Syria stanęła w poniedziałek w obliczu dalszych sankcji państw europejskich oraz krytyki ze strony sąsiadujących z nią Turcji i Jordanii po decyzji Ligi Arabskiej o zawieszeniu jej członkostwa w następstwie krwawego tłumienia antyrządowych demonstracji.

Międzynarodowa izolacja Syrii zdaje się pogłębiać, ale reżym w Damaszku ma nadal poparcie Rosji, według której decyzja Ligi Arabskiej była błędna, a syryjska opozycja podżegana jest przez Zachód.

Trwające od 18 marca w Syrii protesty społeczne skierowane są przeciwko represyjnemu reżimowi prezydenta Baszara el-Asada, który w 2000 roku przejął urząd głowy państwa po swym zmarłym ojcu Hafezie el-Asadzie, sprawującym dyktatorskie rządy przez 30 lat. Protesty te mają na ogół charakter pokojowy. Według szacunków ONZ, tłumienie demonstracji pociągnęło dotąd za sobą ponad 3,5 tys. ofiar śmiertelnych. Natomiast syryjskie władze twierdzą, że zbrojne gangi "terrorystyczne" zabiły już 1,1 tys. policjantów i żołnierzy.

W wywiadzie dla BBC król Jordanii Abdullah oświadczył, iż Asad powinien zrezygnować z władzy dla dobra swego kraju. "Uważam, że gdybym był na jego miejscu, ustąpiłbym" - powiedział.

"Ustąpiłbym i zapewniłbym to, że ktokolwiek nastąpiłby po mnie, byłby zdolny zmienić ten stan rzeczy, jaki obecnie widzimy" - dodał jordański monarcha.

Według niego, przed ustąpieniem prezydent Syrii powinien rozpocząć nową erę dialogu politycznego, gdyż w jego otoczeniu nie ma nikogo, kto zmieniłby obecne realia ustrojowe. "Nie sądzę, by system zezwolił na to, zatem jeśli Asad jest zainteresowany losem swego kraju, powinien ustąpić, ale powinien także stworzyć możliwość otwarcia nowej fazy syryjskiego życia politycznego" - podkreślił Abdullah.

Minister spraw zagranicznych Turcji Ahmet Davutoglu oświadczył w poniedziałek na forum parlamentu, że Ankara zainicjuje globalną kampanię w celu powstrzymania Asada przed dalszymi represjami.

"Turecka polityka w tej kwestii jest jawna i jasna. Będziemy wspierać słuszne żądania narodu i zmobilizujemy niezbędne regionalne oraz międzynarodowe platformy do stawienia czoła temu syryjskiemu naciskowi" - powiedział szef tureckiej dyplomacji.

Dodał, że po przeprowadzonych w ciągu weekendu atakach demonstrantów na tureckie placówki dyplomatyczne w Syrii "nie można już ufać syryjskiemu rządowi".

"Zajmiemy najbardziej zdecydowane stanowisko wobec tych ataków i będziemy wspierać naród syryjski w jego słusznej walce" - zaznaczył Davutoglu.

Unia Europejska zgodziła się w poniedziałek rozszerzyć dotychczasowe restrykcje wobec najważniejszych przedstawicieli reżymu syryjskiego na kolejnych 18 osób, zaangażowanych w tłumienie protestów. Obradujący w Brukseli ministrowie spraw zagranicznych państw unijnych zaaprobowali również plan zablokowania Damaszkowi dostępu do funduszy Europejskiego Banku Inwestycyjnego.