Reklama
Jakie są największe wyzwania dla Ursuli von der Leyen i jej Komisji?
Jednym z największych będzie osiągnięcie porozumienia w sprawie kolejnego budżetu Unii Europejskiej. Propozycja, którą przedstawiła Komisja, jest dobra i skierowana na przyszłość: dwa razy więcej pieniędzy ma być przeznaczonych na programy, które koncentrują się na pomocy młodym Europejczykom, takie jak Erasmus.
Migracja jest kolejnym wielkim wyzwaniem i pozostaje poważnym problemem dla Europejczyków. Komisja musi to wziąć pod uwagę i znaleźć właściwą równowagę między solidarnością a odpowiedzialnością, pomagając osobom uprawnionym do ubiegania się o ochronę i jednocześnie zapewniając skuteczniejsze procedury powrotu do swoich krajów osobom, które nie mają prawa pozostać w Unii.
Trzecim wyzwaniem jest zmiana klimatu. Zaangażowanie przewodniczącej von der Leyen w walkę ze zmianami klimatu jest oczywiste i rozumiem, że jest to obszar, w którym od samego początku będzie dużo pracy – na przykład w ramach europejskiego zielonego porozumienia i ambicji osiągnięcia neutralności klimatu do roku 2050. Musimy dawać dobry przykład, ale sama UE generuje zaledwie 9 proc. globalnych emisji! Reszta świata też musi się zaangażować. Wyzwaniem będzie utrzymanie naszego globalnego przywództwa w tym zakresie. To jest możliwe. Na przykład porozumienie paryskie nie byłoby możliwe bez UE – ale ten poziom zaangażowania naszej dyplomacji musimy utrzymać.
Oprócz wyżej wymienionych wyzwań osobiście byłbym bardzo zadowolony, gdyby nowa Komisja położyła nacisk również na gospodarkę o obiegu zamkniętym, sztuczną inteligencję, bezpieczeństwo i obronę, nasze stosunki z Afryką, a także praworządność.
W ciągu ostatnich czterech lat był pan wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej ds. zatrudnienia, wzrostu, inwestycji i konkurencyjności, w tym czasie w Polsce było głośno o tzw. dyrektywie transportowej. Co pan sądzi regulacjach UE dotyczących delegowania pracowników?
Zmiana dyrektywy w sprawie pracowników delegowanych nie była łatwym zadaniem i nie jest tajemnicą, że istniały różnice w podejściu poszczególnych krajów. Częściowo dlatego, że wpływ delegowanych pracowników różni się znacznie w poszczególnych państwach członkowskich i sektorach. Na przykład Niemcy, Francja i Belgia to trzy kraje, które przyciągają największą liczbę osób – łącznie około połowy wszystkich delegowanych pracowników w UE. Z kolei Polska wraz z Niemcami i Francją najwięcej ich delegują.
Od czasu wprowadzenia przepisów w 1996 r. sytuacja gospodarcza i rynek pracy radykalnie się zmieniły. W ciągu ostatnich 20 lat jednolity rynek się powiększył, a różnice w wynagrodzeniach wzrosły, co zachęcało do korzystania z delegowania jako sposobu na wykorzystanie tych różnic.
Teraz mamy prawodawstwo gwarantujące, że w Unii nie ma pracowników drugiej kategorii.
W Polsce jest to postrzegane jako ruch przeciwko naszej gospodarce i pobudzanie gospodarek „starszych członków”, zwłaszcza Francji.
Nie zgadzam się z tym. Mamy kompromis, który poparła większość państw członkowskich UE – nowych i starych. Ponadto przegląd przepisów leży zdecydowanie w interesie państw członkowskich, które wysyłają proporcjonalnie dużą liczbę pracowników delegowanych, takich jak Polska. Po pierwsze, zmiana daje pracownikom delegowanym czy to z Polski, czy z innych krajów taką samą płacę za tę samą pracę w tym samym miejscu. Po drugie, obywatele i przedsiębiorstwa w całej UE mają równe szanse. Jasne, uczciwe i możliwe do wyegzekwowania przepisy to jedyny sposób, aby zapewnić, że państwa członkowskie nie skorzystają ze środków protekcjonistycznych. A to leży w interesie całej UE.
Czego oczekuje pan w tej dziedzinie od nowej Komisji?
Dzięki pracy Komisji Europejskiej mamy nowy Europejski Urząd ds. Pracy, który właśnie rozpoczął swoją działalność i będzie wspierać wszystkie państwa członkowskie jako źródło informacji na temat praw i obowiązków związanych z mobilnością siły roboczej w UE i egzekwowaniem istniejących zasad. Oczekuję, że wraz z partnerami społecznymi i państwami członkowskimi nowa Komisja będzie w pełni zaangażowana w to, by ELA z siedzibą w Bratysławie operacyjnie działała od 2024 r.
W Komisji zajmował się pan też konkurencyjnością. W jaki sposób UE może pomóc w tworzeniu miejsc pracy?
W pierwszym miesiącu naszej kadencji uruchomiliśmy plan inwestycyjny dla Europy, którego celem jest zwiększenie inwestycji w całej Europie, wzmocnienie gospodarki i tworzenie miejsc pracy. Do tej pory pomógł on w stworzeniu 1,1 mln miejsc pracy i założenie jest takie, że do 2022 r. stworzy w sumie 1,7 mln. Jest to wynik inteligentnego wykorzystania budżetu UE w celu zwiększenia finansowania prywatnego, usunięcia barier inwestycyjnych oraz zapewnienia widoczności i wsparcia technicznego dla potencjalnych projektów. W Polsce plan inwestycyjny dla Europy ma zainicjować 21,2 mld euro w dodatkowych inwestycjach i pomóc ponad 75 tys. MSP w skorzystaniu z lepszego dostępu do finansowania.
W jaki sposób UE może zachęcać do tworzenia miejsc pracy w sektorze zaawansowanych technologii?
Problemem, przed którym stoimy, nie jest brak miejsc pracy, ale brak umiejętności cyfrowych. 40 proc. europejskich firm ma trudności ze znalezieniem specjalistów ICT. Szacuje się, że czeka na nich pół miliona wolnych etatów. Właśnie dlatego zaproponowaliśmy dostosowanie kolejnego długoterminowego budżetu UE na lata 2021–2027 do rosnących wyzwań cyfrowych i zainwestowanie 700 mln euro, aby zapewnić, że pracownicy będą mieli możliwość łatwego zdobycia zaawansowanych umiejętności cyfrowych.
Kilka innych inicjatyw już przynosi rezultaty. Na przykład od 2018 r. zapewniamy 7,2 tys. studentów i niedawnych absolwentów staże zawodowe w takich dziedzinach jak cyberbezpieczeństwo, big data, technologia kwantowa czy uczenie maszynowe.
Ważne jest, aby zająć się brakiem umiejętności od podstaw. Musimy unowocześnić nasze systemy edukacji i szkolenia, aby odpowiednio przygotować młodych ludzi. I przejść do uczenia się przez całe życie, tak by pracownicy dostosowywali swoje umiejętności do zmieniających się potrzeb rynku pracy.