. – To dla nas ogromne wyzwanie – powiedziała podczas konferencji prasowej Jen Psaki, rzeczniczka Białego Domu.
Gwałtownie wzrosła także liczba dzieci, które bez żadnej opieki próbują się dostać na terytorium USA. – To kryzys humanitarny będący rezultatem polityki Donalda Trumpa – komentowała w niedzielę Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów. Tylko w lutym odnotowano niemal 9500 takich dzieci, gdy wcześniej średnia liczba takich przypadków nie przekraczała 3000 miesięcznie. Biden zerwał z praktyką Trumpa polegającą na wydalaniu nieletnich imigrantów. Teraz są oni wpuszczani na terytorium USA, ale pozostają zamknięci w specjalnych ośrodkach rządowych. CNN poinformowała, że w takich centrach jest już 7700 dzieci.
Ta fala dopiero się rozpoczyna, a jej szczyt jest oczekiwany w kwietniu i maju. Wpływ na tę sytuację ma sposób, w jaki mieszkańcy Ameryki Środkowej postrzegają nowego prezydenta. Biden już w trakcie kampanii wyborczej jawił się im jako zbawca, bo obiecał złagodzenie kontroli imigracyjnej, w tym wprowadzenie moratorium na deportacje. Chciał też zakończenia promowanej przez Trumpa polityki, w ramach której tysiące osób ubiegających się o azyl było zmuszonych do oczekiwania na decyzję w Meksyku. Zobowiązał się również do zaprzestania budowy muru na południowej granicy. Odcięcie się od retoryki poprzednika było wystarczającym powodem, aby potencjalni migranci mogli przypuszczać, że na terytorium USA dostaną się bez większych przeszkód.
Jak magnes zadziałał także pakiet stymulacyjny, który ma pobudzić amerykańską gospodarkę po kryzysie wywołanym pandemią koronawirusa. Według agencji Moody’s Analytics, dzięki ustawie przyjętej przez Kongres w USA powstanie w tym roku 7,5 mln nowych miejsc pracy. Choć sukces ten ma wpłynąć na pobudzenie globalnego wzrostu, z opublikowanego właśnie raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że Stany Zjednoczone będą prawdopodobnie jedynym państwem OECD, które już w IV kw. 2021 r. nadrobi straty wywołane pandemią, czyli jego PKB wzrośnie do poziomu sprzed recesji. Ten sam raport wskazuje, że gospodarka Meksyku wciąż będzie się kurczyć. Rosnąca dysproporcja może się więc przyczynić do zwiększenia skali migracji.
Choć ten wzrost jest częściowo napędzany również przez inne czynniki, jak klęski żywiołowe czy przemoc i ubóstwo w regionie, republikanie skupiają się na wyłącznej roli prezydenta Bidena, którego obarczają winą za trudną sytuację. – To polityka Bidena doprowadziła do kryzysu na granicy – powiedział w czwartek Kevin McCarthy, lider Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów. – Pierwszego dnia rządów nie miał planu na otwarcie amerykańskiego biznesu ani szkół, ale ogłosił, że jego priorytetem jest zaoferowanie obywatelstwa 11 mln nielegalnych imigrantów. Co innego mogło się w takiej sytuacji wydarzyć? – przekonywał polityk prawicy.
Demokraci w obliczu presji ze strony republikanów robią wszystko, aby pomóc Bidenowi w kontrolowaniu napływu imigrantów bez złamania obietnicy wyborczej, że system imigracyjny w USA stanie się bardziej ludzki. Zamiast skupiać się na zapowiedzi prezydenta, zgodnie z którą zalegalizowany miałby zostać pobyt większości z 11 mln imigrantów o nieudokumentowanym statusie, izba decyduje się na skromniejsze działania. W pierwszej kolejności zajmie się grupami uważanymi za najbardziej poszkodowane: nieletnimi, których w USA określa się mianem „marzycieli”, osobami, którym przyznano tymczasową ochronę ze względów humanitarnych, oraz pracownikami rolnymi. Ale nawet rezygnując z najbardziej ambitnych planów, demokraci nie mają wystarczającego poparcia, aby przeforsować inicjatywy w Senacie.