Przytłaczającą większością (98 proc.) mieszkańcy południowego Sudanu opowiedzieli się w referendum za niepodległością. Zasobne w ropę terytoria staną się 197.
państwem na świecie. Jeszcze do niedawna przewidywano, że plebiscyt zakończy się krwawą wojną domową. Rządzący w Chartumie satrapa Omar al-Baszir jest jednak skłonny uznać prawo Dżuby (stolicy południa) do niepodległości. W zamian Ameryka zapomni, że nie jest demokratą, a w przeszłości na jego rozkaz oddziały paramilitarne zabijały w Darfurze, za co do dziś jest ścigany przez ONZ-owski trybunał. Już teraz Waszyngton ma nagrodę dla Omara. Specjalny przedstawiciel USA ds. Sudanu Princeton Lyman zapowiedział, że w ciągu 30 dni kraj zostanie skreślony z listy państw, które popierają terroryzm.
Sporne pozostaje ustalenie statusu prowincji Abyei, gdzie znajdują się najważniejsze pokłady ropy. Jeśli i to uda się rozstrzygnąć pokojowo, północ i południe będą musiały jeszcze ustalić, jak podzielą się z ewentualnych zysków z ropy.
sr