Z okazji kolejnej afery związanej ze spółkami Skarbu Państwa politycy i publicyści wyrażają stosowne oburzenie. Jakby nie wiedzieli, że taki jest porządek rzeczy w państwie, w którym udział we władzy albo jest zajęciem wysoce ryzykownym, albo po prostu dochodowym.
Tylko na samych szczytach władzy są ludzie, którzy nie korzystają ze swojej pozycji. Cała reszta to albo ludzie przyzwoici, więc nie korzystają, albo nieprzyzwoici – więc korzystają. Tak jest zawsze i wszędzie, jeżeli stanowiska nie są obsadzane fachowcami. Coraz bardziej powszechne stają się obowiązkowe konkursy, także w świecie akademickim. Wszyscy jednak doskonale wiedzą, że konkursy rzadko są uczciwe, bo z samej zasady nie mogą być. Jest dokładnie tak samo jak z przetargami: obowiązek wyboru najtańszej oferty, która spełnia warunki, prowadzi do wielu nieszczęść. A jak w konkursie na profesora czy na dyrektora wybrać najlepszego? Nie ma dobrych metod, bo ani dorobek, ani z reguły pozytywne opinie recenzentów nie mówią, czy jest on dobrym nauczycielem, czy lubi studentów, czy umie pracować zespołowo i jest lojalny. A to niezbędne cechy dobrego pracownika.
Zatrudnianie kolegów, kolegów kolegów, a czasem nawet rodziny nie jest niczym dziwnym. Jak już ktoś raz wszedł w mechanizmy politycznej machiny, to z niej wypadnie, tylko jeżeli zrobi skandal. Co pewien czas taka afera ma miejsce, ale w międzyczasie wszystko podobno układa się dobrze. To nieprawda. W Polsce zresztą nie jest gorzej niż w wielu innych, podobno porządnych krajach (nie mówiąc już o Włoszech czy także Francji, nawet o Austrii) – jak się już raz wejdzie w krąg polityczny, to się zawsze nieźle wyląduje, nawet jeżeli partia przegra.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.