Kurczą się i te miasta, w których się dobrze zarabia i nie ma bezrobocia: Katowice i Poznań. Podobnie jest w Bydgoszczy, Gdańsku, Kielcach, Opolu, Szczecinie i we Wrocławiu – wynika z danych regionalnych urzędów statystycznych i GUS.

Jednak najbardziej straciła Łódź – ponad 140 tys. mieszkańców. Miasto ginie – w ostatnich 25 latach zmarło w nim 119 tys. tys. więcej osób, niż się urodziło. – Bo Łódź nie potrafiła przyciągać młodych, którzy założyliby rodziny i mieli dzieci – twierdzi dr Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego. Równocześnie jest tam zatrważająca nadumieralność osób w wieku 30–50 lat. O połowę wyższa niż średnia w kraju. Wynika z trudnych warunków życia, m.in. z powodu wysokiego bezrobocia po upadku przemysłu odzieżowego.

Warszawa kusi wysokimi zarobkami, możliwością robienia kariery i rozbudowaną ofertą edukacyjną. I w tym wypadku uzasadnianie jej wzrostu jest truizmem. Dlaczego jednak od ćwierć wieku przybyszów konsekwentnie przyciągają Białystok i Rzeszów przez niektórych określane stolicami Polski B?

„Ulice i kamienice są w tym mieście piękniejsze niż w Paryżu, publiczne pieniądze na inwestycje wydawane lepiej niż w Londynie, pomoc ze strony administracji lepsza niż w Brukseli i do tego jeszcze jest tam niemalże najczyściej w całej Europie. Ten raj to właśnie Białystok” – wynika z badań Eurobarometru przeprowadzonych w 75 europejskich miastach.

– Dla okolicznej ludności, ze wsi i z małych miast Białystok jest bardzo atrakcyjnym miejscem zamieszkania. Jest tu już dobry stan dróg, niezła komunikacja miejska – wylicza dr hab. Barbara Cieślińska z Uniwersytetu w Białymstoku.

Jeszcze więcej niż Białystok (31 tys. mieszkańców) zyskał Rzeszów. Liczba jego mieszkańców zwiększyła się o 34,1 tys. Powód tego wzrostu jest jednak prozaiczny. – W tym czasie obszar miasta zwiększył się ponad dwukrotnie, a to po przyłączeniu do niego wielu miejscowości wraz z ich mieszkańcami – wyjaśnia dr Krzysztof Piróg z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Ponadto w Rzeszowie rodzi się dość dużo dzieci, bo na Podkarpaciu rodzina wciąż pozostaje najwyższą wartością. Stąd też nadwyżka urodzeń nad zgonami wyniosła 12,5 tys.

Z danych demograficznych wynika także, że poza Łodzią najwięcej ubyło mieszkańców Katowic. Liczba mieszkańców stolicy Śląska zmniejszyła się o blisko 62 tys. Nie tylko dlatego, że było tu o 19,7 tys. więcej zgonów niż narodzin dzieci. Znacznie bardziej zadecydowało o tym spadku ujemne saldo migracji, które wyniosło 42 tys. To jednak nie może zaskakiwać. Część osób wyjechała z Katowic na stałe do Niemiec ze względu na koneksje rodzinne. Opuściła to miasto również część tak zwanych werbusów, czyli osób werbowanych w różnych częściach kraju w czasach komunizmu do pracy w kopalniach, hutach i innych zakładach przemysłowych. Po przejściu na emeryturę niektórzy wracają w rodzinne strony, tam gdzie się urodzili.

Nawet Poznań uznawany za oazę przedsiębiorczości stracił ponad 39 tys. mieszkańców. W tym 28 tys. w wyniku migracji. Zadecydowały jednak o tym zjawiska występujące w innych dużych polskich miastach, po tym jak miały one miejsce na Zachodzie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Część mieszkańców wyprowadza się z miast na obrzeża. Ludzie są bardziej mobilni i bardziej zainteresowani strefami podmiejskimi. Tam budują domy lub kupują miejsce w szeregowcach zwanych legolandami. Część robi tak ze względu na wielkomiejskie uciążliwości, jakich dostarcza miasto.

– Zauważamy jednak już powroty do Poznania. Bo część osób odczuła uciążliwości związane na przykład z dowożeniem dzieci do szkoły albo z dojazdami do pracy – informuje dr Krzysztof Bondyra z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Socjolodzy spodziewają się renesansu na zasiedlanie miast. Nowej mody na powroty do centrum.