Koniec wystąpienia miał zaś być następujący: "Święty Boże! Święty Mocny! Święty a Nieśmiertelny! - zmiłuj się nad nami. Od powietrza, głodu, ognia i wojny - wybaw nas Panie. Od nagłej i niespodziewanej śmierci - zachowaj nas Panie. My, grzeszni, Ciebie Boga prosimy - wysłuchaj nas Panie!".

"Zawsze służył modlitwą, także w tych najbardziej dramatycznych okolicznościach, np. przy grobach poległych żołnierzy. Dzisiaj sam potrzebuje naszej modlitwy" - powiedział premier Donald Tusk podczas ceremonii powitania trumien z ciałami ofiar katastrofy.

Bp Płoski, który miał przewodniczyć modlitwom na cmentarzu w Katyniu, zginął w sobotniej katastrofie samolotu pod Smoleńskiem razem z 95 innymi osobami, w tym swoim sekretarzem ks. ppłk. Janem Osińskim. Ich pogrzeb odbędzie się w poniedziałek w Katedrze Polowej; spoczną w krypcie kaplicy lotników.

Bp Płoski urodził się 9 marca 1956 r. w Lidzbarku Warmińskim. W 1976 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Olsztynie, gdzie odbył studia filozoficzno-teologiczne. 6 czerwca 1982 r. w katedrze olsztyńskiej przyjął święcenia kapłańskie. Przez rok pracował jako wikariusz w parafii pw. św. Józefa w Morągu. Studiował prawo kanoniczne na KUL.

W 1992 r. został oddelegowany do Ordynariatu Polowego WP i 1 czerwca 1992 r. objął urząd notariusza, następnie w 1994 roku - szefa wydziału duszpasterskiego Kurii Polowej w Warszawie. Był pierwszym z kapelanów wojskowych absolwentem Podyplomowego Studium Operacyjno-Strategicznego w AON. Od 1995 r. dziekan Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW, a po ich rozwiązaniu - w 2000 r. kapelan BOR.

16 października 2004 r. został mianowany przez papieża Jana Pawła II biskupem polowym WP - był następcą abp. Sławoja Leszka Głódzia. 26 listopada 2004 r. został Krajowym Duszpasterzem Kombatantów; był też delegatem KEP ds. Duszpasterstwa Harcerzy. Od 23 czerwca 2005 r. był członkiem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa; był też członkiem Rady Muzeum Powstania Warszawskiego.

Na co dzień był człowiekiem bardzo otwartym, pogodnym, jak z rękawa sypał dowcipami - często tak rubasznymi, jak tylko uchodzi to w wojsku - wspominają szkolni koledzy duchownego.

Ewa Gierdys, szkolna koleżanka bp. Płoskiego, która obecnie szefuje Młodzieżowemu Domowi Kultury w Lidzbarku Warmińskim, mówiła, że był on bardzo otwartym człowiekiem i "nie zadzierał nosa z powodu kościelnej funkcji". "Ze mną to nawet tańczył na zjeździe absolwentów" - powiedziała. Na jednym z takich spotkań bp Płoski miał się przyznać kolegom, że wstąpił do seminarium, by uciec przed wojskiem. "Śmiał się, że przed wojskiem uciekał, a to ono okazało się jego powołaniem i przeznaczeniem" - powiedziała Gierdys.

Szkolnym kolegą biskupa Płoskiego był też obecny marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Jacek Protas. On wspomina biskupa jako osobę "sypiącą jak z rękawa rubasznymi, żołnierskimi dowcipami". "Ale gdy trzeba było, był poważny i skupiony" - zaznaczył Protas. Dodał, że lidzbarscy koledzy skomentowali śmierć bp. Płoskiego mówiąc, że "poszedł się spotkać z Waldkiem Milewiczem". Zastrzelony w Iraku korespondent TVP także był szkolnym kolegą duchownego. "Tadeusz niedawno święcił ulicę imienia Waldka Milewicza, teraz i jego zabrakło. Bardzo będzie nam go brakowało, na wrzesień planujemy kolejny zjazd absolwentów" - powiedział Protas.

W przemówieniu, które bp Płoski miał wygłosić w Katyniu, pytał on "Ile dowodów trzeba przedstawić ludziom, aby wreszcie uwierzyli w Boże działanie? Słowo Boże wybrane na 70. rocznicę zbrodni katyńskiej pokazuje także, że nie jest to sprawa łatwa". Tekst wystąpienia głosił, że "niektórzy ludzie tak bardzo boją się Boga, że wolą zaprzeczać Jego działaniu, wbrew najbardziej oczywistym, wręcz krzyczącym świadectwom Jego obecności i działania. Wolą sami milczeć, co więcej, wolą zmuszać innych do milczenia, byle tylko zachować swoiste +status quo+, nie wymagające wysiłku nawrócenia i zmiany myślenia".

Dalej biskup pytał: "Czy nie jest tak, że wciąż wolimy bardziej słuchać ludzi, niż Boga? Czy nie próbujemy za bardzo dopasowywać się do ludzkich poglądów, usiłując nasze doświadczenie wcisnąć w ramy poprawności społecznej i politycznej? Czy nie łatwiej nam odrzucać dowody Bożego działania, byle tylko zachować swój, często budowany latami, wizerunek w pracy czy towarzystwie. Bóg jednak oczekuje od nas czegoś innego...".

Bp Płoski podkreślał, że "w świecie mnogości głosów i idei, w czasach zalewu informacji, musimy umieć praktycznie postępować w kwestii wyboru autorytetów, osób lub instytucji, które obdarzymy zaufaniem na tyle, że pozwolimy im kształtować naszą doczesność i wieczność, uczynimy z nich naszych życiowych doradców. Musimy umieć zdecydować, kogo i czego będziemy słuchać bardziej, a kogo i czego mniej lub wcale".

"Jeśli Boga mamy słuchać +bardziej+, to Bóg ma być autorytetem w sprawach życia rodzinnego, małżeńskiego, wychowania, życia codziennego. Bóg ma być autorytetem w kwestii polityki, kultury, historii, sztuki, prawa, filozofii. Bóg ma być autorytetem w sprawach medycyny i opieki społecznej, przedsiębiorczości, sukcesu. Bóg ma być autorytetem w kwestiach wiary, Kościoła, religii... W każdej z tych dziedzin są też ludzkie autorytety. I, oczywiście, słuchajmy ich. Tylko zawsze pamiętajmy, że aby nie przegrać życia, +trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi+. Tak. Bóg zna się na wszystkim doskonale. Wszystko wie najlepiej. Warto zatem Go słuchać..." - miał mówić bp Płoski.

Pytał dalej: "Co można zrobić z prawdą w świecie pełnym kłamstwa? Oprawić w ramkę i powiesić na ścianie? Co można, a co należy z nią robić? Może trzeba jej bronić? Choć niektórzy twierdzą, że prawda obroni się sama, to jest to chyba dość naiwny pogląd. Bałagan nie sprząta się sam, problemy nie rozwiązują się same, a prawda miała by się sama obronić?". Według biskupa "prawda potrafi być wielkim ciężarem, źródłem spokoju, punktem oparcia, powodem rozterek... Czy prawda jest ważniejsza od szczęścia? Czy można być szczęśliwym bez prawdy?".

Zaznaczył, że nie każda prawda wyzwala i nie zawsze wyzwala. "Nie zawsze, ponieważ potrzebuje swojego, właściwego czasu, aby mogła zajaśnieć w pełnym blasku. Wielokrotnie na ów czas trzeba czekać, długo czekać i trzeba go rozpoznać, gdy nadejdzie. Prawda wyjawiona za wcześnie lub za późno zamiast świecić - roztacza wokół siebie ciemność. Zamiast wyzwalać - niszczy" - miał mówić bp Płoski - "Wraz z prawdą otrzymujemy wolność, ponieważ prawda jest miarą wolności. Jeżeli dobrze skorzystamy z wolności, prawda przyniesie nam wyzwolenie".

Biskup podkreślał, że "Hitler i jego potworne zbrodnie zostały już osądzone i potępione, a Stalin i system komunistyczny winien śmierci milionów ofiar, w tym setek tysięcy Polaków, pozostaje nadal bezkarny". "70 lat temu sowieckie NKWD przystąpiło do wykonywania polecenia Stalina i towarzyszy, którzy postanowili zgładzić tysiące polskich oficerów, policjantów i funkcjonariuszy państwowych uznanych za zdeklarowanych i nierokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej. Nie rokowali nadziei, że da się ich urobić do konsystencji ludzi sowieckich, wobec czego byli wrogami, których należało unicestwić" - przypominał biskup. Cytował też słowa "Ballady Katyńskiej" Jacka Kaczmarskiego.

"Dziękujemy Ojcu Świętemu za to wszystko, co uczynił dla Golgoty Wschodu, dla jej pamięci, dla świadomości i tożsamości młodych pokoleń. Modlimy się żarliwie, aby i tam, w Niebie, stał się orędownikiem Golgoty Wschodu, tak jak czynił to w czasie swojej posługi tu, na ziemi" - miał mówić bp Płoski w swym niewygłoszonym przemówieniu. (PAP)

sta/ ral/ bno/ jra/