Chodzi o poparcie jakiego prezydent Kaczyński udzielił na piątkowej kolacji na szczycie NATO kandydaturze duńskiego premiera Andersa Fogh Rasmussena na nowego sekretarza generalnego NATO.
Jak ustaliła PAP, instrukcje polskiego rządu - miały polegać na tym, by "grać na zwłokę", tak by decyzja nie zapadła na obecnym szczycie NATO we francuskim Strasburgu i niemieckich miastach Kehl i Baden-Baden.
W Polsce pewne nadzieje wciąż wiązane były bowiem z kandydaturą ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na szefa Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło, choć potwierdza, że prezydent Kaczyński poparł Rasmussena, to w rozmowie z PAP dał do zrozumienia, że nie było żadnych instrukcji rządowych.
Jak powiedział Szczygło, prezydent rozmawiał z premierem Danii jeszcze przed kolacją, tuż po koncercie. Pytany, czy powodem stanowiska Lecha Kaczyńskiego była informacja od samego Rasmussena o poparciu, jakiego udziela mu polski premier Donald Tusk Szczygło odpowiedział: "Nie była to informacja z jednego źródła. Powodem był także brak jakichkolwiek innych sugestii ze strony rządu; nie udało się nam dodzwonić do premiera".
Już w nocy z piątku na sobotę polskie źródła dyplomatyczne donosiły, że prezydent Kaczyński, zabierając głos podczas kolacji na szczycie NATO w Baden-Baden, miał poprzeć kandydaturę premiera Rasmussena na sekretarza generalnego NATO, a nie Radosława Sikorskiego.
To wzbudziło zdziwienie polskich źródeł, gdyż prezydent RP miał przemawiać jeszcze przed tureckim prezydentem Abdullahem Gulem. Turcja zgłaszała najwięcej wątpliwości w sprawie kandydatury Rasmussena.
Podczas kolacji pierwszego dnia szczytu przywódcom państw NATO nie udało się osiągnąć konsensusu w sprawie następcy obecnego sekretarza generalnego Sojuszu Jaapa de Hoop Scheffera. Kandydaturę Rasmussena zablokowała Turcja.