Podczas czerwcowego szczytu UE w Brukseli zapadły szczegółowe ustalenia co do tego, w jaki sposób Litwa, Łotwa i Estonia zostaną zintegrowane z europejską siecią elektroenergetyczną.
DGP
Kluczowym elementem przedsięwzięcia jest budowa kabla podmorskiego (HVDC) Harmony Link, który połączy Polskę i Litwę. Łącze ma zostać oddane do użytku do 2025 r., a budowa ruszyć za cztery lata, jednak już teraz można prognozować, że potencjalnym wyzwaniem, również dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych, stanie się Federacja Rosyjska.
Kwestia synchronizacji sieci elektroenergetycznej państw bałtyckich z systemem wewnątrzunijnym była dyskutowana już od długiego czasu. Dość powiedzieć, że pierwotnie Litwa, Łotwa i Estonia badały możliwość odłączenia się od poradzieckiego systemu IPS/UPS (tj. bezpośrednio od rosyjskiej i białoruskiej sieci) jeszcze w latach 90. i 2000. Prawdziwego rozpędu działania nabrały jednak w ostatnich latach, kiedy to zapadła też ostateczna decyzja, że Bałtowie będą synchronizować się z systemem kontynentalnym, a nie nordyckim: tj. za pośrednictwem Polski. Projekt wsparła również politycznie i finansowo Unia Europejska, podkreślając jego strategiczne znaczenie dla budowy wewnątrzunijnego rynku.
Jak łatwo się domyślać, integracja państw bałtyckich z systemem elektroenergetycznym UE nie jest pozytywnie odbierana w Rosji. I choć sami Rosjanie od kilku lat aktywnie przygotowują się do odłączenia się od Litwy, Łotwy i Estonii, wzmacniając niezależność energetyczną obwodu kaliningradzkiego, to poddają oni projekt synchronizacji państw bałtyckich z UE jednoznacznej krytyce. Nie inaczej będzie z planowanym przez krajowych operatorów, tj. polskie PSE i litewski Litgrid, podmorskim kablem o nazwie Harmony Link. W tym jednak przypadku istnieją realne przesłanki, by sądzić, że aktywność Rosjan może wykraczać poza działania jedynie propagandowe.
Przynajmniej pośrednie przełożenie na budowę Harmony Link gwarantuje Rosjanom geografia i obowiązujące prawo morza: gdyby bowiem chcieć wytyczyć najkrótszą trasę kabla między Polską a Litwą, musiałaby ona przebiegać przez rosyjską wyłączną strefę ekonomiczną (WSE). Są to wody, które co prawda nie stanowią „właściwego” terytorium Federacji Rosyjskiej, jednak zgodnie z prawem międzynarodowym obowiązują w nich określone regulacje. W rezultacie, choć w WSE obowiązuje swoboda układania kabli i rurociągów, to jednak Rosjanie musieliby wydać zgodę na potrzebne badania oraz na samą budowę połączenia (pod kątem środowiskowym), w praktyce zyskując wpływ na realizację inwestycji. O tym zaś, że ów proces pozwoleniowy może stać się przedmiotem sporu, najlepiej świadczy administracyjno-prawna batalia, jaką w Danii toczy Nord Stream 2.
Przedstawiona sytuacja sprawia, że naturalnym wyborem – zwłaszcza biorąc pod uwagę zbieżność optyki międzynarodowej w Warszawie i Wilnie – powinno stać się ominięcie rosyjskiej WSE i poprowadzenie Harmony Link dwukrotnie dłuższą, ale bezpieczną politycznie trasą przez wody szwedzkie. Możliwość taką sugerują zresztą sami Litwini, którzy publicznie deklarują, że kabel będzie miał długość ok. 450 km (przykładowo z Władysławowa do Kłajpedy w linii prostej jest zaledwie ok. 200 km). W takim wariancie jednak PSE i Litgrid musiałyby liczyć się z innymi wyzwaniami, jak chociażby broń chemiczna z czasów II wojny światowej, zalegająca dokładnie u zbiegu polskiej, szwedzkiej i litewskiej WSE. Trudności może nastręczać także procedura środowiskowa w Szwecji (budowany wcześniej NordBalt ze Szwecji na Litwę miał ułatwioną ścieżkę pozwoleniową) oraz konieczność ponad dwukrotnego wydłużenia trasy kabla.
Drugim obszarem zagrożenia dla budowy Harmony Link pozostaje możliwość bezpośredniej ingerencji Rosjan w sam przebieg prac badawczych lub konstrukcyjnych, np. z wykorzystaniem marynarki wojennej. W pierwszym odruchu wielu zapewne uzna powyższe stwierdzenie za mocno przesadzone. Faktem jest jednak, że to właśnie tego typu incydenty miały miejsce przed kilkoma laty w litewskiej WSE przy okazji budowy wspomnianego wcześniej interkonektora NordBalt.
W 2015 r. Flota Bałtycka Federacji Rosyjskiej kilkukrotnie podpływała do ekipy układającej ww. kabel, wymuszając na niej opuszczenie miejsca prac. Sytuacja ta była od razu oprotestowywana przez szwedzką i litewską dyplomację, co nie zmienia faktu, że budowa połączenia została przez Rosjan skutecznie zakłócona. Co więcej, także już po oddaniu kabla do użytku Rosja, pod pretekstem badań środowiskowych, najpewniej monitorowała stan ułożenia infrastruktury na dnie morza. Warto przy tym podkreślić, że wszystkie opisywane zdarzenia miały miejsce w litewskiej WSE. Można jedynie spekulować, o ile większe byłyby możliwości sabotowania realizacji inwestycji, jeżeli ta miałaby miejsce na wodach rosyjskich. Można też przypuszczać, że w grę mogłyby wchodzić także inne instrumenty nacisku, jak chociażby zakłócanie nawigacji statków pracujących przy Harmony Link. Ważne, by zarówno PSE, jak i polskie organy i służby były na takie sytuacje odpowiednio wcześniej przygotowane.