Wśród odznaczonych około 20 pracowników IPN, znalazł się jego szef Janusz Kurtyka, Piotr Gontarczyk - współautor książki "SB a Lech Wałęsa" oraz Jan Żaryn - szef pionu naukowego IPN, autor wstępu do opublikowanej niedawno książki "Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982-1984".
Lech Kaczyński podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim podkreślał, że IPN stworzył grupę ludzi, "którzy wykazali odwagę". Szczególne podziękowania składał prezesowi Instytutu.
"Polska dalej wymaga odwagi (...) przeciwstawiania się temu co w danej chwili uchodzi za poprawne, nawet jeżeli ta poprawność jest sprzeczna z elementarnym poczuciem moralnym, z elementarną sprawiedliwością" - mówił prezydent.
"Jest jeszcze druga wartość związana z działalnością IPN - wolność badań naukowych, która tu realizowana jest w szczególnej instytucji. Ale ostatnio zakwestionowano ją także jeżeli chodzi o wolność akademicką" - zaznaczył Lech Kaczyński.
Nawiązał w ten sposób do publikacji związanego z IPN Pawła Zyzaka. W książce "Lech Wałęsa. Idea i historia" opartej na obronionej w czerwcu 2008 pracy magisterskiej napisano, że Wałęsa był agentem SB i w czasach młodości miał nieślubne dziecko, "sikał do kropielnicy" i "był nożownikiem z kompleksem Edypa".
To właśnie ta publikacja wywołała ostatnio dyskusję na temat IPN. Premier Donald Tusk mówił m.in., że potrzebne jest "odpolitycznienie i odideologizowanie" prac kolegium IPN.
Janusz Kurtyka w swoim wystąpieniu ocenił, że praca IPN choć żmudna i wymagająca wysiłku, jest prosta, ale budzi niezwykłe emocje. Według niego, jest tak dlatego, że narusza ona rozmaite "interesy środowiskowe, polityczne". "Właśnie dlatego potrzebna nam jest odwaga". "IPN na pewno służył, służy i będzie służył nauce, Rzeczpospolitej i prawdzie" - powiedział.
W rozmowie z dziennikarzami Kurtyka mówił, że odznaczeni są szczęśliwi za docenienie ich pracy. Pytany, czy nie boi się zmiany kolegium IPN i własnego odwołania, odmówił wypowiedzi.
Wałęsa, odnosząc się do przyznania współautorowi książki zarzucającej mu współpracę z SB Krzyżu Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski powiedział, że odznaczenie zostało wręczone "za kłamstwa w historii Polski".
"To, co oni robią i jak to robią to są kłamstwa, to jest fałsz i za to Kaczyński odznacza. Niech tak będzie, on zapłaci za to cenę w swoim czasie" - komentował w radiu TOK FM Lech Wałęsa.
Krytycznie do odznaczenia pracowników Instytutu odniósł się poseł PO Sebastian Karpiniuk
Jak ocenił, inicjatywa prezydenta jest kolejnym dowodem na to, że L. Kaczyński nastawiony jest na konfrontację. "Wtedy, kiedy IPN ma na tyle mocny przechył, że prawie się zatapia, to pan prezydent jeszcze bardziej roznieca ogień" - powiedział Karpiniuk.
Zapowiedział, że w ciągu 3-4 tygodni do Sejmu trafi nowela ustawy o IPN, która uniemożliwi politykom zasiadanie w kolegium Instytutu. Zastrzegł, że nowela nie zmieni najprawdopodobniej sposobu powoływania członków kolegium, może natomiast zmienić relacje między prezesem a kolegium Instytutu.
Pytany, czy Janusz Kurtyka może być pewien, że nie zostanie odwołany ze stanowiska, Karpiniuk odparł, że ustawa o IPN ściśle definiuje okoliczności, w których można odwołać prezesa Instytutu. Zgodnie z ustawą, kolegium IPN wnioskuje o odwołanie prezesa m.in. w sytuacji, kiedy "nie wypełnia obowiązków nałożonych przez ustawę lub działa na szkodę Instytutu".
Szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak wyraził żal i ubolewanie, "że prezydent włączył się w kampanię wielkiej nienawiści w stosunku do wielu zasłużonych Polaków, którą prowadził Janusz Kurtyka i jego najbliżsi współpracownicy".
Jak ocenił, prezydent "swoim działaniem i postawą" wpisuje się we "wszystkie akty agresji ze strony przedstawicieli IPN w stosunku do polityków, wielu środowisk i ludzi".
Podobną opinię wyraził szef klubu PSL Stanisław Żelichowski
"To jest typowy gest polityczny. Jeżeli takie odznaczenie należy się panu prezesowi Kurtyce, to każdy Polak powinien je dostać" - powiedział. Polityk zarzucił Instytutowi, że zajmuje się głównie ściganiem tych, którzy walczyli z komunizmem, a nie tych, "którzy rzeczywiście powinni być ścigani".
IPN broni Prawo i Sprawiedliwość. Prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że Instytut Pamięci Narodowej jest instytucją o ogromnych zasługach, a ataki na niego są niczym nieuzasadnione.
"Uważamy, że nie jest tak, że jednych polityków, czy znanych ludzi można traktować bez żadnych ograniczeń, a wobec innych należy wybudować mur i nie wolno słowa na ich temat powiedzieć. Tę metodę zdecydowanie odrzucamy" - podkreślił Kaczyński.
Oświadczenie wydało kolegium IPN
"Odrzucamy zarzut, jakoby członkowie kolegium IPN kierowali się sugestiami lub dyrektywami partii politycznych" - napisano w nim. Kolegium zwróciło uwagę na "konsekwencje atmosfery tworzonej w ostatnich dniach przez część polityków i opiniotwórczych mediów wokół prezesa i kolegium".
"Istotnym elementem tej sytuacji są wypowiedzi przedstawicieli rządu i niektórych najważniejszych polityków rządzącej partii, co członkowie kolegium mają prawo odebrać jak formę politycznych nacisków: albo dr hab. Janusz Kurtyka zostanie przez kolegium odwołany z funkcji prezesa IPN, albo ustawa zostanie znowelizowana w celu zmiany składu kolegium" - głosi stanowisko.
Z kolei prezydium Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" przyjęło we wtorek stanowisko, w którym domaga się zaniechania politycznych ataków na IPN i wzywa do zapewnienia Instytutowi nieskrępowanego i niezależnego funkcjonowania.
"To "Solidarność" inspirowała powstanie Instytutu Pamięci Narodowej i rozpoczęła proces lustracji. I to nie "Solidarność", ani IPN odpowiada za niewykonanie lustracji i dekomunizacji. Dlatego z całą mocą domagamy się zaniechania politycznych ataków na Instytut i umożliwienie mu wypełniania ustawowej misji, do której został powołany" - napisali autorzy stanowiska.
Przed kancelarią premiera w Warszawie Prawica Rzeczypospolitej zorganizowała pikietę pod hasłem "Zostawcie IPN w spokoju". Uczestniczyło w niej około 20 osób, m.in. były marszałek Sejmu Marek Jurek.