Gdy gospodarka rozwija się wolniej, ludzie są mniej skłonni do rozwodów.

Od czasu krachu na rynkach finansowych w 2008 r. zaczęła spadać liczba rozwodów w Polsce. W 2010 r. przeprowadzono ich 61,3 tys., a jeszcze w 2006 roku ich liczba sięgała 72 tys. W pierwszych III kwartałach 2011 r. rozwiodło się 48 tys. par – to dane, które nie zmieniły się w porównaniu z zeszłym rokiem.

Demografowie przyczyn tego zjawiska upatrują m.in. w mało stabilnej sytuacji gospodarczej kraju, a przede wszystkim w pogarszającej się sytuacji na rynku pracy. – Ludzie dużo ostrożniej podejmują decyzję o separacji czy rozstaniu – przyznaje dr Piotr Szukalski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, autor raportu na temat rozwodów w Polsce. – Życie w pojedynkę często oznacza drastyczne obniżenie standardu, zwłaszcza gdy jedno ze współmałżonków traci pracę.

Elementem scalającym związki są też... kredyty mieszkaniowe

Z danych, jakie uzyskaliśmy z kancelarii specjalizujących się w sprawach rozwodowych, wynika, że przybywa klientów, którzy wstrzymują się z decyzją o rozwodzie, gdy dowiadują się, jak skomplikowana jest procedura podzielania kredytu i ile rozwód będzie ich kosztował. Według prawnika Tomasza Brygola dziś niemal co trzecia para, która rozważała rozwód lub separację, zrezygnowała z tego kroku właśnie ze względu na obciążenie hipoteki. – Przed kryzysem strony sprzedawały kupioną na kredyt nieruchomość i spłacały kredyt – przyznaje Joanna Senkowska z warszawskiej kancelarii prawnej. – Teraz, gdy wartość nieruchomości spadła, taki manewr jest często niemożliwy. Zwłaszcza dla tych, którzy zaciągnęli kredyt we frankach szwajcarskich.

Z badań dr. Szukalskiego, który od lata analizuje wpływ sytuacji ekonomicznej rodzin na zjawiska demograficzne, wynika, że liczba rozwodów jest także uzależniona od liczby małżeństw zawieranych 7 – 10 lat wcześniej. A tych właśnie w latach 2001 – 2004 było niewiele. Ich liczba nie przekraczała 200 tys. Dla porównania w 1999 r. ślubów było 219 tys., a w 2009 r. – 250 tys.

Choć liczba rozwodów w dużej mierze uzależniona jest od obyczajowości społecznej, to sytuacja ekonomiczna wydaje się czynnikiem dominującym. Np. liczba rozwodów lawinowo spadła z 48 tys. w 1985 r. do 26 tys. w 1992 r. – Problemy mieszkaniowe i rosnące bezrobocie po wejściu w gospodarkę wolnorynkową powodowały, że wiele par decydowało się na podtrzymanie związku, bo dawał on większe możliwości przetrwania ekonomicznego – mówi Szukalski.

Liczba rozwodów znowu zaczęła rosnąć po 1993 r., gdy polskie społeczeństwo nauczyło się, jak żyć w nowych realiach, a gospodarka przyspieszyła.

Kolejny rozwodowy boom nastąpił po 2004 r.

Wpływ na to miała rosnąca emigracja zarobkowa, która wpłynęła na poluzowanie więzi rodzinnych. To właśnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej, gdy na Zachód wyjechało ponad 1 mln osób, w opracowaniach socjologów i mediach pojawił się termin „eurosieroty”. Dzieci ze związków, które rozpadły się, bo jedno z rodziców wyjechało za chlebem na Zachód. Rozwodowe apogeum przypada na czasy boomu gospodarczego w latach 2006 – 2007, gdy o pracę było łatwo, a płace szybko rosły. – Wówczas małżonkowie dużo łatwiej podejmowali decyzję o zakończeniu związku – mówi Szukalski. – Ojcowie nie martwili się, że nie będą mieli za co płacić alimentów. Z kolei kobietom wydawało się, że same poradzą sobie z wychowaniem dzieci.

Teraz sytuacja się odwróciła i rozwód jest często dla nich po prostu nieopłacalny. I to mimo faktu, że prawo sprzyja osobom samotnie wychowującym dzieci. Ustawa o świadczeniach rodzinnych z 2003 r. sprawiła, że łatwiej mogą otrzymać pomoc ze środków publicznych, a samotne matki czy ojcowie płacą znacznie niższe podatki niż rodzice w stałych związkach.

– Jeszcze trzy lata temu mieliśmy rozwody, po których rodzice nawet nie zmieniali miejsca zamieszkania, a papier z sądu dawał im tylko możliwość zaoszczędzenia kilku, czasem nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych – mówi Brygola. Teraz nawet top przestaje być wystarczającym powodem.

Ludzie rezygnują z rozwodu z powodu obciążeń hipotecznych

OPINIA

Joanna Senkowska

adwokat z Kancelarii Radców Prawnych

W Polsce pary zwykle nie podejmują przed ślubem decyzji o rozdzielności majątkowej, więc po zmianie stanu cywilnego ich majątek jest wspólny. Podział następuje w trakcie sądowego postępowania majątkowego. Małżonkowie muszą wziąć pod uwagę wszystko, co posiadają. W przypadku mieszkania, które zostało kupione na kredyt, sąd może postanowić, komu ową nieruchomość przyznaje.

Największe problemy są z kredytami. Sąd nie rozwiąże problemów między zadłużonym małżeństwem a bankiem. Przy przyznaniu kredytu bank liczył zdolność kredytową każdej strony, nie można podjąć decyzji, że spłata kredytu spadnie na jednego ze współmałżonków.