Sam się dziwię, że to piszę, ale „zdobywanie” kościołów i obrażanie wiernych podczas nabożeństw było uderzeniem celnym. Odpychającym, lecz skutecznym.
Więcej happeningów z piekła rodem zapewne nie ma sensu, ale jednorazowe zaznaczenie ważnego pola konfliktu nie było przypadkiem. Nawet najmniej spostrzegawczy duchowny ujrzał, że skończyła się epoka. Kościół długo znaczył więcej niż inne instytucje – ale tak już nie będzie. Orzeczenie TK zostanie, być może, jakoś złagodzone. Coś się ze sterownością PiS, być może, stanie. Może nawet doświadczymy nowego „13 grudnia” – to jednak wszystko furda, bo liczy się zmiana długookresowa, ta w ludzkich głowach. Na naszych oczach Kościół staje się „niewybieralny” (jak określano kiedyś w Wielkiej Brytanii socjalizm). To dlatego aktyw strajku kobiet chce „wyp…” Szymona Hołownię – bo jest katolikiem, kropka. Kościół ma się bać – i będzie, bo skoro można przerwać mszę, to można i zabrać lekcje religii ze szkół i preferencje finansowe.
Reklama
Od kilku dni słyszymy z ust zwolenników obecnych protestów rady i apele, by „omijać kościoły szerokim łukiem”. Raz argumentuje się pragmatycznie – ataki na wiernych zniechęcają do protestów ludzi środka. Tak, zniechęcają. Innym razem ideowo – złą wizytówką walki o wolność jest naruszanie wolności innych. Racja, złą. Jeszcze innym zdroworozsądkowo – wśród idących do kościoła jest po prostu wielu wrogów PiS, a już na pewno wrogów ostatniego orzeczenia trybunału. Trzy do zera. Tak, w walce z orzeczeniem TK wdarcie się do świątyni nie pomaga. W zmianie świadomości pomaga bardzo, pokazuje: zabieramy wasze płaszcze i niby co nam zrobicie?
Usłyszałem w dniach protestów od trzydziestoletniej, mało związanej z Kościołem kobiety: „Wciąż mówię «proszę księdza», bo tak jakoś samo mi przychodzi”. Ja też tak mówię, automatycznie. Widzę w księżach ludzi trudnej służby, ludzi pewnego poziomu refleksji moralnej wynikającej z wykonywanego, specyficznego zawodu. Takie mam doświadczenia, to tak postrzegam. Przestrzeń zachowań społecznych na naszych oczach zdobywa pokolenie widzące w księżach nieudaczników, którzy schowali się pod skrzydłami instytucji ukrywającej ich żałosne oblicze. Albo widzi zboczeńców. Schowanych, bo niewybieralnych.