Donald Trump wykorzystał podczas szczytu G7 swoją ulubioną taktykę: najpierw walnął pięścią w stół, a potem wyciągnął do Pekinu rękę na zgodę.
Do zmiany narracji u amerykańskiego przywódcy dochodzi w trakcie weekendu. Jeszcze w piątek stan relacji między Chinami a USA był opłakany – Pekin dopiero co podwyższył cła na produkty z USA, a Trump nazwał na Twitterze chińskiego lidera Xi Jinpinga „wrogiem”. W niedzielę rzecznik prasowa Białego Domu Stephanie Grisham zapewniała, że prezydent nie tylko nie żałuje wojny handlowej z Chinami – żałuje, że nie podniósł ceł na chińskie towary jeszcze wyżej.
Ale już w poniedziałek Trump nazwał prezydenta Państwa Środka „wspaniałym liderem”, który „zna życie”. – Sorry! Ja tak negocjuję. Po prostu tak negocjuję. Służyło mi to na przestrzeni lat, a teraz służy jeszcze bardziej naszemu krajowi – tłumaczył podczas szczytu G7, zapytany o częste zwroty narracyjne. Z tą ostatnią tezą niektórzy mogą się jednak nie zgodzić, zwłaszcza amerykańscy farmerzy, którzy swoje płody rolne sprzedawali wcześniej do Państwa Środka. Jeszcze w 2014 r. eksport rolny ze Stanów Zjednoczonych na drugi brzeg Pacyfiku miał wartość 24 mld dol. (dla porównania to niewiele mniej niż wartość całego eksportu rolno-spożywczego Polski do Unii Europejskiej w 2018 r.). W 2018 r. zaś spadł do 9 mld dol.
Reklama
Jak pisze „The New York Times”, w niektórych stanach nerwowość wśród rolników jest tak duża, że publicznie wygwizdują przedstawicieli administracji. Taki los w tym miesiącu spotkał sekretarza rolnictwa Sonny’ego Perdue, który na spotkaniu w Minnesocie postanowił rozluźnić atmosferę żartem na temat narzekań producentów rolnych. „Jak nazwiemy dwóch rolników w piwnicy?” – zapytał, a odpowiedź brzmiała: „Piwniczką na wina” – w języku angielskim nazwa tego trunku („wine”) jest fonetycznie zbliżona do czasownika „to whine” (jęczeć, marudzić).

Reklama
O ile nie dojdzie do nagłej zmiany stanowiska Chin w kwestii ochrony własności intelektualnej, państwowej pomocy dla przedsiębiorstw czy nierównego traktowania zagranicznych przedsiębiorców (a także mechanizmów, które pozwoliłyby takie zapisy egzekwować), to wiele wskazuje na to, że obie strony okopały się na swoich stanowiskach. Pekin zdaje się liczyć na to, że cła odwetowe nałożone m.in. na produkty rolnicze uderzą Trumpa osobiście tam, gdzie zaboli go najbardziej – wśród jego wyborców w republikańskich stanach, którym podobała się protekcjonistyczna retoryka.
Ale nawet jeśli prezydent straci trochę głosów – co zmniejszy jego szanse na reelekcję – to Pekin nie może mieć gwarancji, że jego następca będzie bardziej przychylny dla Państwa Środka. Wręcz przeciwnie – jeśli coś w tej chwili łączy republikanów i demokratów, to właśnie nieustępliwa polityka względem Chin. Waszyngton więc czeka, aż utrata miejsc pracy związana z przenoszeniem produkcji poza ChRL (efekt amerykańskich ceł) stanie się na tyle dotkliwa, że oficjele z Pekinu sami zaczną prosić o podpisanie porozumienia handlowego.
Według słów prezydenta Trumpa na szczycie G7, już to zrobili, co jednak zostało zdementowane przez Hu Xinjina, redaktora naczelnego dziennika „Global Times”. W ciągu ostatniego pół roku taki zamiar wyprowadzki z Chin ogłosiło lub rozważa publicznie wiele znanych przedsiębiorstw, w tym producenci elektroniki, jak Dell czy HP. – Ich łańcuch rozsypuje się w sposób, jakiego jeszcze świat nie widział. A kiedy już to się stanie, to będzie go bardzo trudno poskładać z powrotem – komentował Trump sytuację Chin, których siła w dwóch ostatnich dekadach polegała właśnie na tym, że stanowiły „one stop shop” praktycznie dla dowolnej kategorii produktów.
Nawet jeśli wojna handlowa między USA a Chinami kładzie się cieniem na globalnej gospodarce, sama idea wolnego handlu ma się całkiem nieźle. Podczas szczytu G7 Waszyngton i Tokio ogłosiły intencję podpisania we wrześniu częściowego porozumienia o wolnym handlu (nie obejmuje m.in. produktów motoryzacyjnych). Byłby to kolejny front, na którym Trump mógłby ogłosić zwycięstwo: prezydent na początku kadencji był krytyczny wobec charakteru wymiany handlowej między USA a Japonią. Innym takim frontem, nawet jeśli tylko częściowo wygranym, była renegocjacja porozumienia o wolnym handlu w Ameryce Północnej.