Bez względu na wynik unijnego szczytu Polska będzie musiała odejść od węgla. Dziś pozostała nam jedynie gra o czas i pieniądze, które pomogą zamortyzować tę zmianę.
Na rozpoczynającym się dziś szczycie liderzy krajów UE wrócą do – przerwanej czerwcowym wetem Polski, Czech, Węgier i Estonii – dyskusji nad przyjęciem przez Wspólnotę celu neutralności klimatycznej do 2050 r. Jednogłośne przyjęcie takiego stanowiska jest dla nowej szefowej Komisji Europejskiej podwójnie ważne: byłby to pierwszy poważny sukces Ursuli von der Leyen w dziedzinie, która ma być dla niej sztandarowa, i symboliczne określenie roli UE jako światowego lidera zmagań ze zmianami klimatycznymi. Od czasu pierwszej próby przyjęcia deklaracji w sprawie neutralności klimatycznej zdanie zmieniła Estonia. Nie jest jednak jasne, czy uda się pokonać opór pozostałych trzech krajów. Choć Warszawa wydawała się zachęcona zwiększeniem proponowanych przez KE środków na transformację energetyczną z 35 do 100 mld euro.
Wczoraj von der Leyen, ogłaszając przyjęcie przez kolegium komisarzy jej projektu Europejskiego Zielonego Ładu, podkreślała konieczność zapewnienia, by „nikt nie pozostawał z tyłu”. Powtórzyła, że KE chce zmobilizowania i wsparcia najbardziej narażonych branż kwotą 100 mld euro. – Ta transformacja albo będzie działała dla wszystkich i będzie sprawiedliwa, albo nie będzie działała wcale – mówiła.