Polityczna Polska wstrzymała oddech w oczekiwaniu na stanowisko Jarosława Gowina i posłów jego Porozumienia. Czy ich głosami zostanie zablokowana ustawa o jedynie korespondencyjnym głosowaniu?
Jeśli pozwolą wejść jej w życie, rząd ma dwa, trzy dni na przeprowadzenie wielkiej operacji wysyłania kart do głosowania do skrzynek pocztowych obywateli. Już naruszył fundamentalne zasady, szykując te karty, kiedy ustawy jeszcze nie ma, bo tkwi w Senacie. To nowe prawo pozwala marszałek Sejmu przenieść termin wyborów na 17 lub 23 maja. Skądinąd i to rozwiązanie jest prawnie wątpliwe. Nie zmienia się reguł gry podczas jej trwania.
Gdyby ustawa padła, PiS może ogłosić szybko stan klęski żywiołowej, tak aby przenieść wybory na sierpień. Długie tygodnie dowodził, że to niemożliwe. Alternatywnym rozwiązaniem jest próba przeprowadzenia wyborów według tradycyjnego modelu. Korespondencyjnie głosowaliby tylko seniorzy i ludzie w kwarantannie. Jednak machina wyborcza została dostosowana do wyborów całkowicie korespondencyjnych – stworzono na przykład rzadszą sieć komisji. No i takie wybory ze staniem w ogonkach do urn są łatwiejsze do zaatakowania jako niebezpieczne z punktu widzenia wymogów sanitarnych. Co paradoksalne, w kuluarowych rozmowach to termin 23 maja stał się nagle kompromisową ofertą PiS. Czy Gowin z częścią opozycji mogą na nią przystać?