Starania o kompromis między nieprzyjaznymi sobie Grecją i Macedonią zaczęły się w okresie największego od lat 90. kryzysu w regionie. Zanim jednak doszło do porozumienia, oba kraje musiały się zmierzyć ze swoimi demonami: problemami społecznymi i ekonomicznymi, nacjonalizmem i przestępczością. Nie udałoby się to, gdyby nie dwaj 44-latkowie, premierzy Aleksis Tsipras i Zoran Zaew. Historia ratyfikacji porozumienia prespańskiego dowodzi, że na Bałkanach nie ma prostych rozwiązań, ale też nie istnieją rzeczy niemożliwe.
Reklama
Styczeń 2015 r. zapowiadał trudny rok. Do tradycyjnych regionalnych problemów doszedł gwałtowny wzrost migracji, głównie z Afganistanu i Syrii. Przybysze przedzierali się z tureckich portów do bogatych krajów Europy Zachodniej dobrze znanymi szlakami przemytników. Aleksis Tsipras, lider Koalicji Radykalnej Lewicy, objął fotel premiera Grecji 26 stycznia 2015 r. Młody szef rządu podjął się zadania zakończenia kryzysu zadłużenia, uważanego za drugą najdłuższą po amerykańskiej Wielkiej Depresji recesję państwa kapitalistycznego w historii. Zanim Tsipras powie, że „nastał dzień odkupienia, ale i początek nowej ery”, ogłaszając koniec zapaści i cięć, które spowodowały społeczne wyjałowienie Grecji, minie trzy i pół roku.
Do tego czasu polityk, który zdobył popularność jako zdecydowany przeciwnik drastycznego oszczędzania, by potem te cięcia realizować, będzie lawirował między oczekiwaniami wściekłych Greków i niedopuszczeniem do upadku systemu bankowego albo wyjścia ze strefy euro. W czerwcu 2015 r. Tsipras zerwał rozmowy z UE, zamknął giełdę i rozpisał referendum, w którym Grecy powiedzieli „nie” warunkom programu pomocowego, co z kolei doprowadziło do rezygnacji charyzmatycznego ministra finansów Janisa Warufakisa i wstrząsnęło światowymi giełdami.
Tsipras mierzył się z brakiem solidarności ze strony państw UE, szczególnie Niemiec, i stereotypem Greka darmozjada, ale ostatecznie udało mu się wynegocjować nowy plan pomocy przegłosowany dzięki opozycji. Po czym podał się do dymisji, by miesiąc później ponownie wygrać wybory i stworzyć kolejny rząd. To wszystko działo się w samym środku kryzysu migracyjnego. Media były zapełnione zdjęciami uchodźców wyruszających z greckich wysepek przez Macedonię, Serbię i Węgry do Niemiec. Chaos został zatrzymany dopiero w marcu 2016 r. dzięki umowie między UE i Turcją o uszczelnieniu granic.
Tsipras od samego początku starał się też rozwiązać trwający prawie trzy dekady spór z Macedonią. Nie było łatwo, bo słowiański sąsiad borykał się z najpoważniejszym od lat wewnętrznym konfliktem politycznym, który wybuchł, gdy lider opozycyjnej lewicy Zoran Zaew opublikował dowody korupcji w rządzącej WMRO-DPMNE Nikoły Gruewskiego. Macedończycy dzień po dniu dowiadywali się, jak Gruewski podsłuchiwał opozycję, dziennikarzy, działaczy społecznych, pracowników sądów, przywódców religijnych i mniejszościowych, w sumie 20 tys. osób. Ujawnienie tych materiałów zbiegło się ze strzelaniną w Kumanowie, w której wyniku zginęło 10 bojówkarzy, a 37 policjantów zostało rannych.
Na fali popularności w grudniu 2016 r. Zaew osiągnął na tyle dobry wynik wyborczy, że mógł stworzyć rząd z jedną z partii albańskich, co samo w sobie było precedensem. Wystarczył mu rok od utworzenia gabinetu, by obietnice normalizacji relacji z Atenami zmaterializowały się 12 czerwca 2018 r. nad położoną na granicy albańsko-grecko-macedońskiej Prespą. Według zwolenników układu jest on przykładem silnego przywództwa i umiejętności podejmowania trudnych i ryzykownych politycznie decyzji. Jego oponenci mówią, że to efekt negatywnej polityki UE i USA wobec Bałkanów, a postanowienia dokumentu są nieakceptowalnym igraniem z tożsamością narodową.
Macedonia w zamian za dodanie do swej nazwy przymiotnika „Północna” ma otrzymać wsparcie Grecji w procesach integracyjnych z NATO i Unią. Porozumienie jest efektem wielu bolesnych kompromisów wypracowanych przez obie strony przy silnym wsparciu USA i Unii Europejskiej, ale też bezprecedensowych wydarzeń w polityce wewnętrznej obu krajów. Wszak Zoran Zaew do ratyfikacji porozumienia w parlamencie musiał zebrać głosy całej podzielonej na małe partie mniejszości albańskiej, zaś Aleksis Tsipras zmierzył się z największymi od lat, gwałtownymi protestami, zastraszaniem wspierających go posłów i niechęcią do projektu nawet we własnym ugrupowaniu. Sukces prespański ma dwóch ojców.